2014/08/30

MY FAV COSMETICS #2

Zapraszam na drugi wpis z serii kosmetycznej. Tak jak pisałam w poprzednim poście, nie są to profesjonalne recenzje, a raczej moje krótkie opinie na temat kosmetyków, które lubię. Ten post nie jest wpisem sponsorowanym. Zapraszam do czytania. ;-)
Ten migdałowy olejek pod prysznic L'occitane to mój ulubiony kosmetyk do kąpieli. Właśnie otworzyłam trzecie opakowanie, a zazwyczaj wszystkie żele nudzą mi się już w połowie pierwszego. ;) To mój jedyny kosmetyk pod prysznic, który rzeczywiście dobrze nawilża skórę, dzięki niemu mogłam w te najbardziej upalne dni zrezygnować z używania balsamu na noc. Co więcej, pachnie po prostu obłędnie, ma cudowny, otulający zapach. Cena za 250 ml niestety nie zachęca (75zł), ale można też dokupić samo uzupełnienie w saszetce i przelać do innego opakowania, wychodzi taniej. ;)
Wiele razy podkreślałam, że L'occitane to jedna z moich ulubionych marek, jeśli chodzi o pielęgnację ciała, ale chyba nigdy nie wspominałam o tej wodzie toaletowej. Jest to mieszanka delikatnych zapachów dwóch białych kwiatów - neroli i orchidei. Pojawiają się też owocowe nuty, co sprawia że zapach jest niesamowicie świeży. Przyznam, że nie spodziewałam się po tych perfumach tak dobrej trwałości - utrzymują się na ciele naprawdę długo. Na ten moment jest to chyba mój ulubiony zapach, choć rozglądam się właśnie za klasyczną wersją See by Chloe, więc wszystko się może zmienić ;-)
Jakiś czas temu przedstawicielka marki Balneokosmetyki zapytała mnie czy chciałabym przetestować kosmetyki z asortymentu firmy. Jako że przeglądałam ostatnio vlogi urodowe i zainteresowała mnie malinowa seria tej marki polecana przez Karolinę z kanału Stylizacje2, z chęcią się zgodziłam. Uwielbiam naturalne kosmetyki o owocowych zapachach i tym razem również się nie zawiodłam - peeling jest po prostu niesamowity. Pachnie świeżymi owocami i ma fajną, oleistą konsystencję, dzięki czemu przyjemnie się go rozprowadza. Niestety nie jest zbyt wydajny, ale mimo to jestem pewna, że na stałe zagości w mojej łazience.:) Wypróbowałam też już krem do rąk na noc - wieczorem nałożyłam grubą warstwę na dłonie i włożyłam rękawiczki. Następnego dnia skóra była gładka i solidnie nawilżona, więc z pewnością jeszcze powtórzę ten zabieg. Warto podkreślić, że kosmetyki te nie zawierają parabenów, silikonów czy sztucznych barwników, a ich cena jest znacznie niższa niż innych kosmetyków tego typu. Peeling o pojemności 200 ml kosztuje 42 zł, a krem do rąk 70 ml 28 zł. Na zachętę mam dla Was też kod zniżkowy - przy zakupach powyżej 100 zł na hasło Cajmel otrzymacie zniżkę 20 zł i biosiarczkowy głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy gratis! :) Ja co prawda go nie testowałam, bo mam skórę suchą, a ten kosmetyk przeznaczony jest głównie do cery mieszanej i tłustej, ale jest to bestseller marki, więc z pewnością sprawdza się świetnie. 
 Biosiarczkowy żel głęboko oczyszczający do mycia twarzy zawiera najsilniejszą na świecie wodę siarczkową, ekstrakt z kory wierzby, borowinę i olejek jojoba. 
 Kolejne peelingi w mojej kosmetyczce, tym razem Organique. Mam je już dosyć długo, bo tak je lubię, że oszczędzam jak głupia. To zdecydowanie moje ulubione peelingi do ciała na jesień - jeden kawowy, drugi czekoladowy. Pachną obłędnie - świeżo zmielona kawa i gorzka czekolada. Świetnie wygładzają skórę, drobinki nie są za duże, więc nie ma mowy o podrażnieniach. Dzięki zawartych w nich olejkach zostawiają na skórze delikatną powłoczkę, ale nie jest to żaden tłusty film. Cena dosyć wysoka, ale kosmetyk jest naprawdę wydajny, więc warto od czasu do czasu sprawić sobie taki prezent. :)
 Wiele razy pisałam już o kosmetykach Phenome. Przez wakacje używałam ich trochę rzadziej niż wcześniej, ale teraz gdy temperatura znacznie spadła, znowu do nich wracam. Ten odmładzający krem do ciała to idealny kosmetyk na jesień i zimę. Dzięki zawartości masła Shea i innych naturalnych olejów, doskonale nawilża suchą skórę, co prawda ciężko się wchłania, ale za takie nawilżenie jestem w stanie przymknąć na to oko. ;) Kosmetyki Phenome, mają specyficzny zapach, który nie wszystkim się podoba, ale ten z ekstraktem z róży pachnie niesamowicie.
 Płyn micelarny Yoskine to ostatnio mój ulubiony produkt do demakijażu. Bardzo dobrze usuwa makijaż, łagodzi zaczerwienienia i nie wysusza skóry. Zmywa nawet wodoodporne tusze i eyelinery, niestety lekko podrażnia moje oczy, ale da się przeżyć. Co ważne, nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Bardzo wygodnie się go dozuje, przez co jest wydajny. Zdecydowanie polecam Wam ten kosmetyk. 
 Znacie Pilarix? Jeśli macie przewlekle suchą skórę lub zmagacie się z rogowaceniem okołomieszkowym, to powinnyście na stałe zaprosić go do swojej kosmetyczki. :) Zdziałał cuda na moich szorstkich ramionach, idealnie sprawdza się też jako kosmetyk po depilacji. Świetnie łagodzi zaczerwienienia i nawilża. Jedyny minus jest taki, że zostawia na skórze dziwną powłokę, jednak przy stosowaniu na noc nie stanowi to żadnego problemu. 
Double Serum Clarins. Nietypowo zacznę od minusów - cena. 300 zł za 30 ml to niestety bardzo wysoka kwota. Zwłaszcza, jeśli chodzi o kosmetyk, który nie należy do najwydajniejszych. Ale jeśli ktoś, tak jak ja, zmaga się z wiecznie przesuszoną i "zmęczoną" skórą twarzy, to z czystym sercem polecam tego cudotwórcę. Może nie widać tego na zdjęciach z bloga, kiedy mam na sobie makijaż, ale moja skóra bardzo często ma ziemisty odcień. Jestem bardzo blada i kiedy nie nałożę chociaż korektora pod oczy, to wyglądam na wiecznie niewyspaną i zmęczoną. Odkąd zaczęłam używać tego serum, moja cera stopniowo nabiera promiennego wyglądu. Nie jest już tak matowa i przesuszona, nabrała zdrowego blasku. Bardzo podoba mi się konsystencja tego serum - lekko oleista, ale świetnie się wchłania. Nie zostawia tłustego filmu, ale też nie wchłania się do zupełnego matu. Dla mnie jest to plus, bo lubię czuć, że coś  jednak na twarz nałożyłam. ;) Podsumowując - jestem pewna, że Double Serum na stałe zagości w mojej kosmetyczce. 
Jeśli zmagacie się z zaczerwienieniami na twarzy czy podpuchnięciami pod oczami, polecam Wam żel arnikowy marki Floslek. Świetnie łagodzi i uspokaja zaczerwienioną skórę oraz niweluje opuchnięcia. Na pewno ten żel nie likwiduje cieni pod oczami, ale delikatnie je rozjaśnia. Ja najbardziej lubię stosować go na noc po ciężkim dniu. Schłodzony w lodówce świetnie łagodzi i przynosi ulgę zmęczonym oczom. Mam bardzo wrażliwą skórę pod oczami, a ten żel mnie nie podrażnia, więc to dodatkowy plus. Jest też bardzo wydajny, odrobina żelu wystarczy na rozprowadzenie go po całej twarzy. Cena również zachęca - 17 zł za 50 ml. 

2014/08/28

DENIM TIME! // #SCHOOLOFSTYLE #GLAMOUR


Jeśli kojarzycie moje wpisy z kilku miesięcy wstecz, to wiecie, że mam słabość do długich płaszczy. (tutaj&tutaj) Ten z dzisiejszego wpisu to kolejny w mojej niemałej kolekcji. ;) Jest na mnie sporo za duży, więc wywinęłam rękawy i zamierzam go nosić jako oversize, moim zdaniem w takiej formie prezentuje się o wiele lepiej niż jeśli miałby być dopasowany. Lubię łączyć różne odcienie denimu, dlatego dobrałam do niego ciemne jeansy. Resztę zobaczycie na zdjęciach, a przy okazji chcę Wam przekazać ciekawą nowinę ;) Już 27 września w Warszawie odbędzie się trzecia edycja warsztatów School of Style organizowanych przez redakcję Glamour, w której będę miała przyjemność wziąć udział razem z Magdą z Rebel Look i Anią z What Anna Wears? Partnerami akcji jest C&A i New Balance. Jeśli i Wy chcielibyście wziąć w nich udział i fajnie spędzić ten dzień, zapraszam Was do spróbowania swoich sił w konkursie. Aby wygrać zaproszenia na warsztaty, wyślij zdjęcie swojej stylizacji, która będzie interpretacją jednego z trendów sezonu jesień/zima 2014, na adres schoolofstyle@burdamedia.pl. Na zgłoszenia czekamy do 16 września, powodzenia!
płaszcz Cheap Monday / spodnie Romwe / buty Shellys / torebka Tous / top Marks&Spencer

2014/08/19

SECOND HAND TOTAL LOOK // #openyourcity

Dzisiejszy zestaw kosztował mnie jakieś... 5 zł. Zarówno koszulę jak i jeansy wyszperałam w lumpeksie. Najbardziej cieszy mnie to, że obie rzeczy są naprawdę dobrej jakości - koszula Marks&Spencer wykonana w 100% z bawełny i jeansy Cheap Monday - klasa sama w sobie ;-) Mam ich już kilka par i nic złego się z nimi nie dzieje. Koronkowy stanik dostałam od Natalii z Charlotte Rouge, a pierścionki to Tous i Selfie. 
Jak już pewnie wiecie z mojego facebooka i wcześniejszych wpisów na blogu, biorę udział w kampanii pod hasłem "Otwórz miasto". Moim zadaniem było wybranie najciekawszych miejsc i wydarzeń w Łodzi i opisanie ich na stronie otworzmiasto.pl w zakładce "Bywalec o mieście". Znajdziecie tam też kilka polecanych przeze mnie miejsc w Trójmieście, które udało mi się odwiedzić podczas pobytu na Open'erze. Co prawda moim zadaniem było współtworzenie poradnika, ale przyznam, że sama chętnie z niego korzystam podczas wycieczek do innych miast. Uwielbiam Wrocław i znam tam wiele ciekawych miejscówek, ale dzięki poradnikowi stworzonemu przez duet Mikromusic odkryłam kilka nowych, m. in. restaurację Pod Papugami z niesamowitym wnętrzem i jeszcze lepszym jedzeniem. Niedługo wybieram się do Karkowa, więc z pewnością zajrzę do zakładki tworzonej przez Lekko Stronniczych ;-) Was zapraszam do części o Łodzi, przekonacie się, że nie taka Łódź straszna jak ją malują! :) Z poradnika można oczywiście korzystać na telefonie czy tablecie, więc macie go zawsze pod ręką gdy najdzie Was ochota na coś pysznego. Linkuję Wam też do pozostałych wpisów o akcji - klik & klik ze zdjęciami knajp ze strefy OFF Piotrkowska czy z Manufaktury. 
koszula lumpeks (Marks&Spencer) / spodnie lumpeks (Cheap Monday) / pierścionki Tous & Selfie / stanik Charlotte Rouge
Wszystkie polecane przeze mnie miejsca znajdziecie na www.otworzmiasto.pl! :)