#foamOH

10.8.17




Temat moich włosów przewija się na blogu od czasu do czasu, zazwyczaj
przy okazji niewielkich zmian fryzury czy nowości wśród produktów do stylizacji.
W 2015 roku z długości do połowy pleców, skróciłam je przed ramiona i czuję się
w takiej wersji o niebo lepiej. Po tej zmianie nabrałam też ochoty na kolejne eksperymenty,
czego efektem była krótka przygoda z rozjaśnianymi końcówkami, jednak po tym
epizodzie wiem już, że najlepiej czuję się w moim naturalnym, ciemnym kolorze włosów.
Planuję kolejne podcięcie - lekkie odświeżenie obecnej fryzury to jedyna zmiana, na
jaka mam aktualnie ochotę - i ogromnie się cieszę, że nie ciągnie mnie już do większych
 eksperymentów, choć nie wykluczam, że za jakiś czas zdecyduję się na jeszcze krótsze
cięcie - bardzo podoba mi się stylowa fryzura jak u Petry z @Pepamack - klik.

Historia moich zmian fryzury nie jest wyjątkowo zawiła - może Wasze są 
ciekawsze - jeśli macie ochotę podzielić się w komentarzach swoimi włosowymi
 rewolucjami,  zachęcam! Może to być historia zmian fryzury na przestrzeni lat, lub krótki 
jednorazowy epizod. Razem z Pantene wybierzemy 5 najfajniejszych odpowiedzi 
i nagrodzimy je zestawami PanteneLekkimi Odżywkami Pantene w piance (dedykowanymi 
głównie włosom cienkim), których jest aż pięć rodzajów - Repair, Moisture, Colour, 
Volume i Aqua Light. Bardzo dobrze sprawdzają się jako szybka odżywka pod prysznic, 
spłukuje się ją zaraz po nałożeniu, a dzięki temu, że jest bardzo lekka, można nakładać 
od nasady bez obaw, że włosy będą przeciążone, oklapnięte i szybciej się przetłuszczą.
Na początku przy spłukiwaniu ma się wręcz wrażenie, że na włosach nie ma żadnego
produktu - warstwa odżywki jest niewyczuwalna, ale po wysuszeniu włosy są sypkie
i wygładzone. Najciekawsza odpowiedź zostanie dodatkowo nagrodzona moim ulubionym
podróżnym gadżetem - Instaxem Mini 8. Konkurs potrwa do 20.08 - pamiętajcie
o podaniu adresu mailowego lub innej formy kontaktu. Powodzenia!











You Might Also Like

128 comments

  1. Jeśli chodzi o eksperymenty z włosami to mam podobne podejście, najlepiej czuje się w moim naturalnym ciemnym kolorze (nigdy nie farbowałam włosów i narazie nie zamierzam). Ostanie zdecydowałam się na zmianę fryzury, skróciłam włosy do ramion i to dla mnie długość idealna! Odpowiednie cięcie sprawia, że włosy same się układają, nie warto oszczędzać na fryzjerze �� Mój jedyny problem to fakt, ze włosy strasznie się puszą i czasem ciężko mi je okiełznać ��

    ReplyDelete
  2. Martyna M10/8/17 21:51

    Moja włosowa historia zaczęła się już w podstawówce kiedy to mama pozwoliła kupić mi pierwszą szamponetkę. Jakie było jej zdziwienie kiedy zobaczyła,że mam czerwone włosy. Ciągłe ich mycie nie pomagało a ten fatalny kolor musiałam jeszcze przez jakiś czas ukrywać pod czapką. Później moje włosy przechodziły różne rewolucję,od bardzo jasnych pasemek zrobionych rozjasniaczem po brązowy odcień. Przez ten czas ich długość również ciągle się zmieniała.Wlosy były w tragicznym stanie,spalone przez ciągle farbowanie i prostowanie,osłabione i łamliwe. Przeszłam zmianę koloru na naturalny gdzie i tak moje włosy zwariowały i postanowiły zrobić się zielone. Teraz moja pielęgnacja całkowite się zmieniła,włosów nie farbuje od 5 lat,w końcu udało mi się zapuścić długie, piękne i zdrowe włosy. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martyna, podaj proszę adres mailowy, pod którym można się z Tobą skontaktować w razie wygranej:)

      Delete
    2. Martyna M10/8/17 22:31

      mistakmartyna@gmail.com

      Delete
  3. odpowiedzi na konkurs mają być tu pod postem?

    ReplyDelete
  4. Anonymous10/8/17 22:15

    Jako właścicielka bujnej, kręconej grzywy przez lata nie mogłam zrobić nic poza obserwacją jak niesforne sprężynki obierały coraz to nowe trajektorie na satelitach mojej głowy ;). Przed studniówką wyprosiłam mamę o wycieczkę do fryzjera która włosy mi wyprostowała i zafarbowała na blond. Zakupiłam rownież prostownicę - ostatecznie już pieczętując na lata los loczków. Studia rozpoczęły karnawał kolorów na mojej głowie - od gołębiej szarości po ognistą czerwień. Grzywka równa, na bok i jej brak. Z perspektywy czasu, najszerzej uśmiecham się na myśl o długich czerwonych włosach, choć były one najbardziej kłopotliwe. Każda kąpiel kojarzyła się z obrazem rodem z Milczenia owiec. Ręczniki przybierały ciekawą postmodernistyczną barwę a poszewki poduszek zdradzały delikatnym różowym zabarwieniem gdzie spoczywała moja głowa. Ale jako nowoczesna studentka czułam się wyśmienicie w tym właśnie kolorze, który bujał się gdzieś między czerwoną porzeczką a wiśnią. Po studiach rozglądając się za pracą uznałam, że czas spoważnieć i poddałam się dekoloryzacji. Finalnie postawiłam na wyrównaną, rudą czuprynę do ramion, ktorej coraz częściej pozwalam przybierać postać okiełznanych sprężynek. Taką oto szaloną karuzelę zafundowałam moim włosom :).
    Asia_Klaczek
    joanna.olxx@wp.pl

    ReplyDelete
  5. Hm, jak wygląda historia moich włosów. Odkąd pamiętam były moją ulubioną częścią mojego wyglądu. Podoba mi się ich kolor, dość jasny brąz, i jak do tej pory nigdy nie czułam potrzeby go zmieniać. Poza jednym razem, w pewne gimnazjalne wakacje postanowiłam zrobić sobie fioletowe pasemka, które były totalnym niewypałem, głównie dlatego, że i tak nie było ich widać na moich ciemnych włosach 😂 Przez lata też nie zmieniałam zbytnio długości, zawsze długie włosy były nierozerwalnie związane z moim stylem... Mniej więcej od początku podstawówki do końca studiów zawsze miałam najdłuższe włosy z klasy/grupy. Do czasu. Kilka tygodni temu wieczorem stanęłam przed lustrem i obcięłam je do długości przed ramię, co prawda trochę krzywo, co prawda wyglądało inaczej niż miał być, ale i tak jestem zadowolona. To zaskakująco przyjemne zmienić coś co wydawało się wszystkim włącznie z Tobą nierozłącznym elementem Ciebie. I choć nigdy nie byłam zwolenniczką "zmieniania fryzury z potrzeby zmiany czegoś w życiu" to muszę przyznać, że jednak faktycznie był to dość symboliczby gest. Dobrze czasem coś zmienić :)

    ReplyDelete
  6. Moja historia jest bardzo podobna do Twojej. Odkąd pamiętam miałam bardzo długie włosy. Sięgały mi prawie do tyłka, nie był to dla mnie żaden problem. Kiedy pół roku temu dowiedziałam się, że u znajomej zdiagnozowano raka i będzie musiała przejść chemioterapię zdecydowałm się obciąć sporą długość włosów i przekazać je fundacji Rak and Roll. I tak moja głowa była lżejsza o 40 cm (!) włosów. Teraz czuję się o niebo lepiej, różnica jest nie do porównania i w wyglądzie i w codziennej pielęgnacji. Pozdrawiam ciepło :)

    ReplyDelete
  7. Anonymous10/8/17 22:23

    Jestem naturalna blondyna i nigdy w zyciu nie farbowalam wlosow- szkoda mi koloru. Miałam rozne fryzury- dlugie wosy prawie do pasa, krotkiego boba a la Victoria Beckham, znow cos dluzszego, przyszedl czas na grzywke, a pozniej na loba. Ostatnio pierwszy raz zmienialm kolor wlosow i to dosc ostro- rozowy pastelowy. kupilam spray do koloryzacji wlosow, ktory obiecywal splukanie sie koloru z wlosow po 1 myciu. Poszlam do fryzjera zeby nalozono mi spray rown, bez plam. Jakie bylo moje zdziwienie i szok widziec siebie po 28 latach w zupelnie innym kolorze wlosow... podobalam sie sobie, ale balam sie ze moj jasny blond przepadl bezpowrotnie. Na szczescie 2 mycia i po rozu nie bylo sladu, a marzenie z lat mlodosci o szalonym kolorze wlosow zostalo w koncu spelnione:) pozdrawiam!
    agasieracka@gmail.com

    ReplyDelete
  8. Moja najciekawsza historia z włosami sięga już początków mojego istnienia (zdarzenie autentyczne)... Oj tak! Miałam już 3 bądź 4 lata i do wizyty u fryzjera nie byłam zbytnio przekonana... A więc, kiedy moi domownicy jeszcze smacznie spali, narzuciłam na swoje ramiona elegancko ręcznik, chwyciłam za nożyczki, stanęłam przed lustrem i... zaczęłam ciąć swoją grzywkę. Efekt? Wystarczy sobie wyobrazić falę na morzu albo nawet jakie uksztaltowanie mają górksie pasma- mniej więcej taka kombinacja była moją grzywką (o ile to dzieło zasługiwało wtedy na miano grzywki). Grzywka po pewnym czasie odrosła... uff, jednak zrezygnowałam z niej już w nastoletnim wieku, a teraz mam lekko pocieniowane włosy z łagodnym bronde, już profesjonalnie wymodelowane przez moją fryzjerkę, do której chodzę z przyjemnością. Proszę, jak to wszystko się zmienia na przestrzeni lat... Ciekawe, jaka fryzura mi przyjdzie do głowy w dalekiej lub niedalekiej przyszłości...

    akrefta5@wp.pl

    ReplyDelete
  9. Niedawno doszłam do wniosku, że absolutnie nie wiem co dalej z moimi włosami będzie, bo ja boję się fryzjerów. Dla mnie fryzjer to taki inny dentysta. Nie pamiętam zbyt wielu cięć, po których nie wracałabym z płaczem do domu. Problem zazwyczaj nie tkwi tylko w fachowcu, ale też w moich włosach, które mam specyficzne. Kiedyś dałam się namówić na badanie włosów i ich struktury, siadam na fotel, pani zaczyna badanie i słyszę: -Ojeeej... - Coś się stało? - Nie, nie, nic takiego, po prostu zwykle u ludzi z jednej cebulki wyrastają jeden, czasami dwa włosy, u pani wyrastają trzy. No cóż. Grubość włosa też miałam tak 20% większą niż średnia przeciętna uznana za grubą. No cóż. To by wyjaśniało, dlaczego przez całe życie wyglądam w moich włosach jak zmoknięty bawół - są ciężkie :D A żeby było jeszcze śmieszniej, to z jeden strony głowy mam ich dwa razy tyle co z drugiej. Z jednej są przyklapnięte, a z drugiej odstają. Efekt jest taki, ze mało który fryzjer sobie z nimi daje radę :(
    Moja obecna fryzura, którą nazywam "psie uszy" powstała właśnie w taki sposób - nie mogłam się dodzwonić przez miesiąc do fryzjera, który w miarę ogarnia temat moich włosów i czasem mu coś z nich wychodzi - no, może nie jest suuper ładnie, ale przynajmniej równo, więc dałam się namówić koleżance na jej fryzjerkę. Idę do pani i mówię, ze chcę na prosto [zapuszczałam kilka miesięcy, by wyrównać włosy]. Pani fryzjerka umyła włosy, wysuszyła [tu już instynkt mówił mi, żeby uciekać, ale pani zapewniała, ze jest mistrzynią cięcia na sucho a koleżanka zawsze miała fajne fryzurki, więc zaryzykowałam i zostałam], naolejkowała je, wyprostowała prostownicą i ścięła je maszynką do golenia - na prosto, ale tylko tył - z przodu pocieniowała mi grzywkę tak do ramion, którą ja prze rok równałam z resztą :| argumentując, ze teraz wszyscy noszą na prosto włosy, to będzie tak inaczej [jest rewolucja, bunt i opór - co będziemy szli z główną falą :D ] Następnego dnia po umyciu, włosy bez tony olejków i godziny prostowania wróciły do starej rutyny, tylko ze grzywka z prawej strony była o centymetr krótsza niż z lewej, a włosy od tej maszynki układały się z jednej strony tak, z drugiej siak :( Ech. Po tygodniu nic się nie zmieniło, włosy się dalej nie chciały układać, a grzywka odrosnąć. W końcu dodzwoniłam się do mojego starego fryzjera i poszłam, żeby wyrównał grzywkę, a on ścina, opowiada o tym, jak specyficzne mam włosy, ze tu się u nasady unoszą, a tamte opadają... tylko, ze strony mu się pokiciały i następnego dnia po umyciu patrzę, a tam prawa strona dwa cm krótsza teraz niż lewa... :|
    Mi się marzy czasem jakaś fajna fryzurka, i co z tego, kiedy fryzjer robi mi rewolucje i ścina psie uszy po obu stronach głowy i to jeszcze jedna strona krótsza od drugiej :( Nigdy, to co dostałam od fryzjera nie było podobne do tego, co na obrazku. Nie wiem, skąd ludzie biorą fajne cięcia, dla mnie to kompletny kosmos! :D
    Niestety włosy znów mi odrosły, ciążą coraz bardziej, a po głowie mi się kołacze, ze trzeba by było je podciąć - zatem czeka mnie kolejna rewolucyjna metamorfoza :D
    Chyba już wolę chodzić do dentysty!
    Na szczęście długie włosy można związać gumką, a kok w nieładzie nadal w modzie ;)

    ReplyDelete
  10. Niedawno doszłam do wniosku, że absolutnie nie wiem co dalej z moimi włosami będzie, bo ja boję się fryzjerów. Dla mnie fryzjer to taki inny dentysta. Nie pamiętam zbyt wielu cięć, po których nie wracałabym z płaczem do domu. Problem zazwyczaj nie tkwi tylko w fachowcu, ale też w moich włosach, które mam specyficzne. Kiedyś dałam się namówić na badanie włosów i ich struktury, siadam na fotel, pani zaczyna badanie i słyszę: -Ojeeej... - Coś się stało? - Nie, nie, nic takiego, po prostu zwykle u ludzi z jednej cebulki wyrastają jeden, czasami dwa włosy, u pani wyrastają trzy. No cóż. Grubość włosa też miałam tak 20% większą niż średnia przeciętna uznana za grubą. No cóż. To by wyjaśniało, dlaczego przez całe życie wyglądam w moich włosach jak zmoknięty bawół - są ciężkie :D A żeby było jeszcze śmieszniej, to z jeden strony głowy mam ich dwa razy tyle co z drugiej. Z jednej są przyklapnięte, a z drugiej odstają. Efekt jest taki, ze mało który fryzjer sobie z nimi daje radę :(
    Moja obecna fryzura, którą nazywam "psie uszy" powstała właśnie w taki sposób - nie mogłam się dodzwonić przez miesiąc do fryzjera, który w miarę ogarnia temat moich włosów i czasem mu coś z nich wychodzi - no, może nie jest suuper ładnie, ale przynajmniej równo, więc dałam się namówić koleżance na jej fryzjerkę. Idę do pani i mówię, ze chcę na prosto [zapuszczałam kilka miesięcy, by wyrównać włosy]. Pani fryzjerka umyła włosy, wysuszyła [tu już instynkt mówił mi, żeby uciekać, ale pani zapewniała, ze jest mistrzynią cięcia na sucho a koleżanka zawsze miała fajne fryzurki, więc zaryzykowałam i zostałam], naolejkowała je, wyprostowała prostownicą i ścięła je maszynką do golenia - na prosto, ale tylko tył - z przodu pocieniowała mi grzywkę tak do ramion, którą ja prze rok równałam z resztą :| argumentując, ze teraz wszyscy noszą na prosto włosy, to będzie tak inaczej [jest rewolucja, bunt i opór - co będziemy szli z główną falą :D ] Następnego dnia po umyciu, włosy bez tony olejków i godziny prostowania wróciły do starej rutyny, tylko ze grzywka z prawej strony była o centymetr krótsza niż z lewej, a włosy od tej maszynki układały się z jednej strony tak, z drugiej siak :( Ech. Po tygodniu nic się nie zmieniło, włosy się dalej nie chciały układać, a grzywka odrosnąć. W końcu dodzwoniłam się do mojego starego fryzjera i poszłam, żeby wyrównał grzywkę, a on ścina, opowiada o tym, jak specyficzne mam włosy, ze tu się u nasady unoszą, a tamte opadają... tylko, ze strony mu się pokiciały i następnego dnia po umyciu patrzę, a tam prawa strona dwa cm krótsza teraz niż lewa... :|
    Mi się marzy czasem jakaś fajna fryzurka, i co z tego, kiedy fryzjer robi mi rewolucje i ścina psie uszy po obu stronach głowy i to jeszcze jedna strona krótsza od drugiej :( Nigdy, to co dostałam od fryzjera nie było podobne do tego, co na obrazku. Nie wiem, skąd ludzie biorą fajne cięcia, dla mnie to kompletny kosmos! :D
    Niestety włosy znów mi odrosły, ciążą coraz bardziej, a po głowie mi się kołacze, ze trzeba by było je podciąć - zatem czeka mnie kolejna rewolucyjna metamorfoza :D
    Chyba już wolę chodzić do dentysty!
    Na szczęście długie włosy można związać gumką, a kok w nieładzie nadal w modzie ;)

    ReplyDelete
  11. Historia moich włosów zaczyna w podstawówce, kiedy razem z siostrami pomalowałam włosy różową bibułą.
    Potem pierwsze szamponetki, najpierw czekoladowy brąz, który przy zmywaniu wyglądał na fioletowy. Ileż to było strachu! Na szczęście koniec końców fioletu nie przypominał... Następnie rudość, odcienie czerwieni. Od dzieciństwa grzywka, prosta, na bok, z połowy włosów. 3 lata temu postanowiłam zostawić moją dziecięcą grzywkę daleko za mną i zapuścić włosy. Z delikatnych fal pod wpływem prostownicy moje włosy przestały się wywijać w każdą stronę. Fryzury od włosów po pas, do ściętych do ramion, cieniowanych i uciętych prościutko. Nikt chyba nie zaprzeczy, że kobieta zmienną jest :)
    annakrasowska97@gmail.com

    ReplyDelete
  12. Anonymous10/8/17 23:15

    Moja pierwsza rewolucja na głowie miała swój początek już w szkole podstawowej. Wtedy to postanowiłam skrócić moje długie prawie że sięgające pasa włosy diametralnie. Szybko się okazało, że w krótkich włosach nie jest mojej okrągłej buzi do twarzy, jednak na przestrzeni lat zdarzyło mi się ponownie otrzeć o ten błąd, który kompletnie mnie niczego nie nauczył jak widać :) jednak na zmianach długościowych nie zaprzestałam. Pierwszy eksperyment z kolorem miał miejsce w gimnazjum. Tutaj akurat przyjęłam do wiadomości fakt, że ciemne kolory zbyt mocno kontrastują z moją cerą. Długo wychodziłam z tej nieudanej próby powrotu do blondu, aż udało mi się dobrnąć do momentu w którym widok moich włosów sprawia mi radość - truskawkowo-brzoskwiniowy blond równa się prawie że mojej miłości do odpowiadającym nazwie owocom :) jedynym zmartwieniem pozostaje niestety pielęgnacja, na którą ostatnimi czasy zaczęłam zwracać większą uwagę, jednak do tchnięcia we włosy naturalnego blasku jeszcze troszeczkę mi brakuje

    Nikita
    n.silajew@gmail.com

    ReplyDelete
  13. Osobiście nie lubię eksperymentować z włosami. Nigdy nie farbowałam i nie robiłam radykalnych cięć. Fryzjera unikam jak ognia, a to wszystko za sprawą dzieciństwa, kiedy to miałam grzywkę przed brwi, wtedy to raczej nie było nic takiego, ale fotografie w rodzinnym albumie robią do dziś furorę!
    Podcinanie końcówek zdarza mi sie bardzo sporadycznie, dlatego żeby ratować kondycje swoich włosów musze używać w ogromnych ilościach odzywek i masek na włosy.
    Moją najwieksza zmiana było spontaniczne obcięcie włosów za ucho. Co prawda, miało to byc zwykle podcięcie końcówek, ale stwierdziłam, że czasami trzeba zeobic coś innego i skrocilam je o ponad 12 cm! Wygoda wygodą, ale moim marzeniem stały sie znów długie włosy i tak przez 4 lata zapuszczałam włosy, do swojej upragnionej długości (za łopatki)!

    E-mail: j.stawarz0@gmail.com

    ReplyDelete
  14. Anonymous10/8/17 23:36

    Jeśli chodzi o historie moich włosów to nie jest ona zawiła.
    Od dziecka byłam małą blondyneczką, aniołkiem, laleczką - komentarze na temat moich włosów były naprawdę rożne.
    Zazwyczaj były krótkie, czasami lekko pofalowane, innymi zaś, proste jak drut.
    Po mojej I Komunii zdecydowałyśmy z mamą o radykalnym ścięciu włosów tuż nad ramionami! Była to ogromna zmiana, zważając na moje zawsze długie włosy. Przez kolejne lata nic nie zmieniało się prócz ścinania lalko końcówek, bądź pocieniowania ich.
    Moje włosy są teraz zdrowe i błyszczące, dbam o nie jak tylko mogę, pozwalając rosnąć spokojnie.
    Jestem wdzięczna mojej mamie za to, że nigdy nie pozwoliła mi pofarbował ich, bo ja tak juz sama wiem, naturalny kolor jest najpiękniejszym kolorem jako można uzyskać. A blond włosy są wisienką ma torcie!
    Aleksandra - ally2606@wp.pl

    ReplyDelete
  15. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  16. Cześć 😊 obecnie jestem naturalną brunetką, ale historia moich włosów jest dość ciekawa i zarazem tragiczna. W szkole podstawowej postanowiłam zostać blondynką, a co gorsze postanowiłam zrobić to sama. Od zawsze byłam samosią, zaczęło się niewinnie, czyli od kilku lekko rozjaśnionych pasemek. Pewnego dnia uznałam, że to za mało i rozjaśniłam zdecydowanie więcej pasm. Moje włosy bardzo się zniszczyły, zżółkły i zaczęłam przygodę z brązowymi farbami do włosów, aby powrócić do naturalnego koloru, oczywiście sama. To zdecydowanie bardziej pogorszyło sprawę, kolor szybko się spłukiwał, więc w przeciągu miesiąca przeszłam przez ciemny brąz, rudy, aż do całkowitego żółtka:/ Gdy już miałam dość eksperymentów i byłam przerażona perspektywą farbowania włosów do końca życia i pilnowania odrostu, postanowiłam po prostu przestać. Zdecydowałam, że nie będę ich malować i poczekam aż żółte włosy zrosnął i dopiero wtedy je obetnę. Zanim jeszcze stało się to modne przechodziłam przez epokę mojego brązowo-żółtego ombre. Cała przygoda trwała ponad 3 lata. W końcu udało się, pierwszą klasę liceum zaczęłam z naturalnym kolorem włosów (w bardzo krótkiej, mało korzystnej fryzurze). Gdy tylko sobie o tym wszystkim przypomnę mam ciarki. Do tej pory zastanawiam się, dlaczego w pewnym momencie nie poszłam na ratunek do fryzjera. Od zawsze byłam estetką i perfekcjonistką, a z perspektywy czasu patrząc, była to niesamowita nauka cierpliwości i pokory. Obecnie zapuszczam moje naturalne włosy, przed każdym myciem olejuję, regularnie podcinam końcówki, a moim celem jest długość do połowy tułowia.
    e-mail: fejvaa@gmail.com

    ReplyDelete
  17. Anonymous11/8/17 08:18

    Włosy od zawsze były dla mnie ważnym elementem całości. Od dziecka miałam długie, ciemo brązowe a do tego było mi z nimi na tyle wyodnie, że nie myślałam o ścięciu. Wystarczyło je związać w kucyka czy zapleść warkocza i zapominałam o nich totalnie. Gorzej było jeżeli chciałam iść w świeżo umytych i wysuszonych.. Miałam je wszędzie i nigdy nie umiałam nad nimi zapanować. Ratunkiem dla mnie była informacja o ścięciu i oddaniu na peruki. Nie zwlekałam, poszłam do salonu, fryzjerka zrobiła mi 2 warkocze. Moje zbulwersowanie, smutek i złość po ścięciu [poierwszego były tak wielkie, że błagałam o pozostawienie, nie ścinanie drugiego. Na szczęścię, to było tylko chwilowy szok. Aktualnie mam włosy do ramion, o wiele zdrowsze, mocniejsze i co najważniejsze jestem ogromnie szczęsliwa, ze zdecydowałam się na drastyczne cięcie! :)

    Pozdriawiam, Kasia
    kasiaa237@gmail.com

    ReplyDelete
  18. Piękne, grube włosy - zazdroszczę! Jakich kosmetyków używasz na co dzień?

    ReplyDelete
  19. Od czego by tu zacząć... Moje włosy nie należą do tych najgęstszych, ba! sama moja mama mówi mi że mam 3 włosy na krzyż ;D Z tego powodu, odkąd pamiętam zawsze ścinałam włosy na krótko ( szczerze mówiąc, u fryzjera byłam z 3 razy w swoim życiu, mama zawsze szkoliła swój talent fryzjerski na mnie ;) ) mając nadzieję, że je wzmocnię. Jednakże nie dało to zbyt dużych efektów. Swoją przygodę z farbowaniem zaczęłam już jako mała dziewczynka. Należę do typu osób, które szybko się nudzą i potrzebują zmian zatem moja historia jest dość długa :) Już w zerówce, aby efektownie zacząć szkołę, mama zrobiła mi wiśniowe pasemka na włosach. Byłam wniebowzięta, gdyż czułam się jak dorosła kobieta. Parę lat później, w efekcie nudy na wakacjach, razem z moją siostrą przefarbowałyśmy się szamponetką na kolor rudy. Z racji tego że jestem szatynką, kolor nie był zbytnio widoczny, ale zabawa była niezapomniana. Następnie przyszedł okres gimnazjum. Mały bunt i bach, stałam się blondynką! Z przerażeniem patrzyłam jak mój blond z czasem stawał się żółto-rudy (przykry efekt użycia tylko rozjaśniacza). Jestem typem ludzi którzy często przekładają sprawy na później, więc kiedy moje ciemne odrosty zajmowały już połowę włosów, postanowiłam coś z tym zrobić. Na mojej głowie zagościł najpiękniejszy kolor jaki kiedykolwiek miałam,a mianowicie wiśniowy z przeblyskami czerwieni. Jednakże nie trzymał się on zbyt długo, a odrosty, choć już nie aż tak spektakularne jak poprzednio, również nie wyglądały zachęcająco. Wtedy postanowiłam, że zadbam o swoje włosy i pozostanę przy swoim "naturalnym" kolorze, gdyż tak wyglądam najlepiej. Do czasu tych wakacji :D Zrozumiałam, że warto szaleć w swoim życiu ( a mam 18 lat i należy mi się coś od świata) i w ten oto sposób przez parę dni można było spotkać mnie z włosami o kolorze turkusowym ;) Ten odcień mnie powalił, był odważny i pasował do mojego wyglądu. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy, i w przeciągu tygodnia wróciłam do starej wersji siebie. Dodam również że w okresie " nie fabuję czupryny,bo chcę je wzmocnić" wydarzył się mały epizod że srebrną płukanką do włosów ;) Od zawsze i chyba na zawsze, będę marzyła o tym kolorze.Oczywiście w międzyczasie moja fryzura również ewoluowała! Przerabiałam już wszytko, oprócz długich włosów. Była grzywka na bok długa i krótka, grzywka prosta, włosy do ramion ( wow!) i włosy do uszu, włosy równe i włosy nierówne ( czasem w domu karą było obcięcie włosów... ;D). Krótko mówiąc bywało różnie. Były etapy w życiu kiedy chodziłam tylko w kucykach albo w opasce ( skutek złej fryzury ). Oczywiście uważałam również, że ścięcie włosów to przecież nie taka trudna sprawa, więc pewnego wieczoru zamknęłam się sama w łazience z nożyczkami i ciach! Ostatecznie wyszlo na to ze jedna strona grzywki była za oczy a druga nad brwiami ;D Na początku był strach i przerażenie, później docenienie ścięcia i zachwyt. Pamiętam również jedno nocowanie u mojej siostry ciotecznej, która jest moją rówieśniczką ( wiek 12-13 lat, szubudubu w głowie) i postanowiłam mieć grzywkę na bok. A miałam grzywkę prostą. Dość krótką. Nie wyszło to najlepiej ;D I tak, skromnie, kończę moją historię :D Moje włosy po tak drastycznych zmianach ( nie wspominając o katowaniach ich prostownicą) wciąż się trzymają mojej głowy i jakoś żyją swoim życiem. Od wczoraj uzgodnilam ze sobą, że włosy muszą się zregenerować, i zaczęłam spożywać tabletki i dbać o nie ( po wcześniejszym
    obcięciu ich na krótko,do brody oczywiście #mamanajlepszyfryzjer ), aby wzmocnić je. Jednak jakiś głos z tyłu głowy mi cicho podpowiada że do takiej fryzury pasowałby kolor czarny lub jasnoróżowy. Mam nadzieję że zwalczę pokusę i będę się trzymała swego ;)

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia wszystkim!
    Lena
    email: lenastasieluk@gmail.com

    ReplyDelete
  20. Anonymous11/8/17 08:57

    Ja również jestem właścicielka ciemnych włosów, jednak w czasach studenckich gdy miałam włosy długie, aż do końca pleców zdecydowałam się na diametralną przemianę i stałam się blondynką. Mam z tym okresem mojej "ery blond" bardzo miłe wspomnienia np. gdy wchodziłam na egzamin z matematyki na politechnice do sali gdzie byli sami chłopcy reakcja była mega :). Albo gdy wracałam tramwajem pewnego dnia po zajęciach pewien facet zaśpiewał na cały tramwaj piosenkę "To była blondynka"...Choć już od dłuższego czasu wróciłam do bardziej naturalnego koloru włosów to warto eksperymentować z kolorem i długością bo właśnie dzięki temu możemy poznać najlepszą wersję samej siebie. Pozdrawiam cieplutko. Ala
    e mail: ala197831@wp.pl

    ReplyDelete
  21. Zawsze chciałam mieć długie włosy i robiłam wszystko by je zapuścić, dopóki małe rączki nie zmieniły moich planów. Mój syn chcąc okazać swój zachwyt tym, ze mama się nad Nim pochyla i całuje zaczął je chwytać :) teraz mam włosy do ramion... kiedyś zapuszczę, w końcu dzieci rosną szybciej niż włosy ;)
    E-mail: ceglinskamagdalena@gmail.com

    ReplyDelete
  22. Anonymous11/8/17 09:54

    Moja historia z pięknymi włosami zaczęła się od niedawna. Mam dopiero 18 lat i cienkie, łamliwe ale kręcone wlosy- od nasady proste, później piękne, kręcone loczki. Jako dziecko miałam krótkie włosy, gdzie każdy był w swoją własną stronę. Padła decyzja, że będę je zapuszczać. Poskutkowało to tym, że największą długością jaką byłam w tamtym czasie mieć na prosto było do ramion a po jakimś tam skręcie krócej. Tak naprawdę nigdy nie wiedzialam jakie mam włosy. Z jednej strony były falowane, z innej jakiś tam skręt, reszta prosta. Włosy odziedziczyłam po tacie, więc z jego strony nie było jakiejkolwiek rady czy pomocy. Trwałam tak w tej fryzurze przez pare lat aż w końcu "pomógł" mi internet. To w internecie zaczęło się mówić o pielęgnacji włosa, jak sobie z nimi radzić itd. Więc będąc u mojej zaufanej fryzjerki (jest tylko taka jedna, która ma idealne wręcz podejście do moich włosów i potrafi je ściąć jak mało kto!) Zaczęłam się wypytywać co i jak. Dowiedziałam się że powinnam je bardziej nawilżać i nie myć już głowy przed snem, a wtedy miałam włosy cienkie i łamliwe, bardzo napuszone. Poskutkowało. Włosy sie odzywiły, zaczęły się bardziej skręcać ale to nadal było nie to. Co najgorsze, że na rynku bardzo trudno znaleźć odpowiednie produkty dla kręconych włosów! Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby kupić zwykłą piankę do włosów i by po umyciu je ugniatać. Teraz mam piękne, zdrowe, kręcone, a przede wszystkim dobrze odżywione włosy. Mimo braku odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji kreconych włosów poradziłam sobie i jestem dumna. Kocham moje włosy! Dopiero od paru lat jak je okiełznałam zaczęłam je doceniać i darzyć uczuciem. Co więcej zaczęłam je zapuszczać i pierwszy raz w zyciu mam taka dlugosc włosa. Troche to dla mnie dziwne i uciążliwe bo przyzwyczaiłam się do średniej długości ale teraz mam większe pole do popisu i moge wymyślać przeróżne fryzury. Moim celem jest zapuscić włosy do polowy pleców w skręcie. Jestem tego bardzo ciekawa. Choć bardzo mnie kręci aby ściąć włosy na Zoe Kravitz. Choć jak poszłam do mojej fryzjerki z tym pomysłem to powiedziała że tak lubi moje włosy, że ona się tego nie podejmie. Teraz mogę naprawdę powiedziec: lubie moje włosy! Po tych wszystkich rewolucjach.
    gwiazdunia@opoczta.pl

    ReplyDelete
  23. Anonymous11/8/17 09:54

    Moja historia z pięknymi włosami zaczęła się od niedawna. Mam dopiero 18 lat i cienkie, łamliwe ale kręcone wlosy- od nasady proste, później piękne, kręcone loczki. Jako dziecko miałam krótkie włosy, gdzie każdy był w swoją własną stronę. Padła decyzja, że będę je zapuszczać. Poskutkowało to tym, że największą długością jaką byłam w tamtym czasie mieć na prosto było do ramion a po jakimś tam skręcie krócej. Tak naprawdę nigdy nie wiedzialam jakie mam włosy. Z jednej strony były falowane, z innej jakiś tam skręt, reszta prosta. Włosy odziedziczyłam po tacie, więc z jego strony nie było jakiejkolwiek rady czy pomocy. Trwałam tak w tej fryzurze przez pare lat aż w końcu "pomógł" mi internet. To w internecie zaczęło się mówić o pielęgnacji włosa, jak sobie z nimi radzić itd. Więc będąc u mojej zaufanej fryzjerki (jest tylko taka jedna, która ma idealne wręcz podejście do moich włosów i potrafi je ściąć jak mało kto!) Zaczęłam się wypytywać co i jak. Dowiedziałam się że powinnam je bardziej nawilżać i nie myć już głowy przed snem, a wtedy miałam włosy cienkie i łamliwe, bardzo napuszone. Poskutkowało. Włosy sie odzywiły, zaczęły się bardziej skręcać ale to nadal było nie to. Co najgorsze, że na rynku bardzo trudno znaleźć odpowiednie produkty dla kręconych włosów! Ktoś mi kiedyś powiedział, żeby kupić zwykłą piankę do włosów i by po umyciu je ugniatać. Teraz mam piękne, zdrowe, kręcone, a przede wszystkim dobrze odżywione włosy. Mimo braku odpowiednich kosmetyków do pielęgnacji kreconych włosów poradziłam sobie i jestem dumna. Kocham moje włosy! Dopiero od paru lat jak je okiełznałam zaczęłam je doceniać i darzyć uczuciem. Co więcej zaczęłam je zapuszczać i pierwszy raz w zyciu mam taka dlugosc włosa. Troche to dla mnie dziwne i uciążliwe bo przyzwyczaiłam się do średniej długości ale teraz mam większe pole do popisu i moge wymyślać przeróżne fryzury. Moim celem jest zapuscić włosy do polowy pleców w skręcie. Jestem tego bardzo ciekawa. Choć bardzo mnie kręci aby ściąć włosy na Zoe Kravitz. Choć jak poszłam do mojej fryzjerki z tym pomysłem to powiedziała że tak lubi moje włosy, że ona się tego nie podejmie.

    ReplyDelete
  24. Anonymous11/8/17 10:15

    U mnie śmieszny epizod z dawnych lat :) Kiedyś w wakacje wybrałam się do moich starszych o pare lat kuzynek na kilka dni. Bardzo mi imponowały. Była wtedy moda na szaponetki. Pojechaliśmy rowerami do osiedlowego sklepu po ten szatański wynalazek. Wybor padł na... głęboką czerń. Wspominałam, że byłam blondynką o bardzo jasnej skórze? :) do dziś pamiętam mnie siedząca w wannie, gdzie ciocia po raz 172901 myła mi głowę (a ja beczałam, bo piana leciała mi do oczu co spotegowalo irytacje kochanej cioteczki). Finalnie do końca wakacji miałam sine, szarawe, wyplukane siano... choć pewnej nocy nastraszylysmy kuzyna, bo wygladalam w mojej bialej pizamce i dlugich kłakach jak Samara z "Ringu" :D a mój tatuś kiedy mnie zobaczył.. do dziś pamiętam ten wzrok :D
    dajanapoloczek@wp.pl

    ReplyDelete
  25. Moja historia związana z włosami jest krótka, jak byłam małym dzieckiem miałam króciutkie włoski i prostą grzywkę, często podcinaną przez mame lub ciocie wiec nie zawsze było to proste podcięcie, jak już podrosłam to szlam za modą która obecnie była w moim środowisku - grzywka na bok, oj jak to wygladalo komicznie jak teraz ogladam zdjecia.. Aktualnie nie mam grzywki, mam długie włosy, nie chodzę często do fryzjera.. jedynie od kilku lat dbam o włosy z szamponem i odżywka właśnie Pantene. W maju tego roku pierwszy raz nałożyłam odrobinę farby na moje włosy - postanowiłam zrobić sobie refleksy. Kto by się spodziewał, że mogę wyglądać w nich tak dobrze. Przy okazji, przy każdej wizycie u fryzjera podcinać te najbardziej zniszczone końcówki. Aktualnie zapuszczam włosy by oddać je potrzebującym.
    Julia
    julka.falkiewicz@gmail.com

    ReplyDelete
  26. Anonymous11/8/17 11:41

    Moja przygoda z eksperymentami włosowymi nie jest jakiś super ciekawy. Jednakże po liceum stwierdziłam, że mój mysi blond na głowie jest nudny i zbyt często spotykany na ulicy wiec postanowiłam zmienić go na rudy. A raczej na pomarańczowy. Jakieś półtorej roku wewnętrznie walczyłam i wmawialam sobie samej, że ten kolor jest ekstra i pasuje mi do twarzy. Jednak pewnego dnia zaryzykowałam i rozjasnilam do blondu. Moje włosy strasznie na tym ucierpiały i postanowiłam wrócić do swojego naturalnego koloru. Wiec zaczęło się chodzenie z odrostami. Od roku odrastają i wyglądają w miarę zdrowo. Teraz mam "naturalne" ombre. I jest mi z tym dobrze, czekam już tylko na moment aż bede mogła skrócić je do ramion i po całości będzie już mój kolor.
    Pozdrawiam i całuje 😊
    jolalebioda6@gmail.com

    ReplyDelete
  27. Anonymous11/8/17 11:55

    Moja najlepsza przygoda z włosami miała miejsce w czerwcu dwa lata temu. Od dziecka niezbyt lubiłam zmiany swego wizerunku, raz na jakiś czas popełniłam błąd w postaci grzywki (prostej, półokrągłej, na ukos - podejść było kilka), co kończyło się męczarnią z zapuszczaniem, ogromnymi wyrzutami sumienia i obietnicami - NIGDY WIĘCEJ! Czas jednak mijał, włosy rosły, zbliżał się nowy etap w moim życiu - studia, a wraz z nim rodziła się chęć zmiany. Tak w mojej głowie zjawił się pomysł, by zmianę tę połączyć z "robieniem dobra". Dobrem tym miało być przekazanie ściętych włosów dla fundacji rak'n'roll, by mogła powstać z nich peruka dla osób walczących z chorobą. Moje obawy w dniu wizyty u fryzjera były olbrzymie, w końcu miałam skrócić włosy sięgajace prawie do pasa o ponad 35cm. Po wszystkim czułam się wspaniale - na mojej głowie zagościł modny, krótki lob, a ścięte warkocze pomknęły w kopercie by pomóc tym w potrzebie. Podwójna satysfakcja! Teraz, dwa lata później, piszę ten komentarz znów mając długie włosy i niewykluczone, ze przygoda przytrafi mi się ponownie :)
    Natalia, natcybulska@wp.pl

    ReplyDelete
  28. Moja historia z największą rewolucją włosową jest krótka i przypomina mi, jakie dzieci potrafią być wredne ale tez ciekawe świata. Miałam jakieś 10/11 lat, piękne złote długie falowanie włosy. Robiłam ze starsza siostrą gofry i siostra wpadła na pomysł zeby zrobić mi lekkie "loczki". Powiedziała żebym włożyła kosmyk włosów do gofrownicę i chwile potrzymala. Tak zrobiłam... Włosy fakt faktem się pofalowaly ale przy tym były przypalone i miały bardzo nieprzyjemny zapach :D Niestety trzeba było pożegnać się z tym kosmykiem. Nie chcecie widzieć miny mojej mamy, gdy czesała mnie rano do szkoły..... :)))))

    ReplyDelete
  29. Zawsze długie, za tyłek, do połowy pleców, a teraz delikatnie za ramiona. Tak jak ty najlepiej czuję się w moim ciemnym, naturalnym kolorze. Przeżyłam miedź, kasztan, czekoladę, blond, ombre. Według mnie każdy czasem musi zaszaleć, dlaczego? Bez eksperymentów nie ma życia, warto próbować i znaleźć równowagę. Moja mama przez całe życie była blondynką, dopiero teraz dała się namówić na ciemny fiolet i wygląda cudownie - mała sroczka z niej. Jesteśmy przeciwieństwem, ale zawsze pozwalała mi eksperymentować, dlatego teraz jestem sobą. Takie przemyślenia mnie, Twoja historia mnie natchnęła.
    Kinia, maszotakinga@gmail.com

    ReplyDelete
  30. Mnie pokusiła koloryzacja z ciemnego naturalnego brązu aż w stronę dość jasnego blondu. Kusi mnie wracanie do naturalności, ale z drugiej strony kilkanaście tonów na nowo sprawi że trudno będzie mi się przyzwyczaić. Ja sama w żadnym z nich nie czułam się źle, a słowa uznania też w jednym i drugim słyszałam. Może na jesień znów stopniowo zacznę je ściemniać. ps. piękna ta koszula z sh!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anonymous14/8/17 16:27

      Dziewczyno, gdzie jeszcze się będziesz reklamować? Gdzie nie wejdę tam Ty.

      Delete
  31. Z moich włosów zawsze byłam dumna i otaczałam je szczególną troską. Nie przeszkadzało mi to jednak w różnych eksperymentach. Zaczęło się od warkoczyków, pasemek blond i czerwonych, później były szamponetki i kolory takie jak pomarańczowy (tak, pomarańczowy, a nie rudy :D), czerwony i bakłażanowy (darzę go do tej pory szczególnym sentymentem ^_^). Miałam włosy ciemnobrązowe i rozjaśniłam je do rudego. Ale odkąd odnalazłam kolor, w którym czuję się najlepiej, eksperymentuję tylko z długością. Zdarza mi się zatem zapuszczać włosy przez 2 lata, żeby później ściąć je do zgrabnego boba. Ostatnią taką przemianę przeszłam na wiosnę i zawsze czuję się po niej jak nowo narodzona. Wiem, że ratuję tym samym moje włosy, które wyniszczone regularnym farbowaniem z czasem coraz trudniej znoszą długość do połowy pleców, ale też dlatego, że czuję taki wewnętrzny przymus. Jeśli go nie posłucham i zwlekam z wizytą u fryzjera, chodzę zła jak osa. Ostatnio powiedziałam rodzinie, że idę podciąć tylko końcówki, a ścięłam ponad 20 cm włosów. Jak szaleć, to szaleć ;)
    Pozdrawiam ;*
    Karolina
    marzec.karolina@gmail.com

    ReplyDelete
  32. Temat włosów jest bardzo bliski mojemu sercu. Jako jedna ze szczęśliwych posiadaczek pięknych, długich włosów, które zawsze były moją wizytówką określana byłam jako „długowłosa”, jak się domyślam nawet przez pobliskich mieszkańców mojego małego miasteczka, którzy nie mieli pojęcia jak brzmi moje imię. Uwielbiałam wieczorne rytuały rozczesywania , przez mamę świeżo umytych włosów i poranne zaplatanie wymyślnych warkoczy przez moją babcię. Jako najmłodsza z sióstr zawsze mówiłam, że pragnę aby moje –przez wszystkich podziwiane włosy, pełniły wyższe cele. Tak też jako dorosła kobieta zrodziła się myśl o oddaniu włosów na peruki dla kobiet chorych na raka. Włosowe rewolucje- dla mnie to jest właśnie największa rewolucja. Teraz kiedy minął już rok od oddania, niecierpliwię czekam na moment kiedy na nowo będę mogła poczuć uczucie lekkiego niepokoju, strachu a zarazem ekscytacji, patrząc jak długi, błyszczący warkocz, niegdyś pleciony przez moją babcię, będzie mógł po raz kolejny spełniać swoje WYŻSZE CELE :) Ola szczepanska.aleksandra96@wp.pl

    ReplyDelete
  33. Cześć,
    Jako nastolatka miałam bardzo długie włosy, sięgały prawie do pasa. Kiedy w wieku 18 lat postanowiłam je obciąć do na bardzo krótko, prawie na chłopaka, wydarzyła się zabawna historia. Po tygodniu od odcięcia włosów, moja mama dowiedziała się od "życzliwych", że tata zdradza ją z jakąś nastolatką i razem widziano ich w sklepie mięsnym. Okazało się, że ów nastolatką byłam ja sama, a życzliwa była moja własna nauczycielka języka polskiego, która nie poznała swojej własnej uczennicy.
    Widać tak działają drastyczne zmiany fryzury.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    ReplyDelete
  34. Jako typowa włosomaniaczka od kiedy tylko pamiętam były poddawane eksperymentom - tym udanym, ale i też tym mniej. Pierwszym poważnym i chyba najodwazniejszym krokiem były czerwone włosy! A najlepsze było moje zdziwienie gdy okazały się lekko różowe! A nie były to czasy kiedy pastelowe kolorki na włosach są modne i coraz bardziej dostępne. Po tym poszłam już na całość! Czarne, brązowe, blond, ombre! Chyba na mojej głowie były wszystkie kolory tęczy. Aktualnie wróciłam po tych wszystkich podbojach do jednego koloru najbardziej zbliżonego do naturalnego, czyli ciemny blond, choć już robi mi się delikatne ombre. Ehhh nigdy nie rozstane się z kolorowymi włosami!


    Pozdrawiam!
    klaudusiaak@gmail.com

    ReplyDelete
  35. Moja przygoda z włosomaniactwem zaczęła się w szkole podstawowej, moje siostry pod czujnym okiem mamy podcinały mi końcówki, mama pozwalała jedynie na 2 cm(!!). Efektem tego na I Komunii Św. miałam bujne, długie za pas włosy. Jednakże moje końce z roku na rok stawały się kruchsze, smętnie wisiały jak miotła, to był skutek zbyt rzadkiego podcinania końcówek. Świadomie o swoje już bardzo długie włosy (prawie do kolan) zaczęłam dbać w gimnazjum, wtedy rozpoczęłam czytanie blogów włosomaniaczek i złapałam bakcyla.😀 Obecnie moje włosy są bardzo zdrowe, niskoporowate, sięgające do ud, lecz wciąż brakuje im objętości i lekkości.
    Pozdrawiam Ciebie serdecznie,
    Łucja 😃 semczuklucja@gmail.com

    ReplyDelete
  36. Anonymous11/8/17 22:07

    Moja przygoda z włosomaniactwem zaczęła się w szkole podstawowej, moje siostry pod czujnym okiem mamy podcinały mi końcówki, mama pozwalała jedynie na 2 cm(!!). Efektem tego na I Komunii Św. miałam bujne, długie za pas włosy. Jednakże moje końce z roku na rok stawały się kruchsze, smętnie wisiały jak miotła, to był skutek zbyt rzadkiego podcinania końcówek. Świadomie o swoje już bardzo długie włosy (prawie do kolan) zaczęłam dbać w gimnazjum, wtedy rozpoczęłam czytanie blogów włosomaniaczek i złapałam bakcyla.😀 Obecnie moje włosy są bardzo zdrowe, niskoporowate, sięgające do ud, lecz wciąż brakuje im objętości i lekkości.
    Pozdrawiam Ciebie serdecznie,
    Łucja 😃 semczuklucja@gmail.com

    ReplyDelete
  37. Anonymous11/8/17 22:27

    Gdy byłam mała, moja mama pasjonowała się fryzjerstwem. Poszła na kurs fryzjerski i od tego czasu (czyli dla mnie od zawsze) nieprzerwanie dba o moją fryzurę. W trzeciej klasie podstawówki przechodziłam swojego rodzaju bunt, obraziłam się na wychowawczynię i nie chciałam się uczyć. Podczas podcinania moich włosów, mama stwierdziła że da mi nauczkę w postaci okropnej, króciutko przyciętej grzywki. Moja okrągła buzia wyglądała, delikatnie mówiąc, bardzo niekorzystnie w tej fryzurze:P Ale sposób mamy poskutkował i czas buntu minął, a ja całe życie to pamiętam i niejednokrotnie po jakichś drobnych przewinieniach bałam się siadać na jej stołku fryzjerskim.
    Z kolei w liceum zapragnęłam rozjaśnić moje kasztanowe włosy. Padło na odcień miedzianego blondu, który w efekcie na moich włosach wyszedł przeraźliwie pomarańczowy. W zasadzie chyba tak źle nie wyszło, bo choć mnie się nie podobało, to kolor ten ewidentnie działał na facetów- nagle przestałam być niewidzialna. Przez kolejne dwa lata próbowałam powrócić do mojego naturalnego koloru i pozbyć się pomarańczowych refleksów :)
    Pozdrawiam serdecznie, monmar92@gmail.com

    ReplyDelete
  38. Anonymous11/8/17 23:23

    Moje włosy...te to dopiero mają historię! Odkąd pamiętam, czyli jeszcze będąc dzieckiem mama ścinała mnie "na bombkę". Tak samo zresztą jak moją starszą o rok siostrę. W szóstej klasie podstawówki, nie mam pojęcia dlaczego, obcięła nam włosy do długości 3 cm... Dlaczego nie protestowałyśmy?! Nie wiem, ale musiałam wyglądać bardzo dziwnie, chuda dziewczynka z odstającymi uszami w fryzurze "na chłopaka" Zdarzało się zresztą, że mnie z nim mylono... Od tamtej pory postanowiłam - zapuszczam! Udało mi się, nosiłam długie blond włosy, których jednak nie oszczędzałam, gdyż w gimnazjum nastała moda na włosy karbowane. Zniszczone i przesuszone uparcie zapuszczałam dalej. Zaczęło się olejowanie, siostra regularnie podcinała mi końcówki. Po 8 latach moje już zdrowe, nigdy nie farbowane, gęste włosy urosły mi na długość do pasa. Wtedy właśnie zaczęły mnie nachodzić myśli, by coś zmienić i je ściąć. Muszę przyznać, że pielęgnacja tak długich włosów jest bardzo uciążliwa i czasochłonna. Po kilku miesiącach rozmyślań zdecydowałam, że raz się żyje. Ścięłam 40 cm! Te 40 cm oddałam na fundację Rak&Roll. Teraz z lżejszą głową i sercem cieszę się włosami do ramion. Jest super, potrzebowałam zmiany i jednocześnie mogłam pomóc, co więcej namówiłam też siostrę - za miesiąc i ona odda swoje 30 cm dla kogoś potrzebującego :)!
    Pozdrawiam, Ania <3
    letsstaywild@gmail.com

    ReplyDelete
  39. Historia moich włosów nie jest bardzo burzliwa. Jestem naturalną i długowłosą, złotą blondynką. Od zawsze znajomi mówili mi, że zazdroszczą mi moich włosów, czego nie zawsze rozumiałam. Nigdy ich nie farbowałam, a w dzieciństwie miałam czasem za złe mojej mamie, ze nie pozwalała mi ich farbować szamponetką, wtedy gdy moje koleżanki eksperymentowały z różnymi kolorami. Z perspektywy czasu naprawdę się cieszę, że moja mama zadbała o to, aby mój blond pozostał naturalny i nietknięty. Za każdym razem, kiedy byłam w salonie fryzjerskim, panie pytały się o autentyczność mojego koloru włosów. Ich zdaniem był przepiękny, a moje naturalne pasemka od słońca nadzwyczajne i różnorodne. Zawsze przestrzegały mnie przed ich farbowaniem. Dlatego też obiecałam sobie nigdy nie pofarbować moich włosów i starać się cieszyć ich naturalnym kolorem i zdrowiem tak długo jak jest to możliwe. Niestety, mój kolor nie jest juz taki sam jak wtedy, gdy miałam 5 lat. Z wiekiem moje platynowe włosy przeszły w ciemnozłoty blond. Moje małe anielskie kręciołki zniknęły i stały sie gęstymi, grubymi i prostymi włosami. Jedyne co się u mnie zmieniało, na przestrzeni lat, to właśnie długość moich włosów. Jako mała dziewczynka miałam krótkie lokowane włosy, potem do ramion, pózniej bardzo długie, które następnie ścinałam znowu do ramion i tak w kółko. Już od wczesnych lat nie pozwalałam, aby moje włosy były poddane rutynie. Skoro ich nie farbowalam, to chociaż bawiłam się ich długością i je obcinałam i w kółko zapuszczałam! W pierwszej klasie gimnazjum nawet sama eksperymentowałam i pewnego dnia sama obcięłam swoje długie włosy, czego efekt był naprawdę tragiczny! Jednak po jakimś czasie posiadania krotkich włosów, znowu postanowiłam zapuścić włosy, a na szczęście moje włosy zawsze rosły bardzo szybko. Swoje długie wlosy nosiłam tak do końca drugiej klasy liceum. W tamtym czasie zaczęły nabierać rozgłosu akcje charytatywne, zbierające włosy na peruki, a ja od jakiegoś czasu chciałam sprzedać swoje włosy na perukę. Postanowialam jednak oddać je charytatywnie dla dzieci po chemioterapii, objętych opieką fundacji "MÓWIMY NIEboRAKOWI". Nigdy w życiu nie czułam takiej satysfakcji, tak jak wtedy, gdy oddałam swoje włosy. Czułam się dumna ze świadomości, że jakaś dziewczynka, która przecierpiała tak wiele, otrzyma darmową i piękną blond perukę. Poza tym, pokochałam swoje nowe, krótkie i świeże włosy. Myślałam, że już zawsze będę nosić moje wlosy na krótko, ale (nie)stety długo to nie porwało. Poczułam, ze uzależniłam sie od dzielenia sie swoimi włosami. Odniosłam wrażenie, ze dopóki jestem młoda, a moje włosy sa silne i zdrowe, to bede je zapuszczać i oddawać charytatywnie na peruki. Wtedy zdałam sobie również sprawę z tego, jak ważna jest pielęgnacja włosów.
    Musiałam zadbać, aby przy każdym oddaniu włosów były one w jak najlepszym stanie, szczególnie końcówki, ponieważ każdy centymetr włosów się liczy. Obecnie jestem na końcowym etapie zapuszczania włosów i juz nie mogę się doczekać, kiedy pod koniec sierpnia znowu podzielę się swoimi włosami. Czuję się dumna, że dzielę się najlepszą we mnie rzeczą, czyli zdrowymi włosami. Mam nadzieję, że nie będzie to mój ostatni raz i że moje włosy przyczynią się jeszcze do niejednej peruki! :)

    Pozdrawiam,
    Ania

    ania.koszyczarek@gmail.com

    ReplyDelete
  40. Anonymous12/8/17 09:20

    Historia moich włosów nie jest bardzo burzliwa. Jestem naturalną i długowłosą, złotą blondynką. Od zawsze znajomi powtarzali mi, że zazdroszczą mi włosów, choć nie zawsze to rozumiałam. Nigdy ich nie farbowałam, a w dzieciństwie miałam czasem za złe mojej mamie, ze nie pozwalała mi ich farbować szamponetką, wtedy gdy moje koleżanki eksperymentowały z różnymi kolorami. Z perspektywy czasu naprawdę się cieszę, że moja mama zadbała o to, aby mój blond pozostał naturalny i nietknięty. Za każdym razem, kiedy byłam w salonie fryzjerskim, panie pytały się o autentyczność mojego koloru włosów. Ich zdaniem był przepiękny, a moje naturalne pasemka od słońca nadzwyczajne i różnorodne. Zawsze przestrzegały mnie przed ich farbowaniem. Dlatego też obiecałam sobie nigdy nie pofarbować moich włosów i starać się cieszyć ich naturalnym kolorem i zdrowiem tak długo jak jest to możliwe. Niestety, mój kolor nie jest juz taki sam jak wtedy, gdy miałam 5 lat. Z wiekiem moje platynowe włosy przeszły w ciemnozłoty blond. Moje małe anielskie kręciołki zniknęły i stały sie gęstymi i grubymi włosami. Jedyne co się u mnie zmieniało, na przestrzeni lat, to właśnie długość moich włosów. Jako mała dziewczynka miałam krótkie lokowane włosy, potem do ramion, pózniej bardzo długie, które następnie ścinałam znowu do ramion i tak w kółko. Już od wczesnych lat nie pozwalałam, aby moje włosy były poddane rutynie. Skoro ich nie farbowalam, to chociaż bawiłam się ich długością i je obcinałam i w kółko zapuszczałam! W pierwszej klasie gimnazjum nawet sama eksperymentowałam i pewnego dnia sama obcięłam swoje długie włosy, czego efekt był naprawdę tragiczny! Jednak po jakimś czasie posiadania krotkich włosów, znowu postanowiłam zapuścić włosy, a na szczęście moje włosy zawsze rosły bardzo szybko. Swoje długie wlosy nosiłam tak do końca drugiej klasy liceum. W tamtym czasie zaczęły nabierać rozgłosu akcje charytatywne, zbierające włosy na peruki, a ja od jakiegoś czasu chciałam sprzedać swoje włosy na perukę. Postanowialam jednak oddać je charytatywnie dla dzieci po chemioterapii, objętych opieką fundacji "MÓWIMY NIEboRAKOWI". Nigdy w życiu nie czułam takiej satysfakcji, tak jak wtedy, gdy oddałam swoje włosy. Czułam się dumna ze świadomości, że jakaś dziewczynka, która przecierpiała tak wiele, otrzyma darmową i piękną blond perukę. Poza tym, pokochałam swoje nowe, krótkie i świeże włosy. Myślałam, że już zawsze będę nosić moje wlosy na krótko, ale (nie)stety długo to nie porwało. Poczułam, ze uzależniłam sie od dzielenia sie swoimi włosami. Odniosłam wrażenie, ze dopóki jestem młoda, a moje włosy sa silne i zdrowe, to bede je zapuszczać i oddawać charytatywnie na peruki. Wtedy zdałam sobie również sprawę z tego, jak ważna jest pielęgnacja włosów.
    Musiałam zadbać, aby przy każdym oddaniu włosów były one w jak najlepszym stanie, szczególnie końcówki, ponieważ każdy centymetr włosów się liczy. Obecnie jestem na końcowym etapie zapuszczania włosów i juz nie mogę się doczekać, kiedy znowu podzielę się swoimi włosami. Czuje się dumna, że mogę podzielić sie tym co we mnie najlepsze, czyli zdrowymi włosami. Mam nadzieję, że nie będzie to mój ostatni raz i że moje włosy przyczynią się jeszcze do niejednej peruki! :)

    Pozdrawiam,
    Ania

    ania.koszyczarek@gmail.com

    ReplyDelete
  41. Piąta klasa podstawówki, wakacje. Od dłuższego czasu pochłaniałam wiedzę dotycząca zdrowej kondycji włosow. Kiedy żadne magiczne sposoby nie przynosiły efektów i widziałam, że nie uda mi się już odratować moich znoszonych końcówek postanowiłam je przyciąć. Sama nie zabierałam się za to, ponieważ wiedziałam, jak by to się skończyło. Do fryzjerki mogłam się zapisac ale dopiero na przyszły tydzień, a ja - w gorącej wodzie kąpana nie mogłam tyle czekać. Na szczęście w rodzinie włosami zajmowała się moja ciocia, nie była fryzjerka ale znała się na odpowiednim trzymaniu nożyczek :) poszłam więc do niej aby ciachneła o pare centymetrów moje końcówki, by w końcu móc cieszyć się zdrowymi i pięknymi włosami. Ciocia wzięła się do pracy lecz po chwili stwierdziła, że skoro i tak mam włosy do połowy pleców to podetnie je bardziej, by je jeszcze bardziej wzmocnić. Czemu nie - pomyslałam. Zabrała mi lusterko i kazała czekać na efekty zabawiając rozmowa. Po paru minutach wręcza mi je z powrotem, a ja tarcę mowę. Moje włosy były obcięte na chłopaka. NA CHŁOPAKA. Na identyczna fryzurę jak owa ciocia. Dłuższe na górze, boki po 3cm. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wracając do domu myślałam tylko o tym czy do końca wakacji zdążą odrosnąć. Nigdy też nie zapomnę miny mojej mamy, która zapytała czy mi się podoba. W jej glosie było słychać, że się martwi o to bym każdego straconego centymetra włosow nie wypłakiwała w jej ramię. Szok w jakim byłam na to mi jednak nie pozwolił. Nadal myslalam o tym, że szybko odrosną i miałam nadzieje, że faktycznie staną się mocniejsze. Tego drugiego nie jestem w stanie potwierdzić, natomiast nigdy wiecej już nie miałam włosow ściętych "na chłopaka" lub "na Emme Watson" - jak kto woli. Nigdy więcej też nie poszłam do cioci by podcięła mi końcówki. :)


    klaudia.bogiel@gmail.com
    pozdrawiam!

    ReplyDelete
  42. Moje włosy to ciągłe dylematy. Zawsze staram się, aby nie były zniszczone, dobrze nawilżone i końcówki lekko podcięte. Jednak odkąd pamiętam marzę o tym aby osiągnąć długość dłuższą niż za dekolt ale niestety nie jest to łatwe. Kilka lat temu podjęłam decyzje o zmianie koloru. Z tego typowego, tzw. mysiego koloru rozjaśniłam je do dość jasnego blondu, choć ciągle wyglądającego naturalnie. Z super zdrowych włosów na własne życzenie przeistoczyłam je w przesuszone i pozbawione blasku. Na szczęście to już za mną. Teraz wróciłam do swojego naturalnego koloru ale żeby nie było nudy, urozmaiciłam fryzurę lekkim ombre. Jestem zadowolona, choć walka o wymarzoną długość ciągle trwa. Użyłam słowa walka bo niestety to co uda mi się zapuścić- ścinam, jednak wolę tę opcję niż niezdrowo wyglądające włosy. :)

    rzatawozniak@gmail.com

    ReplyDelete
  43. Moja historia nie jest długa ani skomplikowana. Wlosy krotsze, dluzsze, cieniowane lub nie. Zawsze cienkie- typowy słowiański ciemny blond, lekko falowane. Do czasu feralnego eksperymentu z najtańszym rozjasniaczem... Miało byc to jeszcze wtedy niezbyt popularne ombere i... mozna powiedzec ze było dopóki samo nie "odpadło". Tragicznie polamane koncowki ulegly samoskróceniu. Wiecej nie zdecydecydowalam sie na rozjasnianie ani inne elsperymenty. Zapiscilam wlosy do polowy pleców i takie sobie są.Żyją swoim życiem. Unikam fryzjera, bo boje się go bardziej niż dentysty :)

    korneliaserewis@gmail.com

    ReplyDelete
  44. Moja historia włosów wygląda tak. Jak byłam mała moje włosy miały kolor platyny teraz bardzo mocno mi ściemniały.Do końca trzeciej gimnazjum nosiłam długie, kręte włosy. Dwa lata temu przed pójściem do liceum zdecydowałam się na zmiany,ścięłam włosy do uszu i oddałam dla fundacji Rak'n'roll, kiedy byłam w salonie fryzjerka długo chciała mnie przekonać abym nie ścinała włosów ale się nie dałam :) Aktualnie znów zapuszczam, jedynym szaleństwem była kasztanowa szamponetka tylko po to żeby podkreślić naturalne rudawe prześwity, jednak szybko wróciłam do naturalnego koloru. Myślałam też o rozjaśnianiu końcówek ale w przyszłości myślę o ponownym oddaniu włosów więc oddaliłam ten pomysł.Na razie chcę zapuścić zdrowe piękne włosy do studniówki.
    maria.stanaszek@gmail.com

    ReplyDelete
  45. W moim przypadku zdarzył się jeden spontaniczny i dość szalony włosowy epizod. Podczas gdy nigdy wcześniej nie miałam doczynienia z żadnego rodzaju farbowaniem włosów tak wtedy mi się to zdarzyło. Otóż pewnego wakacyjnego dnia zapragnęłam jakiejś zmiany. Padło na zmianę koloru włosów, z brązowego na niebieski... Razem z koleżanką udałam się do drogerii, gdzie kupiłyśmy potrzebne produkty. W domu zafarbowałyśmy moje włosy, ale że były one bardzo ciemne, a mi marzył się błękit - nic nie było widać. Poszłyśmy więc do drogerii drugi raz i nabyłyśmy krótkotrwały spray do włosów. Tym razem się udało. Na włosach powstał jasnoniebieski, a nawet lekko szary kolor, który bardzo mi się podobał. Farba po krótkim czasie zeszła, a ja, przynajmniej narazie pozostanę przy swoim naturalnym kolorze włosów. :)
    nnataljarosz@gmail.com

    ReplyDelete
  46. Historia moich włosów nie jest bardzo burzliwa. Często je skracałam, po czym na nowo je zapuszczałam. Nigdy nie ciągnęło mnie do ich farbowania. Aż do pewnego wakacyjnego, ciepłego dnia. Otóż spędzając leniwy dzień z przyjaciółką, zapragnęłam wprowadzić jakąś zmianę w swoim życiu. Padło na kolor włosów. Zmiana miała być dość drastyczna, ponieważ z ciemnego brązu chciałam przejść na jasny błękit. Nie zwlekałyśmy długo - od razu udałyśmy się do drogerii, gdzie nabyłyśmy niebieską farbę. Niestety po domowej aplikacji okazało się, że kolor jest kompletnie nie widoczny (w wyniku braku doświadczenia nie przejmowałyśmy się, że na ciemnych włosach, jasne odcienie są trudne do uzyskania). Mimo to nie poddałyśmy się. Ponownie odwiedziłyśmy drogerię, lecz tym razem kupiłyśmy krótkotrwały spray do włosów w kolorze jasnego błękitu. Po kolejnej domowej aplikacji kolor był bardzo widoczny, wpadał nawet w szarości, co bardzo mi się spodobało. Efekt trzymał się parę dni, a ja po tym incydencie doszłam do wniosku, że mimo wszystko najlepiej czuję się w swoim naturalnym, ciemnym kolorze. :)

    ReplyDelete
  47. Jak Ci pięknie w takich bluzeczkach <3

    Carmelatte

    ReplyDelete
  48. Pamiętam Cię w długich włosach. :) Jednak w krótszych zdecydowanie bardziej Ci do twarzy. W takich, jak Petra również byłoby Ci pięknie.

    ReplyDelete
  49. Anonymous12/8/17 18:24

    Moja historia z wlosami jest opowiadana co roku przy wigilinnym stole przez moich rodzicow. Historia, ktora powoduje ze moje policzki rumienia sie pod wplywem chichotow osob ktore ja wysluchaly.
    Historia ta rozpoczyna sie za czasow mlodosci, kiedy bylam kilkuletnia dziewczynka. Moja glowa byla wtedy otulona brazowgmi loczkami, ktore lsnily w sloncu i byly chwalone przez wszystkie kolezanki mamy. Koledzy taty rowniez zachwycali sie moimi wlosami. Ba, co wiecej, przekazali tacie trick ktory stosowali na wlasnych dzieciach. Mianowicje podobno jezeli zgoli sie wlosy malemu dziecku, te wyrosna w pozniejszym okresie silniejsze i grubsze. Kazdy typowy ojciec wysmialby ten pomysl. Moj jednak tata stwierdzil ze nie moze ominac okazji "upiekszenia" swojen coreczki i ze na pewno bede mu wdzieczna za to w przyszlosci. I tak tez sie wydarzylo, pod nieobecnoscia mamy, tata zgolil mi wlosy. Tak. Tata ogolil mi glowe. Mama podobno byla na niego zla przez dobre kilka dni, a on tylko mowil "Zobaczysz, bedzie miala piekne wlosy" i faktycznie tak sie stalo. Sa piekne, krecone i grube. Moze i bylyby takie same bez ingerencji golarki jednak zdjecia grupowe z przedszkola, gdzie jestem w przebraniu ksiezniczki z ledwo trzymajaca sie korona na gladkiej glowce sa bezcenne :)

    Magda

    kufel.magdalena@gmail.com

    ReplyDelete
  50. Ja od zawsze chciałam mieć na głowie coś innego niż widać w lustrze. W klasie maturalnej miałam włosy do połowy pleców i pięknie prezentowały się ma studniówce, ale na codzień męczyła mnie pielęgnacja, zatykanie odpływu pod prysznicem i wchodzenie ich do jedzenia. Dlatego właśnie zdecydowałam się na podcięcie do ramion. To był strzał w dziesiątkę! Od tego czasu czuję się pewniejsza siebie, nie muszę poświęcać dużo czasu na układanie włosów i po prostu je kocham! �� Przed wyjazdem do Izraela (w którym obecnie jestem) ścięłam je do brody, żeby nie dokuczał mi pot, ale teraz czekam aż osiągną długość do ramion, bo jest dla mnie idealna ❤️

    ReplyDelete
  51. Uuu, historia moich włosów pokręcona, choć same włosy mam proste jak druty :P
    Pierwszy eksperyment przeszłam w podstawówce kiedy w jedne wakacje pofarbowała swoje włosy na różowo. Całe. Wpisywałabym się w tegoroczny trend :)
    Potem w gimnazjum popełniałam wiele błędów, np. cieniowanie ich brzytwą. Przy moim cienkich i delikatnych włosach była to tragedia. Poza tym raz zamiast grzywki na bok dostałam przekrzywioną grzywkę w stylu Jagi Hupało po dwóch butelkach wina :D
    Potem w liceum krótka fryzura, w której wyglądałam (cytat z jednej nauczycielek) "mały wiejski chłopiec".
    No i kiedy odrosły dred, ale tylko jeden, z tyłu głowy a potem zielone pasemko na jego miejscu.
    Na studiach zaczęłam farbować się na rudo, było to spełnienie moich marzeń :)
    A od jakiegoś roku wracam do naturalnego koloru i jestem zachwycona! W trakcie procesu moje włosy przeszły fazę ombre! Same z siebie!
    A teraz odkryłam też, że zaczęłam już siwieć i... Jestem zachwycona! Nie byłam od razu, ale teraz wreszcie znalazłam swoją fryzurę, wiem jak dbać o swoje cienkie włosy a te siwe pasemka! Czekam aż zajmą całą moją głowę :)

    ReplyDelete
  52. Uuu, historia moich włosów pokręcona, choć same włosy mam proste jak druty :P
    Pierwszy eksperyment przeszłam w podstawówce kiedy w jedne wakacje pofarbowała swoje włosy na różowo. Całe. Wpisywałabym się w tegoroczny trend :)
    Potem w gimnazjum popełniałam wiele błędów, np. cieniowanie ich brzytwą. Przy moim cienkich i delikatnych włosach była to tragedia. Poza tym raz zamiast grzywki na bok dostałam przekrzywioną grzywkę w stylu Jagi Hupało po dwóch butelkach wina :D
    Potem w liceum krótka fryzura, w której wyglądałam (cytat z jednej nauczycielek) "mały wiejski chłopiec".
    No i kiedy odrosły dred, ale tylko jeden, z tyłu głowy a potem zielone pasemko na jego miejscu.
    Na studiach zaczęłam farbować się na rudo, było to spełnienie moich marzeń :)
    A od jakiegoś roku wracam do naturalnego koloru i jestem zachwycona! W trakcie procesu moje włosy przeszły fazę ombre! Same z siebie!
    A teraz odkryłam też, że zaczęłam już siwieć i... Jestem zachwycona! Nie byłam od razu, ale teraz wreszcie znalazłam swoją fryzurę, wiem jak dbać o swoje cienkie włosy a te siwe pasemka! Czekam aż zajmą całą moją głowę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Było lato, kiedy ja- lat 13 biegłam do fryzjerki z moimi bujnymi, ciemnymi i-co warto zauważyć- bardzo długimi włosami. Byłam z nich szalenie dumna, tym bardziej, iż wisiało nade mną widmo wyjazdu nad morze, gdzie zamierzałam ze skutecznością dziewczyn z Cosmopolitana, który podkradałam siostrze podrywać lokalnych przystojniaków. Chodziło jedynie o przysłowiowe „końcówki”. Lecz jak można się było spodziewać po historii, w której pada zaklęcie – końcówki… no cóż. Nie sądziłam, że mogą one wynosić prawie 20cm. Zaczęłam płakać już przy suszeniu. Przejęta fryzjerka „dla pocieszenia” wymodelowała mi je na dużą szczotkę. Wyglądałam jak amerykańska „mała miss”, ale w bardzo złym guście. Morze łez…. Zero przystojniaków.
      Aż do końca liceum nosiłam bardzo długie włosy. Były naprawdę ładne i zadbane, ale.. no właśnie. Warto dodać, że matka natura poskąpiła mi wzrostu, także moja fryzura- momentami większa ode mnie sprawiała wrażenie życia „obok mnie”, a nie „ze mną”. A często nawet i „przede mną”. Mam drobną twarz, wyobraźcie to sobie… Świadoma już swojej aparycji po zakończeniu liceum podcinałam systematycznie włosy na wysokość piersi. Tak też moja skromna osoba zaczęła wyłaniać się powoli zza burzy kosmyków.
      I tak nadszedł wspaniały czas- studia! Z końcem drugiego roku byłam tak wykończona sesją, że zapominałam, iż w ogóle posiadam głowę, a co dopiero, że coś na niej rośnie. Przez przypadek wróciłam do stanu ze szkoły średniej, ale tym razem, już starsza i mądrzejsza postanowiłam poczekać jeszcze trochę i oddać włosy na fundację. Dobrze pamiętałam o tej fryzjerce od „końcówek”, oraz jak mi było w krótkich włosach, to też dostawałam regularnie ataków paniki. Czekanie miało trwać miesiąc, góra dwa. Pomyślałam więc, że to w końcu nie tak długo i może jakoś to zniosę. Finalnie wyszło 7 miesięcy, żebym po ścięciu minimalnej długości nie miała na głowie jeżyka. Ilość ataków- niepoliczalna.
      Na dwa tygodnie przed wizytą w salonie zaczęłam przeglądać inspiracje na pintereście. Ku mojemu zdumieniu- Miranda Kerr w krótkich włosach! Karlie Kloss tak samo! Wyglądały wspaniale..
      Pełna optymizmu i wizji wyglądu modelki w niedalekiej przyszłości usiadłam ochoczo na fotelu. Fryzjerka obawiając się, że doznam szoku i będę niezadowolona, pocieszała i tłumaczyła- na wszelki wypadek- a ja nakręcona wykrzykiwałam- ścinać!
      Przyznam szczerze, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji. Wyglądam o niebo lepiej z fryzurą przed ramiona i nie wiem jak mogłam całe życie bać się tej decyzji. Włosy wysłałam pocztą, dostałam nawet podziękowanie. Może coś rzeczywiście w tym jest, że jeśli się coś daje z serca zapominając o sobie to ostatecznie się zyskuje...

      mag.radz@gmail.com

      Delete
  53. Anonymous12/8/17 22:20

    Całą podstawówkę i gimnazjum nosiłam długie włosy związane w niski warkocz lub zwykły kucyk. To była moja codzienna fryzura i praktycznie nie wnosiłam żadnych zmian oprócz jakiś uroczystości, kiedy to decydowałam sie rozpuścić włosy i wyprostować. Moja siostra w tamtym czasie zainspirowała mnie do zmiany fryzury, po tym jak sama zmieniła wygląd swoich włosów. Pojechałyśmy do fryzjera i z moich długich, nijakich, nudnych włosów, stylistka stworzyła mi supermodne jak na tamte czasy cięcie. Wyszłam z wlosami do ramion, delikatnie wycieniowanymi i z asymetryczna grzywka. Sama siebie nie poznałam w lustrze! To była ogromna zmiana! W szkole następnego dnia zrobiłam furorę! :) Zbierałam same "ochy" i "achy", koleżanki nie przestawały mnie komplementowac :) Nabrałam większej pewności sobie i czułam sie bardziej kobieco. Taka mała rzecz, a tak mnie cieszyła ;) To była moja największa metamorfoza włosowa i chyba najbardziej spektakularna. Wspominam ją z ogromnym sentymentem.
    akimmel12@poczta.onet.pl

    ReplyDelete
  54. Było lato, kiedy ja- lat 13 biegłam do fryzjerki z moimi bujnymi, ciemnymi i-co warto zauważyć- bardzo długimi włosami. Byłam z nich szalenie dumna, tym bardziej, iż wisiało nade mną widmo wyjazdu nad morze, gdzie zamierzałam ze skutecznością dziewczyn z Cosmopolitana, który podkradałam siostrze podrywać lokalnych przystojniaków. Chodziło jedynie o przysłowiowe „końcówki”. Lecz jak można się było spodziewać po historii, w której pada zaklęcie – końcówki… no cóż. Nie sądziłam, że mogą one wynosić prawie 20cm. Zaczęłam płakać już przy suszeniu. Przejęta fryzjerka „dla pocieszenia” wymodelowała mi je na dużą szczotkę. Wyglądałam jak amerykańska „mała miss”, ale w bardzo złym guście. Morze łez…. Zero przystojniaków.
    Aż do końca liceum nosiłam bardzo długie włosy. Były naprawdę ładne i zadbane, ale.. no właśnie. Warto dodać, że matka natura poskąpiła mi wzrostu, także moja fryzura- momentami większa ode mnie sprawiała wrażenie życia „obok mnie”, a nie „ze mną”. A często nawet i „przede mną”. Mam drobną twarz, wyobraźcie to sobie… Świadoma już swojej aparycji po zakończeniu liceum podcinałam systematycznie włosy na wysokość piersi. Tak też moja skromna osoba zaczęła wyłaniać się powoli zza burzy kosmyków.
    I tak nadszedł wspaniały czas- studia! Z końcem drugiego roku byłam tak wykończona sesją, że zapominałam, iż w ogóle posiadam głowę, a co dopiero, że coś na niej rośnie. Przez przypadek wróciłam do stanu ze szkoły średniej, ale tym razem, już starsza i mądrzejsza postanowiłam poczekać jeszcze trochę i oddać włosy na fundację. Dobrze pamiętałam o tej fryzjerce od „końcówek”, oraz jak mi było w krótkich włosach, to też dostawałam regularnie ataków paniki. Czekanie miało trwać miesiąc, góra dwa. Pomyślałam więc, że to w końcu nie tak długo i może jakoś to zniosę. Finalnie wyszło 7 miesięcy, żebym po ścięciu minimalnej długości nie miała na głowie jeżyka. Ilość ataków- niepoliczalna.
    Na dwa tygodnie przed wizytą w salonie zaczęłam przeglądać inspiracje na pintereście. Ku mojemu zdumieniu- Miranda Kerr w krótkich włosach! Karlie Kloss tak samo! Wyglądały wspaniale..
    Pełna optymizmu i wizji wyglądu modelki w niedalekiej przyszłości usiadłam ochoczo na fotelu. Fryzjerka obawiając się, że doznam szoku i będę niezadowolona, pocieszała i tłumaczyła- na wszelki wypadek- a ja nakręcona wykrzykiwałam- ścinać!
    Przyznam szczerze, że nie mogłam podjąć lepszej decyzji. Wyglądam o niebo lepiej z fryzurą przed ramiona i nie wiem jak mogłam całe życie bać się tej decyzji. Włosy wysłałam pocztą, dostałam nawet podziękowanie. Może coś rzeczywiście w tym jest, że jeśli się coś daje z serca zapominając o sobie to zyskuje się podwójnie..

    mag.radz@gmail.com

    ReplyDelete
  55. Moja historia jak każda inna kręci się w kółko. Przez poerwsze 12lat nie zwracałam uwagi na włosy, pożniej wpadłam we włosomaniactwo: odżywki, płukanki, podcinanie równo co miesiąc, zdrowe jedzenie. Po jakimś czasie przeszło mi to i znów wróciłam do punktu wyjścia. Teraz staram się dbać o włosy( nie popadając we włosomaniactwo). A co do koloru moich włosów, to choć zawsze wszystkim powtarzałam, że farby niszczą włosy, to tydzień temu zafarbowałam sobie włosy( niby tylko szamponetką, ale jednak). I muszę przyznać, ze teraz moje włosy bardziej mi się podobają��

    ReplyDelete
  56. Wlosy sa dla mnie oznaka kobiecosci. Po walce z rakiem i chemioterapia, po miesiacach noszenia chustek i czapek, w koncu wlosy zaczely odrastac. Wciaz cienkie i slabe, ale sa! Wiem, ze dla niektorych to "tylko wlosy", ale dla mnie to obraz wygranej walki i nowego zycia.
    rogaczka@wp.pl

    ReplyDelete
  57. Moje włosy zawsze miały jakieś "ale" w sumie jak ich właścicielka hehe. Jak byłam mała miałam włosy kręcone jak pierścionki, a moja mama bala się je obciąć, aby jak najdłużej utrzymać efekt baranka ;) Obecnie moje włosy są proste i długie do pasa, każda wizyta u fryzjera kończyła się tym że namawiano mnie do cięcia więcej niż zamierzalam, czyli poproszę tylko wyrównać końcówki, zawsze było to cięcie do połowy ramion . Pewnego razu gdy wybrałam się do fryzjera i scielam je do połowy szyi wszystko byłoby w porządku, gdyby nie obcieta grzywka(miała być na bok i pod skosem, lecz moja grzywka postanowiła zasłonić całe czoło i być krzywą w każdym miejscu), to była najgorsza fryzura jaka kiedykolwiek miałam A wszyscy pocieszali że odrosna ... chciałam uratować to lekkimi falami lecz ze mam podatne włosy na kręcenie, skrecaly się aż do uszu ...
    Postanowiłam od tego czasu zapuscic włosy do pasa tak jak kiedyś i ewentualnie je cieniowac lub równać na prosto, zastanawiam się nad zmianą koloru Ale boję się że będzie tak jak z tym szalonym podcieciem włosów;) Obecnie jest idealnie ;)
    Alicja

    alka18181@wp.pl

    ReplyDelete
  58. Anonymous13/8/17 12:38

    Hej :) Moja pierwsza przemiana nastąpiła w liceum kiedy to pewnego dnia wpadłam na genialny pomysł żeby zmienić coś na głowie. Kupiłam więc szamponetkę i na jakiś czas mój naturalny ciemny blond kolor zamienił się w mahoniowy brąz. Nie byłam do tego koloru przekonana ale na szczęście nie trwało to długo, ponieważ kolor zmył się dość szybko :) Później przez dłuższy czas nic z nimi nie robiłam, aż za namową przyjaciółki blond długie włoski zamieniły się w brąz. Byłam zadowolona, ponieważ przy ciemnej oprawie oczu wyglądało to dobrze i czułam się w nich naprawdę super :) I było to również duże pozytywne zaskoczenie dla znajomych, którzy wypowiadali się w samych superlatywach, co było bardzo miłe :) Kolejną dużą zmianą i zaskoczeniem było drastyczne cięcie :) Moje włosy sięgały do połowy pleców i nagle zaczęły sięgać do ramion. Zmiana z blond długich włosów, w brąz krótkie włoski było szokiem ale i pozytywnym zaskoczeniem :) Kiedy włosy już odrosły do poprzedniej długości stwierdziłam, że mam dosyć już farbowania ich na brąz (odrosty i końcówki) ciężko było utrzymać wszystko w dobrej kondycji. Niedługo przed wakacjami postanowiłam, że rozjaśnię włosy ;P szalony pomysł! Nagle z ciemnych chciałam żeby stały się pięknym, delikatnym, stonowanym blondem :D taak.. trochę musiałam na to poczekać ;) Najpierw rozjaśnianie końcówek, po jakimś czasie całość , stopniowe zmiany na mojej głowie, przejściowe rudości i żółcie, aż mój fryzjer zdziałał cuda i włoski stały się idealne :) Obecnie sięgają do ramion, a odrosty są ciemniejsze od reszty ale mam już na nie pomysł :) Zapuszczam tak aby zrobić delikatne przejście tylko już moich naturalnych do jasnego blondu :) Staram się dbać o włoski jak tylko mogę. Chcę aby spokojnie uzyskały efekt na jaki czekam, tak aby nie męczyć ich, dać odrosnąć i cieszyć się nimi. Moje włoskowe rewolucje zachowały się na zdjęciach :) Fajnie je czasami przejrzeć i przypomnieć sobie jak się wyglądało kiedyś, jak się zmieniało. Farbowania, skracanie, zmiana grzywki z prostej na bok i odwrotnie :) Czasami aż ciężko powiedzieć, że to jedna i ta sama osoba :) Kto wie na co jeszcze się zdecyduję kiedyś, może również będą to jakieś większe zmiany :) pozdrawiam :) Monika mail : kozioolek93@wp.pl

    ReplyDelete
  59. Anonymous13/8/17 12:47

    Naturalnie jestem ciemną blondynką
    Szybko zapragnęłam być platynową panienką
    Ten stan utrzymywał się aż do matury
    Gdy po egzaminach zachciałam zmiany fryzury
    Na mojej głowie pojawił się kolor rudawy
    Który prędko się robił jakiś marnawy
    Co trzy tygodnie konieczne było farbowanie
    Stanowiło to dla mnie nie małe wyzwanie
    Postanowiłam, koniec z malowaniem
    Czas przywitać się z olejowaniem
    Włosy zostały diametralnie skrócone
    Rosły dość żwawo, takie nawrócone
    Kondycja czupryny była zadowalająca
    Niestety kolorystyka bardzo przytłaczająca
    Fryzjer zaproponował delikatne pojaśnienia
    I tak już od lat się niewiele zmienia

    Pozdrawiam serdecznie :)
    Klaudia
    klaudia.frydrych@gmail.com

    ReplyDelete
  60. Anonymous13/8/17 13:25

    Hej :) Moja pierwsza przemiana nastąpiła w liceum kiedy to pewnego dnia wpadłam na genialny pomysł żeby zmienić coś na głowie. Kupiłam więc szamponetkę i na jakiś czas mój naturalny ciemny blond kolor zamienił się w mahoniowy brąz. Nie byłam do tego koloru przekonana ale na szczęście nie trwało to długo, ponieważ kolor zmył się dość szybko :) Później przez dłuższy czas nic z nimi nie robiłam, aż za namową przyjaciółki blond długie włoski zamieniły się w brąz. Byłam zadowolona, ponieważ przy ciemnej oprawie oczu wyglądało to dobrze i czułam się w nich naprawdę super :) I było to również duże pozytywne zaskoczenie dla znajomych, którzy wypowiadali się w samych superlatywach, co było bardzo miłe :) Kolejną dużą zmianą i zaskoczeniem było drastyczne cięcie :) Moje włosy sięgały do połowy pleców i nagle zaczęły sięgać do ramion. Zmiana z blond długich włosów, w brąz krótkie włoski było szokiem ale i pozytywnym zaskoczeniem :) Kiedy włosy już odrosły do poprzedniej długości stwierdziłam, że mam dosyć już farbowania ich na brąz (odrosty i końcówki) ciężko było utrzymać wszystko w dobrej kondycji. Niedługo przed wakacjami postanowiłam, że rozjaśnię włosy ;P szalony pomysł! Nagle z ciemnych chciałam żeby stały się pięknym, delikatnym, stonowanym blondem :D taak.. trochę musiałam na to poczekać ;) Najpierw rozjaśnianie końcówek, po jakimś czasie całość , stopniowe zmiany na mojej głowie, przejściowe rudości i żółcie, aż mój fryzjer zdziałał cuda i włoski stały się idealne :) Obecnie sięgają do ramion, a odrosty są ciemniejsze od reszty ale mam już na nie pomysł :) Zapuszczam tak aby zrobić delikatne przejście tylko już moich naturalnych do jasnego blondu :) Staram się dbać o włoski jak tylko mogę. Chcę aby spokojnie uzyskały efekt na jaki czekam, tak aby nie męczyć ich, dać odrosnąć i cieszyć się nimi. Moje włoskowe rewolucje zachowały się na zdjęciach :) Fajnie je czasami przejrzeć i przypomnieć sobie jak się wyglądało kiedyś, jak się zmieniało. Farbowania, skracanie, zmiana grzywki z prostej na bok i odwrotnie :) Czasami aż ciężko powiedzieć, że to jedna i ta sama osoba :) Kto wie na co jeszcze się zdecyduję kiedyś, może również będą to jakieś większe zmiany :) pozdrawiam :) Monika mail : kozioolek93@wp.pl

    ReplyDelete
  61. Poznajcie moją krótką historię. Do trzeciego roku życia wyglądałam jak chłopiec, ponieważ nie rosły mi włosy na głowie. Jakież było zaskoczenie mojej mamy gdy po trzech latach wyrosła mi burza pięknych, gęstych włosów na głowie. A co ciekawsze... moja czuprynka prognozowała pogodę! Otóż moje bujne włoski były bardzo podatne na wilgoć i gdy tylko mama czy sąsiadka widziały, że na mojej małej główce powstaje coś w rodzaju loczków, zaczynały zbierać pranie. I faktycznie padało! 😛 Im włosy były dłuższe (chociaż nigdy nie potrafiłam zapuścić ich dłuższych niż do ramion, co frustrowało mnie ogromnie), tym loczki robiły się delikatniejsze, prostsze. Z biegiem czasu zaczęłam prostować je codziennie. W moich nastoletnich latach w ruch poszły ciemnobrązowe szamponetki, a nawet bibuły czy płukanki w szalonych kolorach różu i fioletu. Po wszystkich udanych i nie do końca udanych domowych eksperymentach na moich ciemnych blond włosach, udałam się do salonu fryzjerskiego na ombre, które w tamtym czasie było najpopularniejszą koloryzają. Kolejnym etapem było "A niech się dzieje co chce!". I tak oto przez następne kilka lat dałam spokój mojej czuprynce i dbałam o nie jak o największy cud świata. I odpłaciły mi się! Od dwóch lat rosną jak szalone ❤️. Dodatkowo w końcu pokochałam je kręcone. Kobieta zmienną jest.


    Pozdrawiam :)
    gloneczek@icloud.com

    ReplyDelete
  62. Anonymous13/8/17 21:36

    u mnie będzie smutno, 15 lat wstecz.
    po komunii zapragnęłam mieć krótkie włosy. jako, że danego dnia rodzice nie mieli czasu, babcia z dziadkiem przy okazji postanowili mnie wziąć do fryzjera. porządny nie miał miejsca 'na już', babcia chciała szybko, więc poszliśmy do staromodnej fryzjerki, która wciąż miała salon w stylu PRL. obcięła mi włosy do ucha, straciłam 30 cm pięknych loków. ścięte na prosto, nie układały się, wyglądałam strasznie (full moon face+włosy do ucha=wyobraźcie sobie).nawet tata był zły 'co ona ze mną zrobiła'...
    plus tej historii- przez to doświadczenie wybór fryzjera jest teraz zawsze przemyślany:)



    flooom19@gmail.com

    ReplyDelete
  63. Anonymous13/8/17 21:45

    Zawsze lubiłam eksperymentować z kolorem moich włosów. Pod wpływem postaci Luizy z serialu Tancerze, ufarbowałam swoją grzywkę na różowy kolor. W swoim nie tak długim życiu byłam juz brunetką, szarynką, blondynką a nawet rudzielcem. W końcu postawiłam na naturę i przez rok zapuszczałam ciemnobrązowe, zdrowe, lśniące włosy do pasa. Cel był jeden - ścięcie włosów dla fundacji Rak'n'Roll. W styczniu odważyłam sie na ten krok i obcięłam 40 cm włosów. Zdecydowałam sie przy okazji na zmienę koloru - chłodny blond. Jednak długotrwałe rozjaśnienie sprawiło, że moje włosy były w opłakanym stanie. Teraz moją inspiracją (jesli chodzi fryzurę) jest Monika Brodka! Do odważnych świat należy - mam nadzieje, ze moje włosy odrosną zdrowe i lśniące jak przedtem! :)

    aleksandra.smolen@gmail.com

    ReplyDelete
  64. Czego to moje włosy od początku gimnazjum ze mną nie przeżyły! Zaczynając od mody "emo" i grzywki która była jednym wielkim włosem zlepionym od lakieru, która podnosiła się jak kask gdy wiał wiatr, przez nieustanne prostowanie włosów. Skutkowało to ich ogromnym zniszczeniem, a następnie podcięciem zniszczonych "końcówek" - czyli tak naprawdę skróceniem włosów od talii aż po moment przed ramionami... ale się wtedy napłakałam. Kolejnym etapem było zakupienie doczepów clip-in by tak zrekompensować sobie utraconą długość. Zdarzyło się jeszcze farbowanie końcówek na róż i fiolet przy użyciu bibuły. Obecnie dbam o włosy, testuję różne metody odżywania, olejowania, staram się je regularnie podcinać (mimo nieustającego strachu o to ile fryzjer uzna za "podcięcie końcówek) i jako, że jestem blondynką, ale lekko rozjaśnianą stosuję raz na jakiś czas płukanki by wyrównać kolor. W porównaniu z tym co kiedyś moje włosy przechodziły na codzień teraz są w naprawdę niezłej kondycji.

    edyta.slgj@gmail.com

    ReplyDelete
  65. Jak byłam małą dziewczynką, Mama ścinała mnie "na chłopczycę". Z czasem zaczęłam się buntować i nosiłam dłuższe włosy. Jestem blondynką z burzą fal na głowie. Kiedyś, zawsze je czesałam, co dawało komiczny efekt a'la pudla. Później jak zaczęłam o nie odpowiednio dbać zaczynaliśmy się lubić, chociaż i tak zazdrościłam koleżankom z prostymi włosami. Zawsze marzyłam o długich włosach, co, o zgrozo, skończyło się obrażeniem na salony fryzjerskie. 2 lata bez podcinania końcówek. Włosy miałam długie, ale w stanie opłakanym. Ścięłam więc do ramion i tak nosiłam długi czas. Teraz, znowu zapuszczam, ale już z sensem. A loki swoje bardzo lubię i doceniam, szczególnie, kiedy stylizacja przed wyjściem z domu zajmuje mi 2 minuty. :D

    Email: kwiatek.alekksandra@gmail.com

    ReplyDelete
  66. Historia moich włosów zaczyna się tuż po Komunii, kiedy to dość już miałam nudnych, długich, skołtuniałych włosów po pas... pierwsza i także samotna (mama nie pozwalała obciąć włosów) wizyta u fryzjera poskutkowała włosami do łokci obciętymi lekko w skos. Niestety, bądź stety tak spodobały mi się fryzjerskie zabiegi, że wróciłam dwa tygodnie później chcąc znów czegoś nowego- postawiłam na cieniowanie, a potem... no cóż, to już równia pochyła, grzywka na bok, grzywka na prosto, grzywka na prawo, także na lewo (żadna nie pasowała przy kształcie mojej twarzy), fryzura na chłopaka, kręcenie codziennie na wałkach (miałam fioła na punkcie loków), znów włosy po pas, włosy po szyję (wyglądałam jak bułka), obcięte na jeża z długim tyłem (największa życiowa porażka). Najlepsza historia miała miejsce, kiedy zażyczyłam sobie pasemek. Fryzjerką był nie kto inny jak moja mama. Farba zakupiona, taka ze specjalnym czepkiem z dziurami na te włosy które mają być pasemkami. Wszystko fajnie... farba rozmieszana, włosy przygotowane to lecimy i farbujemy, czekamy, zmywamy... pół głowy rudej! Na drugiej stronie jedno pasemko... chodziłam tak pół roku. Potem farbowałam tylko te włosy spod spodu z tyłu głowy... ehh te pomysły w młodości <3 Teraz mam piękne długie włosy po pas i dbam o mnie jak tylko mogę, żeby były gęste, miękkie i błyszczące ;)

    Mail: skeepe3@wp.pl

    ReplyDelete
  67. Moje włosy to najbardziej wyrozumiałe i odporne istoty w moim życiu. Natura z wielką życzliwością obdarowała mnie gęstymi i grubymi włosami, niestety jako typowa kobietka nie byłam w stanie tego docenić i już od zerówki wyczekiwałam pierwszej komunii, abym mogła oficjalnie, tuż po białym tygodniu ściąć je tak krótko jak tylko będzie to możliwe. Do tego doszła jeszcze grzywka i finalnie płacz i łzy i decyzja, ze zapuszczam od nowa. Opinia rodzeństwa, że w grzywce wyglądam jak brokuł przypieczętowała przysięgę, ze do tej fryzury już nie wrócę. ;)
    Po tych doświadczeniach doceniłam długie włosy, ale gdzieś po drodze przestał mi się podobać ich kolor, który zwykłam z pogarda określać "mysi szarość". I gdy już zaczęłam szaleć z koloryzacja to końca nie było widać, mam wrażenie, że wypróbowałam każdego koloru z różnymi efektami.
    Po kilku latach eksperymentów tęsknie za swoją naturalną mysią szarością i gęstwiną włosów, gdyż mimo ogromnej woli walki, nie były w stanie przetrwać w niezmiennym stanie ilościowym i jakościowym koktajlu chemicznego, który zafundowałam im w czasie młodzieńczego buntu.
    Aktualnie znalazłam swoją idealną fryzurę, cięcie do ramion i rozjaśnione końcówki, dzięki którym ciagle czuje się trochę jak na wakacjach.
    Włosy to moja ulubiona cześć ciała i gdy mówię, ze nic mi tak w życiu nie wyszło jak włosy, to duma przepełnia mnie od palców stóp, aż po końcówki tychże!

    mariamaz354@gmail.com

    ReplyDelete
  68. Moja historia zaczyna się w okresie późno niemowlęcym, gdy w wieku około 1,5 roku dorobiłam się pierwszych, złotych, nieco przypominających pierzę, anielskich loczków. I tak, jak w życiu każdej z nas bywa, nadszedł w końcu ten moment, gdy wypada podciąć już te wchodzące do oczu końcówki. W czasie wakacji spędzanych wraz z siostrą, kuzynką i mamą w domu mojej babci, podjęto decyzję o mojej pierwszej wizycie u fryzjera. Końcówka lat 80tych nie obfitowała jednak w wysyp dziecięcych salonów fryzjerskich, dlatego za namową mojego rodzeństwa, zdecydowano sie na tańsze, domowe cięcie. Cięcie końcówek, które niesfornie lądowały co chwilę na buzi i przeszkadzały w swobodnym poznawaniu świata. Beztroska i wyluzowana mama oddała więc moją głowę w ręce zaciętych fryzjerek-amatorek (i wyszła). Rezolutna 10-latka i zapalona 6-latka bez wahania podzieliły się moimi złotymi puklami wzdłuż niezbyt równego przedziałka i każda z nich, według własnego poczucia artyzmu, rozpoczęła swoje dzieło. O ile ich kwalifikacje co do sposobu cięcia włosów można by poddać pewnej wątpliwości, o tyle obsługę nożyczek opanowały już na tyle dobrze, że (na szczęście) nie straciłam żadnego oka. Duma z wykonania tak wymagającego zadania rozpierała zadowolone z siebie dziewczynki. Można powiedzieć, że była równie wielka co poziom szoku jakiego doznała moja mama po powrocie do pokoju. Po jednej stronie głowy artystyczne zig-zaki o różnej długości, po drugiej randomowo rozsiane łyse placki... na długo zapadła wtedy dość przejmująca cisza... Wszystko na szczęście udało ukryć się pod stylową, uszytą przez babcię czapeczką, która niczym krawiecki majstersztyk, ukryła to modowe faux pas tuż przed wyjściem na miasto. A po złotych loczkach zostało już tylko mgliste wspomnienie. O ile teraz chętnie robię sobie zdjęcia w każdej sytuacji, o tyle cieszę się, że z tamtego dnia pozostały jedynie rodzinne opowieści (notorycznie, co prawda przywoływane przy okazji każdych świąt i oklaskiwane gromkim aplauzem), bo paniczny strach przed fryzjerem miałabym w sobie chyba do dziś.

    :) Pozdrawiam
    Asia
    asiobulo@gmail.com

    ReplyDelete
  69. Moje włosy przeszły ze mną sporo. Od małego zapuszczalam włosy.w 5 klasie podstawówki sięgały mi do pasy. Niestety chyba pod wpływem mody ściełam je do długości trochę poniżej ramion. I od tego zaczęły się moje problemy z nimi. Włosy po scieciu zaczęły się kręcić. A ja nie mogąc sobie z nimi poradzić zaczęłam je prostować. I je wtedy bardzo zniszczylam. Kolejnym krokiem w zmianie włosów było zrobienie grzywki. Myślałam że to dobry sposób na zasloniecie krostek na czole. To był błąd. Postanowiłam że idąc do liceum zapuszcze ja. I tak na szczęście się jej pozbyłam. W 2 klasie liceum z ciemnego blondu chciałam przejść na brąz. Oczywiście farba wiedziała lepiej. Wyszedł mi od razu kolor czarny. Byłam załamana. Odrost robiłam wiśniowa czerwienią haha a raz nawet maliną. Teraz próbuje ściąć wszystkie zniszczone włosy podcinając je regularnie. Jest to bardzo trudne. Włosy nie rosną mi od dawna. Robię tylko odrost w kolorze brązowym. W dodatku przetluszczaja się od nasady a na końcach są suche. Nie mogę stsptdwac jednego szamponu bo po kilku myciach dostaje łupieżu.
    Oto moja historia:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. E-mail: zanetka1509@gmail.com

      Delete
  70. Moje przygody związane z włosami rozpoczęły się dość szybko, bo mając w domu mamę fryzjerkę próbowałam wielu rzeczy. Zaczęło się od czerwonych włosów jako wielka fanka Ich Troje! Oczywiście eksperymenty kolorystyczne tylko w okresie wakacyjnym. Później przez chwilę były też niebieskie końcówki, ale szczeście w nieszczeście na moich ciemnych włosach nie było tego za bardzo widać. Rozjaśniane końcówki miałam zanim ombre stalo się w ostatnich czasach tak modne. Gdy już podrosłam, farbowanie włosów nie było tak wielką frajdą, jak ich ścinanie. Miałam jakąś nieokreśloną fazę na dziwne fryzury, w których nie powiem z perspektywy czasu, że było mi do twarzy. Raz z grzywką, raz bez grzywki - to tylko małe zmiany, jakie moje włosy przeżywały. Zmiana fryzury była dla mnie taką chwilą dla siebie, możliwością zmiany nie tylko tego, co ma się na głowie, ale też tego, co siedzi w środku. Pewnego rodzaju oczyszczeniem. Z tego względu też w trudnym momencie, oczywiście o podłożu miłosnym, aby zacząć wszystko na nowo ścięłam moje włosy długości lekko za ramiona do samych uszu, na takiego krótkiego boba, z tyłu nawet wygolując na karku maszynką. Aktualnie natomiast jestem posiadaczką długich, lekko rozjaśnionych włosów, sięgających niemal do pasa.

    wenka92@gmail.com

    ReplyDelete
  71. Moja włosowa historia jest dość zawiła ponieważ zawsze coś mi w nich nie pasuje i zawsze coś zmieniam. Od dziecka miałam długie włosy, pierwszy raz ścięłam je jak większość dziewczynek po komunii, drugi raz dopiero w gimnazjum. Poszłam do fryzjerki i powiedziałam jej, że chcę podciąć tylko trochę bo końcówki były już bez życia, pokazałam jej nawet dokąd mają sięgać, tutaj muszę dodać też, że mam dużą wadę wzroku i gdy u fryzjera ściągam okulary to nie widzę kompletnie nic a w połączeniu z tym nakryciem, które zakładają fryzjerki klientom... Skończyło się tak, że moje włosy, które sięgały do pasa i miały być tylko trochę skrócone po wyjściu od fryzjera sięgały mi do ramion. Po tym parę lat do fryzjera nie zaglądałam ale w domu farbowałam włosy na czerwono przez długi, długi czas. Raz nawet przefarbowałam je na czarno co było okropną decyzją i parę godzin przepłakałam myśląc, że już będę musiałam z takimi zostać... Czarny zmył się całkiem po paru miesiącach. Jak? Nie mam pojęcia :D Później włosy przestały mi też rosnąć, widziałam, że odrostu po prostu nie było przez dobre 2-3 miesiące i sporo się namęczyłam aby znowu zaczęły odrastać. Moim marzeniem od wielu lat były pastelowe różowe włosy. W tym roku skończyłam szkołę, więc stwierdziłam, że to najlepsza pora aby to marzenie się spełniło. Oszczędziłam pieniądze i poszłam do fryzjera (o zgrozo...) aby włosy rozjaśnić ponieważ naturalnie mam ciemny kolor włosów. Niestety żadna różowa farba nie przyjęła się na moich włosach. Kolor po prostu na nich nie zostawał. Ciągle były blond. Po wielu próbach stwierdziłam, że trudno, nie jest mi to dane, więc kupiłam brązową farbę. I jeszcze jedną... I jeszcze jedną... Włosy mimo, farbowania permanentną brązową farbą po paru/parunastu dniach wracały do blondu. Nadal jestem blondynką, włosy na razie odpoczywają zmęczone tymi ciągłymi farbowaniami a jak będzie dalej to zobaczymy :)

    mawe98@wp.pl

    ReplyDelete
  72. Całe życie jestem niepoprawną romantyczką, dlatego nic dziwnego, że w dzieciństwie zaczytywałam się w Ani z Zielonego Wzgórza i marzyłam o rudych, płomiennych warkoczach. Zawsze wydawało mi się, że rudy to kolor romantycznych artystek-indywidualistek, a że takie jest moje usposobienie, cierpiałam mając na głowie typowo słowiański "szary" kolor. W końcu, ku zgrozie mojej mamy, wykradłam z szafki siostry rudą hennę i przy okazji włosów, zafarbowałam sobie czoło na pomarańczowo. Jednak włosy mnie zachwycały i było mi smutno kiedy się zmyły. W szóstej klasie takie ekscesy były niedopuszczalne, toteż niecierpliwie czekałam na gimnazjum. Niestety poznałam tam "emo" koleżanki i żeby nie odstawać od grupy mocno ściełam włosy (już nigdy takie nie odrosły), zaczęłam je prostować i farbować szamponetkami a to na czerwono, a to na niebiesko. W głębi duszy czułam się z tym bardzo źle i nie byłam sobą. W ostatniej klasie gimnazjum postanowiłam to zmienić i zafarbowałam się trwałą farbą na rudo i zupełnie zmieniłam styl na bardziej "retro". W liceum nosiłam więc dumnie rude loki i lekkie "victory rolls" i opaski w groszki. Farbowanie w domu mocno zniszczyło moje włosy i zaczęłam się zmagać z mocnym wypadaniem a także chorobą. Musiałam więc zaprzestać farbowania i zapuszczałam własny kolor a na wysokości uszu moje włosy dalej miały ukochany rudy blask. Jak można się domyślić wyglądało to fatalnie. Po bolesnej serii ostrzykiwania skóry głowy i okresie przygnębienia i obaw o to, że będę łysa, postawiłam na kompromis, dzięki któremu znowu czuję się sobą- przy skórze farbuję włosy rudą henną, a reszta mojej czupryny to miedziane sombre. Mogę powiedzieć, że po zmaganiu się z własnym zdrowiem w końcu odkryłam kim jestem i w jakim kolorze czuję się dobrze, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało!

    ciemnozielona@gmail.com

    ReplyDelete
  73. Anonymous14/8/17 11:17

    Jestem osobą, która lubi zmiany w życiu, za wyjątkiem moich włosów. Będąc małą dziewczynką włosy podcinała mi mama, miałam wtedy krótką fryzurę z grzywką. Dlatego kiedy mogłam już mieć swoje zdanie na ten temat zaczęłam je zapuszczać. Zawsze czułam się komfortowo z długimi włosami, które można ułożyć w dowolną fryzurę. Mając kilkanaście lat lubiłam gwiazdy Disneya, zamarzyła mi się fryzura identyczna jak mojej wczesnej idolki-Seleny Gomez. Poszłam więc do fryzjerki(był to mój pierwszy raz,gdyż wcześniej zawsze końcówki podcinała mi mama), pokazałam pani zdjęcia pięknej fryzury z włosami lekko przed ramiona. Podekscytowana usiadłam na fotelu, a fryzjerka zabrała się do pracy. Efekt końcowy był dla mnie koszmarny, włosy miałam ścięte bardzo krótko,wymodelowane na szczotkę- wyglądały dla mnie jak hełm. Wróciłam do domu z płaczem. W domu po umyciu włosów i ułożeniu ich przez moją siostrę, zaczęłam przyzwyczajać się do mojej fryzury. Po tym epizodzie, gdzie fryzura nie miała nic wspólnego z taką jaką chciałam, postanowiłam sobie, że nigdy nie pójdę do fryzjera. Aktualnie nadal jestem bardzo zrażona do fryzjerek, końcówki wciąż podcina mi siostra lub mama. Preferuje domową pielęgnację włosów, dlatego zestaw Pantene byłby dla mnie idealny. :)
    gora.jola11@wp.pl

    ReplyDelete
  74. Zdjęcia w poście są przepiękne! a gęstych, bujnych włosów mega zazdroszczę <3

    ReplyDelete
  75. Anonymous14/8/17 15:57

    Włosowe przygody ? Była tylko jedna, ale została w pamięci po dzień dzisiejszy i za każdym razem nie mogę powstrzymać się od śmiechu, patrząc na zdjęcia czy słuchając tej historii od mamy :) Jako, że jestem córką kobiety, która na swojej głowie miała każdy kolor włosów, ja od tego incydentu do dziś pozostaję przy naturalności. Także do rzeczy... Gdy miałam 6 lat u mojej mamy nastąpił czas czerwonych włosów. Oczywiście przejście z blondu do tak mocnego i wyrazistego koloru było niemałym zaskoczeniem dla całej rodziny. Wspomnę, że jako 6-letnia dziewczynka rownież byłam blondynką z kręconymi włosami. Kręconymi, a dosłownie zwanymi "barankami" :) Niestety, a może stety z roku na rok włosy zaczęły ciemnieć i obecnie jestem posiadaczką ciemo brązowych włosów. Ale wracając do historii, dzień przed wyjazdem na wakacje mama postanowiła poprawić kolor. Kupiła farbę i wieczorem bawiłyśmy się w fryzjera. Malowałam mamie włosy, ale jak wiadomo każda mała dziewczynka chce wyglądać jak mama, więc do głowy wpadł szalony pomysł. Gdy mama wyszła do kuchni z nałożoną farbą ja zakradłam się ponownie do łazienki i resztkami farby pomalowałam sobie kilka kosmyków włosów. Mało tego podcięłam grzywkę jak mama, której notabene wtedy nie miałam. Jako, że kolor czerwony jest kolorem mocnym, a blond kręcone włosy się z nim bardzo polubiły tak przez resztę wakacji i początek zerówki chodziłam z czerwonymi pasemkami do momentu wypłukania koloru. Nie wspominam jak musiała wyglądać 6 letnia dziewczynka z ufarbowanymi na czerwono włosami. Natomiast moja biedna mama musiała się tłumaczyć, że nigdy by mi tego nie zrobiła, tylko że posiada dziecko o szalonych pomysłach. Po tym incydencie mama zmieniła kolor, a ja od tamtej pory nie farbowałam włosów, ani ich sama nie podcinałam bo grzywka w moim wykonaniu nie przekonała mnie do końca ;) Teraz tylko czekam na siwe włosy, które będzie trzeba czymś zamaskować. Już wiem, że będzie to przełomowy dzień. A może wybiorę wtedy czerwony ? Haha... Tak czy inaczej póki co jestem brunetką, a moja mama wróciła do blondu. Ciekawe jakie zmiany nastąpią na naszych głowach.

    adrianna.plodzik@gmail.com

    ReplyDelete
  76. Anonymous14/8/17 18:01

    Mój największy eksperyment włosowy wydarzył się, gdy miałam 5 lat. Wówczas moje piękne, blond długie włosy (sięgające prawie pupy!) postanowiłam podciąć... Nwm, co zainspirowało mnie do tej zmiany, może fakt, że z powodzeniem przycinałam włosy moim Barbie :D sięgnęłam po przedszkolne nożyczki i zaczęłam ten makabryczny proceder. Zostałam z fryzurą "na chłopaka" płacząca nad wanną w łazience i czekajaca na powrót mamy. Zobaczywszy mnie prawie dostała zawału :( Zabrała mnie do fryzjera na wyrównanie włosów, i w ten sposób ze słodkiej księżniczki stałam się równie słodkim księciem :)

    rybakola.99@gmail.com

    ReplyDelete
  77. Moja historia działa się dokładnie 18 lat temu, więc osiągnęła pełnoletniość i może być przedstawiona światu przed godziną 22. Mój dziadek, którego już niestety nie ma z nami był nie lada zaczepą. Miałam burzę pięknych, ksztanowych loków na głowie, a dziadzia zawsze podśmiechiwał się, że wyglądam jak mała, szalona kuleczka kudłatych włosów, a przecież jestem taką chłopczycą, że powinnam także wyglądać jak chłopiec. W wieku sześciu lat zdanie tego człowieka liczyło się dla mnie jak żadne inne. Poszłam więc do szafy, wyjęłam duży, głęboki talerz do zupy i stare, zardzewiałe nożyczki ukryte na strychu. Obcięłam sobie wszystkie loki, niektóre przy samej skórze, niektóre trochę dalej, więc miałam fryzurę jak nikt inny - godną prawdziwego miglanca! Włosy zebrałam do wspomnianego wcześniej talerza i schowałam na wszelki wypadek za koszem na śmieci. Efekt moich poczynań był dla mnie zachwycający, ale pomyślałam sobie, że zrobię wszystkim niespodziankę. Założyłam czapkę, a kiedy rodzice i dziadkowie usiedli do wspólnego obiadu zaprezentowałam swoje dzieło. Nigdy, przenigdy nie zapomnę mamy zalewającej się łzami, taty, który pobiegł po kluczyki do samochodu i miny zaskoczonego dziadka, który nie wiedział co powiedzieć (chociaż wiem, że w jego głowie śmieszkowanie nie miało końca). Pojechałam z rodzicami do fryzjerki, ale ta rozłożyła ręce i wydała wyrok: MUSZĄ ODROSNĄĆ. Mnie tam się moja fryzura bardzo podobała, więc nie do końca rozumiałam tę tragedię. Dziś chodzę do fryzjera jedynie na podcięcie końcówek, a moje włosy sięgają pasa i nie chcę tego zmieniać.

    patrycja.hoffmann@gmail.com

    ReplyDelete
  78. O jezu! Przypomniał się mój początek przygody z włosami. Jestem naturalną blondynką, jasną blondynką i w gimnazjum postanowiłam się pofarbować na czarno (o zgrozo!) Nie wiem czy kojarzycie piosenki Basshunter'a (w tamtych czasach był to hit!) i ja bardzo, bardzo, ale to bardzo pragnęłam wyglądać jak czarna bohaterka jego teledysków. Jak nie wiecie o którą może chodzić, polecam włączyć na youtube, na pewno kojarzycie :D Twierdziłam, że jest piękna i jak pofarbuję się na czarno- to automatycznie będę wyglądać jak ona. Nie wyglądałam. Farbowała mnie siostra, rodzice krzyczeli, ale że były wakacje- ostatecznie się zgodzili. Po farbowaniu- popłakałam się. Nic dziwnego: mam jasne brwi, jasne rzęsy, jasną oprawę oczu. No to się domyślcie jak wyglądałam. Po godzinie poszłam ze znajomymi do parku, chodziłam tam w kapturze, bo było mi wstyd. Po czasie zdjęłam kaptur i popłakałam się ponownie, więc kolega pojechał mi po blond farbę do intermarche. Po powrocie do domu postanowiłam się znów pofarbować z nadzieją, że wrócę do blondu. Dziwnym trafem tej samej nocy nie złapała :D Po niecałych dwóch tygodniach poszłam do fryzjera żeby mi to naprawił. Nie zrobił tego. Zrobił mi blond pasemka na czarnych włosach i po kilku dniach powstał mi kolor granatowo-szaro-zielono-siwo-blond. Wyglądałam jak gołąb. Po dwóch tygodniach nałożyłam rozjaśniacz, blond farbę i tym razem powstał mi kolor jajecznicy. I wtedy zniszczyłam swoje włosy. Tak bardzo, że dopiero po kilku latach zaczęły wyglądać zadowalająco. Musiałam często ścinać i wydawać sporo pieniędzy na odżywki i wszelkie regeneracje. Ostatnio postawiłam na zmianę i ścięłam włosy bardzo krótko i pofarbowałam się na szaro z różowymi końcówkami. Teraz cały czas wybieram szarości, w nich mi najlepiej, a mój fryzjer robi to dobrze. I mam w końcu zdrowsze włosy, ale chyba jeszcze nie do końca zdrowe. Za miesiąc wyjeżdżam za granicę na wycieczkę i przed samym wyjazdem mam wizytę u fryzjera. Chyba postawię na blond z odcieniem pastelowego różu albo całe pastelowe. Zobaczymy. Warto zaszaleć. Ale na dzień dzisiejszy ufam jedynie mojego fryzjerowi, sobie wcale :)
    kontakt: marika-1994.o2.pl@o2.pl bądź instagram: www.instagram.com/meeerue/

    ReplyDelete
  79. Kiedyś moje włosy były zdrowe, silne i gęste. Niestety kilka lat temu zachciało mi się zmian. Znalazłam w internecie wymarzoną fryzurę-sombre i ze zdjęciem udałam się do fryzjera. Naturalnie moje włosy mają kolor bardzo ciemnego blondu. Po wyjściu od fryzjera nie do końca byłam zadowolona, moje włosy nie wyglądały jak na zdjęciu :( Po jakimś czasie zapragnęłam kolejnych zmian i wymyśliłam, że rozjaśnię włosy do bardzo, bardzo jasnego blondu. Znalazłam nowego fryzjera i poszłam pełna nadziei i niepewności. Niestety pani fryzjerka powiedziała, że na moich włosach nie da się osiągnąć takiego koloru i znowu zrobiła mi sombre z bardzo ciemnym odrostem. Wyszłam niezadowolona i oznajmiłam, że już mam dość fryzjerów. Poczekałam aż farba z odrostu całkowicie zejdzie i zaczęłam sama rozjaśniać włosy. Po pierwszym farbowaniu byłam bardzo zadowolona z uzyskanego efektu i farbowałam dalej. Doszłam do takiego stanu kiedy moje włosy były popalone, strasznie wypadały i miały trzy odcienie blondu:/ Byłam zrozpaczona, aż wstyd było mi chodzić z takimi włosami. W końcu powiedziałam dość i zaczęłam szukać dobrego fryzjera, który będzie w stanie uratować moje włosy. W końcu się udało i fryzjer przyciemnił moje włosy do koloru zbliżonego, do naturalnych, dodatkowo została wykonana rekonstrukcja. Moje włosy w końcu odżyły, aż miło było je dotykać:) Od tamtej pory wiem jak ważne jest używanie naprawdę dobrych kosmetyków do włosów. Po pewnym czasie dla dodatkowego odżywienia, moje długie włosy ścięłam do ramion. Bałam się tego kroku, ale w tej długości naprawdę czuję się dobrze. Ciągle walczę, aby moje włosy odzyskały dawny blask, ale myślę, że jestem na dobrej drodze :D Na pewno minie dużo czasu kiedy najdzie mnie ochota na kolejne eksperymenty na włosach, teraz stawiam na naturalność. :)
    magda.saczewska@interia.pl

    ReplyDelete
  80. Kiedyś moje włosy były zdrowe, silne i gęste. Kilka lat temu zachciało mi się zmian. W internecie znalazłam wymarzoną fryzurę-sombre i poszłam do fryzjera. Niestety po wizycie nie do końca byłam zadowolona, moje włosy bardzo odbiegały od tych ze zdjęcia. Po pewnym czasie wymyśliłam, że przefarbuje się na bardzo, bardzo jasny blond. Naturalnie moje włosy są w kolorze bardzo ciemnego blondu. Tym razem poszłam do innego fryzjera, pełna nadziei i niepokoju. Fryzjerka stwierdziła, że na moich włosach nie da się uzyskać takiego koloru, więc znowu zrobiła mi sombre, tym razem z bardzo ciemnym odrostem. Co było wielkim błędem i znowu uzyskany efekt nie podobał się mi:( Zawiedziona wizytami u fryzjerów, postanowiłam , że jak farba z odrostu się wypłucze to sama zacznę rozjaśniać włosy. Tak też zrobiłam. Na początku uzyskany kolor bardzo mi się podobał, w końcu miałam bardzo jasne włosy. Zadowolona dalej farbowałam w domu. Niestety po pewnym czasie, moje włosy były popalone, strasznie wypadały i miały trzy odcienie blondu. Byłam zrozpaczona, aż wstyd było mi wychodzić z takimi włosami :( W końcu powiedziałam dość i zaczęłam szukać fryzjera, który uratuje moje włosy. Moje włosy zostały zafarbowane na kolor zbliżony do mojego naturalnego i została wykonana rekonstrukcja. W końcu moje włosy odżyłym, aż miło było je dotykać:) Od tamtej pory wiem jak ważne jest używanie naprawdę dobrych kosmetyków do włosów. Po jakimiś czasie dodatkowo aby odżywić włosy postanowiłam je ściąć z długich-sięgających do połowy pleców do ramion. Trochę bałam się tego kroku, ale w tej długości na prawdę czuję się dobrze. Dalej walczę, aby moje włosy odzyskały dawny blask, ale myślę, że jestem na dobrej drodze. Na pewno minie dużo czasu zanim zdecyduję się na kolejne eksperymenty na moich włosach, teraz stawiam na naturalność:)
    magda.saczewska@interia.pl

    ReplyDelete
  81. Całe życie miałam długie, naturalne brązowe włosy, w ogóle nie rozważałam radykalnego ścięcia a zmian kolorystycznych trochę się bałam - byłam przekonana, że nie trafię z odcieniem i finalnie będę musiała przywdziać czapkę, żeby w ogóle wyjść z domu.

    Ostatnio jednak monotonia w życiu i brak czegoś, na co bym wyczekiwała z utęsknieniem sprawiły, że postanowiłam zmienić look. Wiele miałam wtedy wolnego czasu i zabijałam go oglądając stare filmy z Winoną Ryder. Zaczęło się od Heathers, następnie poszło w ruch google i stare zdjęcia Winony z lat 90tych, głównie te z Johnnym Deppem :)

    Niedługo później ścięłam moje włosy przed ramiona i przefarbowałam na czarno, nareszcie czułam się 'jakaś' i byłam zadowolona z tego co mam na głowie. Obecnie nie wyobrażam sobie siebie w długich włosach, niedługo znowu ścinam tym razem trochę krócej niż poprzednio :)

    kontakt: liecau@gmail.com

    ReplyDelete
  82. Całe życie miałam długie, naturalne brązowe włosy, w ogóle nie rozważałam radykalnego ścięcia a zmian kolorystycznych trochę się bałam - byłam przekonana, że nie trafię z odcieniem i finalnie będę musiała przywdziać czapkę, żeby w ogóle wyjść z domu.

    Ostatnio jednak monotonia w życiu i brak czegoś, na co bym wyczekiwała z utęsknieniem sprawiły, że postanowiłam zmienić look. Wiele miałam wtedy wolnego czasu i zabijałam go oglądając stare filmy z Winoną Ryder. Zaczęło się od Heathers, następnie poszło w ruch google i stare zdjęcia Winony z lat 90tych, głównie te z Johnnym Deppem :) Wyglądała świetnie, a ja mam podobny typ urody, myślę - spróbuję!

    Niedługo później ścięłam moje włosy przed ramiona i przefarbowałam na czarno, nareszcie czułam się 'jakaś' i byłam zadowolona z tego co mam na głowie. Obecnie nie wyobrażam sobie siebie w długich włosach, niedługo znowu ścinam tym razem trochę krócej niż poprzednio :)

    kontakt: liecau@gmail.com

    ReplyDelete
  83. Anonymous16/8/17 21:25

    Historia moich włosów, a raczej neverending story narzekania na to co mam na głowie. Zacznę o tego, że mam włosy dosyć cienkie, koloru ciemny blond (bardzo ciemny), z natury proste, jednak nie są wygładzone jak po kreatynie, nic z tych rzecz. Kiedy byłam małą dziewczynką miałam piękny naturalny kolor blond, jednak z wiekiem moje włosy zaczęły ciemnieć. Strasznie nie podobała mi się ta wizja i zawsze gdy moja mama farbowała włosy, prosiłam ją aby zrobiła mi chociaż jedno pasemko. Następnie nadeszły lata kiedy to miałam straszne kompleksy i codziennie chodziłam w związanych włosach. Nie było opcji, aby ktoś z moich znajomych zobaczył mnie w rozpuszczonych włosach, ze względu na to że były zbyt cienkie i po dłuższym czasie sklejały się w pasma. Zazwyczaj dawałam moim włosom odpocząć od wszelkich gumek, spinek i wsuwek jedynie gdy siedziałam sama w domu. Czyli zupełnie inaczej niż obecnie. Kolejno przyszła pora na grzywkę, pierwsze cięcie było dla mnie ogromną zmianą na plus (przynajmniej wtedy tak myślałam, bo patrząc na stare zdjęcia w tej chwili, widzę wyłącznie końską grzywę) Niestety później było tylko gorzej, każda kolejna wizyta u fryzjera kończyła się płaczem, do tego stopnia, że postanowiłam sam przycinać swoją grzywkę i szło mi nie najgorzej. Gdy poszłam do liceum zaszalałam i zaczęłam rozpuszczać włosy. Moja kochana babcie, (zawsze mówi prawdę) często zagaduje do mnie „Ojej dziecko, jakie Ty masz liche te włosy 😉” Obecnie reaguję śmiechem i odpowiadam „ Przecież po kimś to mam”, ale kiedyś nie radziłam sobie z tym dobrze, źle znosiłam jakąkolwiek krytykę. W tej chwili raz na jakiś robię sobie lekkie ombre. staram się nie używać utleniaczy, aby nie popsuć włosów, co czasem wiąże się z tym, że po farbowaniu pytam kogoś czy widać zmianę, a ktoś mi odpowiada „ Ahhh tak, przyciemniałaś włosy ;(„. Przeprosiłam się z fryzjerem i podcinam włosy lekko za ramiona, jednak nie jest to fryzura która mnie w pełni satysfakcjonuję. W najbliższym czasie planuję podciąć włosy przed ramiona, aby wyglądały na grubsze. Dodam, że ostatnio wykryto u mnie niedoczynność tarczycy, przez którą włosy lecą garściami. Wciąż szukam produktów, które choć trochę poprawią strukturę moich włosów.

    Kontakt: dominika3195@gmail.com

    ReplyDelete
  84. Od kiedy pamiętam zawsze marzyłam o lokach. Zazdrościłam koleżankom, które miały kręcone bądź falowane włosy (a które co rano męczyły się z prostowaniem tychże fal i loków). Próbowałam robić warkocze, zawijać na wałki, kręcić lokówką (co skończyło się kilkoma spalonymi kosmykami). Po tym incydencie mama ścięła mi końcówki na prosto (a takie modne były cieniowane końcówki). O dziwo po kilku dniach spodobała mi się ta fryzura. Od tego czasu cieszę się swoimi prostymi włosami, zaakceptowałam je takie jakie są, przestałam też farbować. A gdy otrzymam komplement za piękny kolor włosów jestem dumna z tego, że są naturalne a pasemka są efektem muśnięcia słońcem.

    lorida@o2.pl

    ReplyDelete
  85. CZ.1
    Moich fryzurowych perypetii jest dosyć sporo, a więc zacznijmy od początku.
    Był to rok 2008 miałam jakieś 15/16 lat i chciałam wyglądać jak Ashley Tisdale, poszłam do fryzjera żeby specjalistka zrobiła mi piękny miodowy blond * ogólnie miałam wtedy krótkie włosy takie w okolicach ramion * i zamiast Ashley, wyszłam jak Rubik z białymi praktycznie włosami ( kolor, długość się zgadzała - szkoda tylko, że talent muzyczny nie ).
    Następie gdy z upływem czasu przyszły przyjaciółki odrosty, nie zamierzałam już farbować włosów na ten platynowy blond, teraz przyszła zmiana - postawiłam na czarny. Oczywiście zrobiłam to w tajemnicy przed mamą, przyszłam wieczorem już w czarnych włosach *zadowolenie mojej mamy pamiętam do dzisiaj, fajerwerki ze szczęścia to mało powiedziane. Mały błąd, nie ze szczęścia a z podnoszącego się ciśnienia.*
    Z racji tego, że farbowałam je z rozjaśniających włosów, kolor po jakimś czasie zaczął mi schodzić na ciepły brąz, nie był taki zły bo miałam nawet prześwity blondu aczkolwiek zaczął przebijać mi się odcień zielonego a więc postanowiłam pójść do fryzjera. Oczywiście tym razem zrobiła mi bajeczny balejaż *jak na tamte czas* i nawet długo przy nim trwałam aczkolwiek miała potem coraz to jaśniejszy ton blondu, z czym wiąże się kolejna historia.
    TU JEST MOJA ULUBIONA HISTORIA. Rok 2010. Miałam lekką platynę *ale nie tą Rubikową* i tak, zachciało mi się ją odświeżyć, żeby był bardziej lśniące. Poszłam po farbę – kupiłam, bo po co zapytać się fryzjera? Ja miałam wyrafinowany plan. W euforii wzięłam się z przyjaciółką i moim chłopakiem za farbowanie włosów. A więc nałożona - teraz tylko czekać. Swoje odczekałam, poszłam spłukać. No. Zaczęło się. *miałam wtedy nawet dosyć długie włosy jak na mnie, takie ponad linii stanika* a wiec biorę głowę do tyłu spłukuje je, hm coś nie tak, jest poświata siwego? no ale spłukuje dalej - NIC. Zarzuciłam ręcznik, powiedziałam Gosi i Adamowi, że się nie pokaże bo one są SIWE ( może powinnam zostać trendsetterą? ) a oni : co Ty gadasz? Słynne pytanie zadałam: ale nie będziecie się śmiać ? - nie,nie - odpowiadają. Pamiętam jak dziś, jak szarpali mi ten ręcznik za włosy, żeby ze mnie zdjąć. Zdjęli i co? Zaczęli się śmiać. Suszyliśmy włosy , tzn. Adam to robił za to ja stałam i nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać *za to oni wiedzieli co robić* Był to taki odcień siwego hm, ciemno siwego taki trochę popiół. Ale nie, to nie koniec. Wysuszyliśmy głowę poszliśmy do Tesco całodobowego kupić farbę *szłam tak szybko, że Gosia z Adamem musieli praktycznie za mną biec* *nazajutrz miałam imieninyi jechałam na wycieczkę z Adamem, chciałam wyglądać olśniewająco* kupiliśmy pofarbowałyśmy po raz 2, wyszedł przepiękny ale to przepiękny gołębi. I tak zrobiłam lament, że nigdzie nie jadę - ale pojechałam. Dobrze, że wtedy jeszcze miałam po spodem brąz i była zima, zrobiłam warkocza, założyłam czapkę - jakoś tego widać nie było. *działo się to w piątek wieczorem* Oczywiście zapomniałam dodać, że w tej euforii kupiłam 'mroźny blond' a był styczeń więc nawet się wpasowałam.

    (typowaroszpi@gmail.com )

    ReplyDelete
  86. CZ.1
    Moich fryzurowych perypetii jest dosyć sporo, a więc zacznijmy od początku.
    Był to rok 2008 miałam jakieś 15/16 lat i chciałam wyglądać jak Ashley Tisdale, poszłam do fryzjera żeby specjalistka zrobiła mi piękny miodowy blond * ogólnie miałam wtedy krótkie włosy takie w okolicach ramion * i zamiast Ashley, wyszłam jak Rubik z białymi praktycznie włosami ( kolor, długość się zgadzała - szkoda tylko, że talent muzyczny nie ).
    Następie gdy z upływem czasu przyszły przyjaciółki odrosty, nie zamierzałam już farbować włosów na ten platynowy blond, teraz przyszła zmiana - postawiłam na czarny. Oczywiście zrobiłam to w tajemnicy przed mamą, przyszłam wieczorem już w czarnych włosach *zadowolenie mojej mamy pamiętam do dzisiaj, fajerwerki ze szczęścia to mało powiedziane. Mały błąd, nie ze szczęścia a z podnoszącego się ciśnienia.*
    Z racji tego, że farbowałam je z rozjaśniających włosów, kolor po jakimś czasie zaczął mi schodzić na ciepły brąz, nie był taki zły bo miałam nawet prześwity blondu aczkolwiek zaczął przebijać mi się odcień zielonego a więc postanowiłam pójść do fryzjera. Oczywiście tym razem zrobiła mi bajeczny balejaż *jak na tamte czas* i nawet długo przy nim trwałam aczkolwiek miała potem coraz to jaśniejszy ton blondu, z czym wiąże się kolejna historia.
    TU JEST MOJA ULUBIONA HISTORIA. Rok 2010. Miałam lekką platynę *ale nie tą Rubikową* i tak, zachciało mi się ją odświeżyć, żeby był bardziej lśniące. Poszłam po farbę – kupiłam, bo po co zapytać się fryzjera? Ja miałam wyrafinowany plan. W euforii wzięłam się z przyjaciółką i moim chłopakiem za farbowanie włosów. A więc nałożona - teraz tylko czekać. Swoje odczekałam, poszłam spłukać. No. Zaczęło się. *miałam wtedy nawet dosyć długie włosy jak na mnie, takie ponad linii stanika* a wiec biorę głowę do tyłu spłukuje je, hm coś nie tak, jest poświata siwego? no ale spłukuje dalej - NIC. Zarzuciłam ręcznik, powiedziałam Gosi i Adamowi, że się nie pokaże bo one są SIWE ( może powinnam zostać trendsetterą? ) a oni : co Ty gadasz? Słynne pytanie zadałam: ale nie będziecie się śmiać ? - nie,nie - odpowiadają. Pamiętam jak dziś, jak szarpali mi ten ręcznik za włosy, żeby ze mnie zdjąć. Zdjęli i co? Zaczęli się śmiać. Suszyliśmy włosy , tzn. Adam to robił za to ja stałam i nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać *za to oni wiedzieli co robić* Był to taki odcień siwego hm, ciemno siwego taki trochę popiół. Ale nie, to nie koniec. Wysuszyliśmy głowę poszliśmy do Tesco całodobowego kupić farbę *szłam tak szybko, że Gosia z Adamem musieli praktycznie za mną biec* *nazajutrz miałam imieniny jechałam na wycieczkę z Adamem, chciałam wyglądać olśniewająco* kupiliśmy pofarbowałyśmy po raz 2, wyszedł przepiękny ale to przepiękny gołębi. I tak zrobiłam lament, że nigdzie nie jadę - ale pojechałam. Dobrze, że wtedy jeszcze miałam po spodem brąz i była zima, zrobiłam warkocza, założyłam czapkę - jakoś tego widać nie było. *działo się to w piątek wieczorem* Oczywiście zapomniałam dodać, że w tej euforii kupiłam 'mroźny blond' a był styczeń więc nawet się wpasowałam.
    *poniedziałek* Poszłam do fryzjera, szłam tam z myślą że wrócę do swojego ukochanego blondu. Rzeczywistość, szara rzeczywistość mi na to nie pozwoliła. Zrobiłam brąz pasemka, ścięła mi tylko przysłowiowe końcówki 10 centymetrowe i tak z deszczu pod rynnę, ponieważ płakać dalej mi się chciało. Ale na wszystko potrzeba czasu już za rok wróciłam do swojego koloru i na 18-stce bawiłam się w lśniącym blondzie.

    (typowaroszpi@gmail.com)

    ReplyDelete
  87. CZ.2
    Teraz trochę dłuższa przerwa do kolejnego występku, bo jest rok 2014. Miałam zimny blond, a chciałam ciepły. Ale mowie dobra tym razem zrobię to profesjonalnie u koleżanki fryzjerki. Miała kupić profesjonalną farbę, kupiła zwykłą którą znajdziemy z każdej drogerii uważając, że wyjdzie mi taki sam blond jak ma Pani na opakowaniu. Nieco mnie to zdziwiło ale ufałam, tym bardziej że się nieco nagrzałam na zmianę ponieważ miałam zakończenie dyplomowe i myślę sobie pójdę jako 'nowa JA'. Kupiłam pofarbowała. No. Super. Tylko,że to nie był ten kolor można powiedzieć że moje marzenie z miodowego blondy przeistoczyło się w kolor myszo-siwo-zielony i nadal zimny! :) Przyjechałam rowerem i pamiętam, że jak wracałam wtedy po raz pierwszy popłakałam się od 'fryzjera' jechałam i płakałam *nie wiem z czego bardziej czy ze smutku, czy ze złości* Wstydziłam się wyjść na osiedle do znajomych, przecież chcieli zobaczyć 'nową MNIE'. Z racji, że jestem dosyć impulsywną osóbką Mamusia widząc moją złość i płacz powiedziała 'to nie jest ten kolor który chciałaś' - trafne spostrzeżenie ale to było najlepsze, lepsze niż 'ale Ci przecież ślicznie'. A więc na zakończenie poszłam jako 'nowa bardzo nowa JA' w czerwcu w upale siedziałam chyba jakieś 3h w kapeluszu po czym go zdjęłam pokazując się grupie, mówili że nie jest tak źle ale pytając czy może by chcieli taki kolor sobie zrobić odpowiedzi brzmiały : nie. Tego samego dnia po zakończeniu roku poszłam do lekarza od moich włosów na co Pani odpowiedziała ' wiedziałam, że jest źle rozmawiając przez telefon, ale nie wiedziałam że aż tak' Aczkolwiek wracając z miesiąca na miesiąc, za każdym razem kolor był przepiękny wróciłam do idealnego odcieniu blondu. I za sprawą tej Pani odważyłam się na ścięcie włosów, ponieważ zawsze byłam za konkretną długością włosów a teraz idąc do fryziera gdy pyta ile ścinamy odpowiadam 'obojętnie' bo cóż może być tym razem ..

    (typowaroszpi@gmail.com)

    ReplyDelete
  88. Historia moich włosów również jest banalnie prosta. Właściwie mogłabym zawrzeć ją tylko w jednym zdaniu:

    Dawno, dawno temu, w różnych miastach Polski, żyła sobie Karolina, która ubzdurała sobie, że musi nosić dłuuugie, ale to baaardzo dłuuugie włosy.

    I już! :) Zmieniałam miejsca zamieszkania, zmieniałam szkoły, zmieniałam pracę, ale fryzura przez kilka ładnych lat pozostawała niezmienna. I choć trochę narzekałam, że jednak jest nieco problemu z włosami sięgającymi bioder (!), to ani przez chwilę nie myślałam o ich ścięciu. Znosiłam kilkugodzinne suszenie, długie mycie, problemy podczas ćwiczeń (wiecie, jakie to dziwne uczucie, biczować się po plecach własnym warkoczem, podczas gdy TYLKO chcieliście pobiegać sobie na bieżni? :D )

    Pewnego dnia coś we mnie pękło. Sama nie wiem, co to było, choć do tej pory tłumaczę to wewnętrzną potrzebą zmiany. Podobno jak kobieta ścina włosy, to wiedz, że coś się dzieje! ;-) Może i tak właśnie było w moim przypadku?

    Po prostu poszłam do fryzjera, usiadłam na fryzjera, i powiedziałam:
    ścinamy! a włosy oddajemy na Rak'n'Rolla!

    Jak powiedziałam, tak zrobiłam - a właściwie tak zrobiła moja fryzjerka. Wyszłam z salonu bez ok. 40 cm włosów. Szczęśliwa, "lżejsza", odmieniona, z poczuciem, że zrobiłam coś niezwykłego - podzieliłam się z innymi kobietami tym, co do tej pory było dla mnie najcenniejsze.

    Czy warto było? Kurcze, zdecydowanie! Już dawno nie zebrałam tylu komplementów, co teraz, z nową fryzurą. Powiem więcej - tak duża zmiana w moim wizerunku wywołała lawinę zmian w moim życiu. A na ścianie zawisł nowy dyplom - tym razem z podziękowaniem za oddanie włosów ;-)

    Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie!
    Karolina
    (k_orlinska [małpka] vp.pl )

    ReplyDelete
  89. Moja prawdziwa włosowa historia zaczęła się tak naprawdę dopiero rok temu. Do tej pory na mojej głowie nie działo się zbyt wiele – jakieś standardowe s/ombre i keratynowe prostowanie, bo jako właścicielka mocno falowanych włosów, zawsze marzyłam o prostych :) W zeszłe wakacje postanowiłam zaszaleć i zafarbować się na popielaty blond. Decyzja była spowodowana obejrzeniem masy zdjęć na instagramie, na których dziewczyny prezentują przepiękne szarawe włosy, sięgające po pas i moim marudzeniem, że ja też chce mieć takie. Mój naturalny kolor to jasny brąz, więc, uzyskanie super jasnego, a w zasadzie białego odcienia, powinno odbyć się stopniowo, aby rozjaśnianie nie zniszczyło zanadto włosów. Jestem osobą dość niecierpliwą i chciałam mieć taki kolor od razu, dlatego wymusiłam na fryzjerce-koleżance, żeby użyła najmocniejszego utleniacza, który miał pomóc w szybszym uzyskaniu wymarzonego efektu. O dziwo, moje włosy zniosły rozjaśnianie całkiem nieźle i przez około tydzień mogłam się cieszyć nowym wspaniałym kolorem. Niestety, po tym czasie popielaty toner zaczął się wypłukiwać, a włosy żółknąć. Mimo stosowania fioletowych szamponów ochłodzenie wydawało mi się niewystarczające. Po miesiącu wróciłam do koleżanki, błagając, żeby rozjaśniła mi włosy jeszcze bardziej i przytrzymała toner dłużej, dla lepszego efektu. Włosy wyszły fantastycznie, nawet lepiej niż za pierwszym razem, ale oczywiście po paru myciach historia się powtórzyła. Takie rozjaśnianie i tonowanie miało miejsce jeszcze dwa razy. Od trzeciego zabiegu stan włosów bardzo się pogorszył, a końcówki zaczęły zielenieć. Mimo, że byłam przerażona to moje uzależnienie od popielatego odcienia okazało się silniejsze. Po czwartej wizycie fryzjerka-koleżanka zakazała mi się pokazywać w salonie. Powiedziała, że nie przyłoży ręki do kolejnego rozjaśniania i, że przyjmie mnie pod warunkiem, że zgodzę się na poważne cięcie.Miała rację. Po tych wszystkich zabiegach włosy nie dawały się ułożyć, puszyły się, a w dotyku przypominały papier ścierny. Wiele znajomych próbowało mnie przekonać, żebym je obcięła, ale ja broniłam się rękami i nogami. Zapuszczałam je dwa lata i zawsze były moim ogromnym atutem, dlatego pozbycie się ich traktowałam jak wyrok. Za wszelką cenę chciałam je uratować. Jak szalona inwestowałam w drogie fryzjerskie odżywki i pakowałam je na głowę jedna za drugą. Kilka razy pokusiłam się nawet o zrobienie domowej „odżywiającej” maski. Niestety, dla moich włosów nie było już ratunku. Mniej więcej miesiąc temu obcięłam je i jestem bardzo zadowolona. Skróciłam je o ponad połowę i widzę, że powoli odzyskują formę. Przede mną jeszcze długa droga, ale cieszę się, że ten najtrudniejszy krok już za mną. Najsmutniejsze jest to, że gdyby nie moje fryzjerskie fanaberie te 30cm, które wylądowały w koszu, mogłabym przekazać fundacji Rak and Roll na perukę.


    weronika_sliwinska@interia.pl lub instagram https://www.instagram.com/veronietzsche/



    ReplyDelete
  90. Moja prawdziwa włosowa historia zaczęła się tak naprawdę dopiero rok temu. Do tej pory na mojej głowie nie działo się zbyt wiele – jakieś standardowe s/ombre i keratynowe prostowanie, bo jako właścicielka mocno falowanych włosów, zawsze marzyłam o prostych :) W zeszłe wakacje postanowiłam zaszaleć i zafarbować się na popielaty blond. Decyzja była spowodowana obejrzeniem masy zdjęć na instagramie, na których dziewczyny prezentują przepiękne szarawe włosy, sięgające po pas i moim marudzeniem, że ja też chce mieć takie. Mój naturalny kolor to jasny brąz, więc, uzyskanie super jasnego, a w zasadzie białego odcienia, powinno odbyć się stopniowo, aby rozjaśnianie nie zniszczyło zanadto włosów. Jestem osobą dość niecierpliwą i chciałam mieć taki kolor od razu, dlatego wymusiłam na fryzjerce-koleżance, żeby użyła najmocniejszego utleniacza, który miał pomóc w szybszym uzyskaniu wymarzonego efektu. O dziwo, moje włosy zniosły rozjaśnianie całkiem nieźle i przez około tydzień mogłam się cieszyć nowym wspaniałym kolorem. Niestety, po tym czasie popielaty toner zaczął się wypłukiwać, a włosy żółknąć. Mimo stosowania fioletowych szamponów ochłodzenie wydawało mi się niewystarczające. Po miesiącu wróciłam do koleżanki, błagając, żeby rozjaśniła mi włosy jeszcze bardziej i przytrzymała toner dłużej, dla lepszego efektu. Włosy wyszły fantastycznie, nawet lepiej niż za pierwszym razem, ale oczywiście po paru myciach historia się powtórzyła. Takie rozjaśnianie i tonowanie miało miejsce jeszcze dwa razy. Od trzeciego zabiegu stan włosów bardzo się pogorszył, a końcówki zaczęły zielenieć. Mimo, że byłam przerażona to moje uzależnienie od popielatego odcienia okazało się silniejsze. Po czwartej wizycie fryzjerka-koleżanka zakazała mi się pokazywać w salonie. Powiedziała, że nie przyłoży ręki do kolejnego rozjaśniania i, że przyjmie mnie pod warunkiem, że zgodzę się na poważne cięcie.Miała rację. Po tych wszystkich zabiegach włosy nie dawały się ułożyć, puszyły się, a w dotyku przypominały papier ścierny. Wiele znajomych próbowało mnie przekonać, żebym je obcięła, ale ja broniłam się rękami i nogami. Zapuszczałam je dwa lata i zawsze były moim ogromnym atutem, dlatego pozbycie się ich traktowałam jak wyrok. Za wszelką cenę chciałam je uratować. Jak szalona inwestowałam w drogie fryzjerskie odżywki i pakowałam je na głowę jedna za drugą. Kilka razy pokusiłam się nawet o zrobienie domowej „odżywiającej” maski. Niestety, dla moich włosów nie było już ratunku. Mniej więcej miesiąc temu obcięłam je i jestem bardzo zadowolona. Skróciłam je o ponad połowę i widzę, że powoli odzyskują formę. Przede mną jeszcze długa droga, ale cieszę się, że ten najtrudniejszy krok już za mną. Najsmutniejsze jest to, że gdyby nie moje fryzjerskie fanaberie te 30cm, które wylądowały w koszu, mogłabym przekazać fundacji Rak and Roll na perukę.


    weronika_sliwinska@interia.pl lub instagram https://www.instagram.com/veronietzsche/

    ReplyDelete
  91. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  92. Moja prawdziwa włosowa historia zaczęła się tak naprawdę dopiero rok temu. Do tej pory na mojej głowie nie działo się zbyt wiele – jakieś standardowe s/ombre i keratynowe prostowanie, bo jako właścicielka mocno falowanych włosów, zawsze marzyłam o prostych :) W zeszłe wakacje postanowiłam zaszaleć i zafarbować się na popielaty blond. Decyzja była spowodowana obejrzeniem masy zdjęć na instagramie, na których dziewczyny prezentują przepiękne szarawe włosy, sięgające po pas i moim marudzeniem, że ja też chce mieć takie. Mój naturalny kolor to jasny brąz, więc, uzyskanie super jasnego, a w zasadzie białego odcienia, powinno odbyć się stopniowo, aby rozjaśnianie nie zniszczyło zanadto włosów. Jestem osobą dość niecierpliwą i chciałam mieć taki kolor od razu, dlatego wymusiłam na fryzjerce-koleżance, żeby użyła najmocniejszego utleniacza, który miał pomóc w szybszym uzyskaniu wymarzonego efektu. O dziwo, moje włosy zniosły rozjaśnianie całkiem nieźle i przez około tydzień mogłam się cieszyć nowym wspaniałym kolorem. Niestety, po tym czasie popielaty toner zaczął się wypłukiwać, a włosy żółknąć. Mimo stosowania fioletowych szamponów ochłodzenie wydawało mi się niewystarczające. Po miesiącu wróciłam do koleżanki, błagając, żeby rozjaśniła mi włosy jeszcze bardziej i przytrzymała toner dłużej, dla lepszego efektu. Włosy wyszły fantastycznie, nawet lepiej niż za pierwszym razem, ale oczywiście po paru myciach historia się powtórzyła. Takie rozjaśnianie i tonowanie miało miejsce jeszcze dwa razy. Od trzeciego zabiegu stan włosów bardzo się pogorszył, a końcówki zaczęły zielenieć. Mimo, że byłam przerażona to moje uzależnienie od popielatego odcienia okazało się silniejsze. Po czwartej wizycie fryzjerka-koleżanka zakazała mi się pokazywać w salonie. Powiedziała, że nie przyłoży ręki do kolejnego rozjaśniania i, że przyjmie mnie pod warunkiem, że zgodzę się na poważne cięcie.Miała rację. Po tych wszystkich zabiegach włosy nie dawały się ułożyć, puszyły się, a w dotyku przypominały papier ścierny. Wiele znajomych próbowało mnie przekonać, żebym je obcięła, ale ja broniłam się rękami i nogami. Zapuszczałam je dwa lata i zawsze były moim ogromnym atutem, dlatego pozbycie się ich traktowałam jak wyrok. Za wszelką cenę chciałam je uratować. Jak szalona inwestowałam w drogie fryzjerskie odżywki i pakowałam je na głowę jedna za drugą. Kilka razy pokusiłam się nawet o zrobienie domowej „odżywiającej” maski. Niestety, dla moich włosów nie było już ratunku. Mniej więcej miesiąc temu obcięłam je i jestem bardzo zadowolona. Skróciłam je o ponad połowę i widzę, że powoli odzyskują formę. Przede mną jeszcze długa droga, ale cieszę się, że ten najtrudniejszy krok już za mną. Najsmutniejsze jest to, że gdyby nie moje fryzjerskie fanaberie te 30cm, które wylądowały w koszu, mogłabym przekazać fundacji Rak and Roll na perukę.


    weronika_sliwinska@interia.pl lub instagram https://www.instagram.com/veronietzsche/

    ReplyDelete
  93. Anonymous18/8/17 21:02

    Przygody z włosami są mi wręcz przeznaczone. Zaczęło się już tuż po narodzinach, gdy pielęgniarki nie potrafiły rozczesać moich czarnych włosów, bo i tak co chwila stawały dęba. Teraz mam już skończone 18 lat, a fryzury zmieniałam jak rękawiczki. Grzywka prosta i na bok, włosy proste, pocieniowane, krótkie (nawet nie do ramion) i długie prawie aż do pasa. Bez farbowania również się nie obyło. Swoją przygodę zaczęłam juz po skończeniu podstawówki, oczywiście przy użyciu szamponetek. Moj naturalny kolor to brąz, a pierwszy farbowany to rudy. Z tym nie było problemu. Nastepnym kolorem był czarny. Jednak cała zabawa zaczęła się, gdy w zeszłe wakacje uparłam się, że chcę zostać blondynką. Mój pomysł początkowo spotkał się z ogólnym oburzeniem wszystkich moich bliskich, a w szczególności mamy i chłopaka. Dlatego do fryzjera poszłam po kryjomu, nie mowiąc nikomu. Spedziłam tam około dwóch godzin, a jedyną różnicą, jaką inni zauważyli było lekkie podcięcie włosów. Od tamtego momentu zawziełam się i postanowiłam, że choćby nie wiem co, bedę mieć te upragnione blond włosy. Wybrałam w sklepie najjaśniejszy odcień szamponu koloryzującego, który miał być do 24 zmyć. Niestety nie doczytałam, że akurat ten odcień to była farba trwała. Nic nie wiedząc, podwójnie przefarbowałam włosy i uzyskałam śliczny blond. O dziwo, mojemu chłopakowi bardzo się spodobało, jego rodzina też pochwaliła zmianę, a ja sama czułam się w tym kolorze świetnie. Niestety do czasu.. po paru miesiącach pojawiły mi się ciemne odrosty, a odcień jasnego blondu zmienił się na brzydki żółty. Przez jakiś czas chodziłam z takimi włosami, aż w końcu miałam dość i użyłam brązowej szamponetki. Teraz za każdym takim użyciem powraca mi lekko rudawy odcień. Nie wygląda to aż tak tragicznie, więc cierpliwie czekam, aż włosy urosną mi do takiej długości, bym mogła te stare, farbowane ściąć i pozostać przy swoich naturalnych. Zobaczymy tylko na jak długo. Myślę jednak, że na razie będę miała dość tak drastycznych zmian, ponieważ podczas tych wszystkich zabiegów moje włosy utraciły dawną strukturę, zaczęły się puszyć i są strasznie suche. No cóż, jak to mówią, człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.
    cathelaine@wp.pl

    ReplyDelete
  94. Farbowanie.
    Drastyczne cięcia.
    Lokówki czy prostownice.
    Nic z tych rzeczy.
    Natura zapewniła moim włosom moc atrakcji.
    Moja przygoda z włosami zaczęła się 21 lat temu, w szpitalu. Urodziłam się, jak pewnie większość dzieci, z bardzo rzadkimi włosami. No dobra, praktycznie łysa. Wydawałoby się, że nic strasznego, gdyby nie fakt, że ten stan utrzymywał się nadzwyczaj długo. Na tyle długo, że mój bliźniak kilka lat później, patrząc na moje zdjęcia, wołał na mnie "łysa glizda".
    Mam 3 lata. Włosy wreszcie zaczęły mi rosnąć. Kolor blond. A właściwie złotawy z ciepłymi, miedzianymi refleksami. Proste, wciąż dosyć rzadkie. Ale najważniejsze, że są. Uffff
    Lata mijają. Moje miedziane refleksy zaczynają wygrywać ze złotą czuprynką, w związku z czym staję się prawdziwym rudzielcem. Etap ten jednak trwa bardzo krótko.
    Włosy wciąż ciemnieją, rosną, aż w końcu mogę się nazwać posiadaczką grubych i zdrowych włosów w kolorze ciemnego, głębokiego brązu. Długość - do ramion. Przez cały okres przedszkola i podstawówki.
    Myślałam, że to już będzie koniec moich włosowych przygód. A największe zmiany wciąż były przede mną.
    Gimnazjum. Stan włosów bez zmian - ciemne i proste.
    Postanawiam, że zapuszczam włosy. Wyhodowałam je naprawdę długie, prawie do pasa.
    I wtedy coś zaczęło się naprawdę zmieniać (jakby wciąż było mi za mało zmian..)
    Każde pasmo, proste u nasady głowy, zostało ozdobione lokiem na jego końcu. Mówiąc w prost - miałam prosto-kręcone włosy. I weź tu znajdź odpowiedni szampon do ich mycia...
    Wyglądałam co najmniej dziwnie. A na dodatek kondycja moich włosów stale się pogarszała. Były już bez blasku, suche i połamane.
    Mniej więcej rok zajęło mi uświadomienie sobie "ok, masz kręcone włosy! musisz dbać o nie, jak o kręcone włosy". Zaczęłam dużo czytać o pielęgnacji włosów kręconych, oglądać na youtube jak posiadaczki loków dbają o nie. Wypróbowywałam ich tricki na sobie. Wydawałam mnóstwo pieniędzy na odpowiednie kosmetyki, na dobrych fryzjerów. Nie było (i wciąż nie jest) to proste, ponieważ polski rynek kosmetyczny jet dosyć ubogi w kosmetyki przeznaczone do włosów kręconych. I tak przez kilka lat utrzymywałam długość "prawie do pasa" odpowiednio dbając o włosy, co sprawiało, że kręciły się coraz mocniej. Jednak wciąż nie były takie jak powinny. W sumie nie były to loki, tylko bardziej fale.
    Dopiero ze dwa miesiące temu odważyłam się na sporą zmianę. Ścięłam włosy. Są teraz trochę za ramiona. Kręcą się jak nigdy przedtem. A co najważniejsze, są zdrowe i miękkie jak nigdy przedtem.
    I tak urodzona blondyneczka z prostymi włosami, zmieniła się w rudzielca, by jako już dorosła osoba stać się posiadaczką ciemnego "barana" na głowie. I to bez znaczącego udziału fryzjera.

    e-mail: gabriela.laskowska01@gmail.com

    ReplyDelete
  95. Odkąd pamiętam uwielbiałam swoje włosy. Kochałam się czesać i oczywiście być czesana. Wymyślałam nowe fantazyjne fryzury i obrażałam się na mamę kiedy twierdziła, że nie mogę tak pójść do szkoły, przedszkola lub gdziekolwiek, bo wyglądam jak dzikus. Pamiętam także, że mój tata lubił kiedy chodziłam w rozpuszczonych włosach, bo wszyscy twierdzili, że z moimi kręconymi, kasztanowymi włosami wyglądam jak jego mały sobowtór. Pewnego dnia mając 5, może 6 lat rodzice strasznie mi czymś podpadli i chcąc się na nich zemścić, zakradłam się do łazienki i chwyciłam za nożyczki. Z wielkim zapałem pozbawiłam się połowy moich pięknych loków i porobiłam sobie okropne, łyse dziury na głowie. Zamiast na rodzicach( którzy uznali mój wybryk za niesamowicie zabawny i z żadnego okresu mojego życia nie mam tylu zdjęć, ile z tamtego dnia) zemściłam się na moich biednych włosach. Od tamtej pory bardzo o nie dbam- ani razu ich nie farbowałam, nie katuję prostownicą ani lokówką. Staram się używać najlepszych i naturalnych kosmetyków. Od czasu do czasu je podcinam i po wakacjach funduję im zabiegi regenerujące. Jednak do drastycznej zmiany fryzury jakoś nie mogę się przekonać.. To pewnie trauma z dzieciństwa :D
    kingaa.orzechowska@gmail.com

    ReplyDelete
  96. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  97. Anonymous19/8/17 16:03

    W życiu każdej kobiety przychodzi taki dzień, w którym chce zmienić wszystko. Oczywiście zaczyna się od fryzury. I tak było w moim przypadku. Kilka lat wstecz wybrałam się do nowego salonu fryzjerskiego. Zapytałam sę na wstępie czy mogą mi coś doradzić. Pani od razu zaproponowała mi zabieg nazwany przez nią "stylizacją " jak się później okazało był to zwykły zabieg trwałej ondulacji... zaznacze tylko ze mam cienkie włosy, wtedy pofarbowane na ciemny kasztan. Fryzjer coś wpryskał we włosy, zawinął wałki i pod lampę. Ja pod lampę, a Pani w tym czasie zajmuje się 3 innymi osobami. Zabieg troche się przedłużał więc lekko przypomniałam o swoim istnieniu. Niestety było już za późno ... włosy spalone.. z kasztanowego koloru zrobił się marchewkowy. Włosy totalne siano. Przez pół roku (po skróceniu do maksymalnej długości jaką mogłam mieć ,przez kilka farbowań, które nie chciały sie przyjąć) dochodzilam do normalnego wyglądu. Obecnie zanim zdecyduje się na zmianę, czytam opinie o salonach oraz o samych zabiegach, każdą zmianę musze dobrze przemyśleć.

    Katarzyna.wolska89@gmail.com

    ReplyDelete
  98. Część 1.

    Każda kobieta ma w swoim życiu moment, w którym zauważa, że „to coś” co ma na głowie jest niezwykle ważną częścią jej samej, która sprawia, że jest oryginalna, odzwierciedla jej charakter i nawet dodaje pewności siebie. Niestety nie ma łatwo, o te włosy trzeba niezwykle dokładnie dbać, one mają swoje potrzeby i cichutko przekazują nam informacje, czego im potrzeba. Sekret tkwi w tym, że należy dobrze poznać język naszych włosów (chyba każde włosy mają swój własny).
    Ja zaczęłam słuchać moich włosów 5 lat temu, a właściwie starałam się je zrozumieć. Wtedy zaczęła się przygoda ze sprzętem o podłużnym kształcie, który tak bardzo się nagrzewa, że potrafi ujarzmić nawet zwariowane kosmyki (tak, mówię o prostownicy). Przez pewien czas ta prostownica pomagała mi w utrzymaniu w miarę uporządkowanej fryzury.Byłam zadowolona z tego efektu, bo po prostu miło jest mieć gładkie i proste włosy (kiedy naturalne są czymś pomiędzy falowanymi a prostymi). Czar prysł w momencie napotkania…deszczu! Włosy mi powiedziały, że nie lubią wilgoci, a parasolka nie ma wspaniałej mocy i nie uratuje mnie przed zniszczeniem fryzury. One się zbuntowały! Ja oczywiście zrozpaczona tym co się dzieje na mojej głowie, po powrocie do domu, spojrzałam w lustro i się przeraziłam. Włosy jakby cieńsze, końcówki rozdwojone, a na dodatek układać się nie chcą, no katastrofa! Ale co kobieta robi w takiej sytuacji? Oczywiście, umawia się do fryzjera na najbliższy możliwy termin. Kilka dni później włosy wyglądały już zdrowiej, były parę ładnych centymetrów krótsze i czułam, że mi za to dziękują. Prostownica też poszła w niepamięć. Jednak, żeby nie było zbyt kolorowo, narodził się kolejny problem. Co zrobić żeby włosy się układały bez męczenia ich wysokimi temperaturami? No jasne, trzeba przetestować wszystkie maski, odżywki i szampony, które tylko wpadną w ręce (wtedy stałam się włosomaniaczką). Więc, jak można się domyślić, zaczęłam odwiedzać wszelkie napotkane drogerie częściej niż zwykle. Ilość przetestowanych produktów ciągle rosła, a szafki w łazience przestały się zamykać. Trwało to dość długo, ale w końcu znalazłam kosmetyki, które zaprzyjaźniły się z moimi włosami (tak, w międzyczasie zrobiłam przemeblowanie łazienki). Efekty używania odpowiednich produktów były widoczne gołym okiem po kilku tygodniach. Włosy wyglądały zdrowo jak nigdy dotąd. Nawet kilka osób zwróciło uwagę na tę przemianę, co dodatkowo było motywacją do starannej pielęgnacji.

    ReplyDelete
  99. Część 2.

    Mogłoby się wydawać, że tu jest miejsce na happy end mojej włosowej historii, ale nie byłabym sobą gdybym nie wpadła na kolejny pomysł! Stwierdziłam, że mój naturalny kolor jest mało ożywiony (typowy mysi blond) i trzeba coś z tym zrobić. Pierwsza myśl – farbowanie! A za tą myślą milion innych, bo przecież odrosty stanowią problem, trudno jest powrócić do naturalnego koloru (kobieta zmienną jest – to trzeba wziąć pod uwagę), a co ważniejsze kondycja włosów mogłaby na tym ucierpieć (a ja nie chciałam im zadawać takiego bólu!). Pozostało mi sięgnięcie po proste, domowe sposoby. Rumianek, cytryna, systematyczność, odrobina cierpliwości i garstka letnich promieni słonecznych – te proste składniki stały się moim przepisem idealnym na złociste refleksy. Niby zmiana niewielka, a za razem jak wiele wnosząca! Niestety nie może być zbyt pięknie! Znika słońce i automatycznie włosy zaczynają tracić swój piękny kolor, blakną! Czy to znak, że powinnam zamieszkać w innej strefie klimatycznej, gdzie podczas każdej pory roku można brać gorące kąpiele słoneczne? Brzmi to zachęcająco, ale nie ma jednak takiej potrzeby, bo po przeszukaniu skrytych zakątków internetu i drogerii nadszedł ratunek – znalazłam kosmetyki, które dodatkowo pomagają mi w rozjaśnieniu i utrzymaniu odpowiadającego mi koloru włosów (nie tylko na chwilę)! Teraz mogę się cieszyć żywym kolorem włosów i ich dobrą kondycją jednocześnie.
    Doczekałam się momentu, w którym poczułam, że całkiem nieźle nauczyłam się języka moich włosów. Wiem czego potrzebują i staram się im to dawać, ale też nie przestaję testować nowości, bo włosom czasami potrzebne są zmiany. Próbuję też nie zapominać o regularnych wizytach u fryzjera (chociaż systematyczność nie jest moją najmocniejszą stroną, szczególnie kiedy jestem zasypana masą pracy i żyję w ciągłym biegu). Mogę śmiało stwierdzić, że to co naturalne jest najpiękniejsze, a cierpliwość jest połową drogi do sukcesu (jakby głębiej się zastanowić, sprawdza się to nie tylko w przypadku włosów). Na chwilę obecną historia moich włosów wygląda właśnie tak, ale z pewnością za jakiś czas przyjdzie mi do głowy coś nowego (co być może będzie początkiem kolejnej rewolucji na mojej głowie), bo po prostu jestem człowiekiem, który nie lubi siedzieć w miejscu i uwielbia eksperymenty. :)

    asina97@gmail.com

    ReplyDelete
  100. Moja włosowa historia jest mało skomplikowana, ale mysle ze ciekawa. Do konca gimnazjum bylam JEDYNA dziewczyna w klasie, ktora nie miala farbowanych włosów. Nadeszły wakacje, zmiana szkoły, znajomych, środowiska - potrzebne były tez zmiany na mojej głowie. Postawiłam na dosc szalony i odważny kolor - CZERWONY 🔥. Moim naturalnym kolorem włosów był ciemny blond, wiec była to dosc drastyczna zmiana. I ta zmiana trwa do dzis, czyli równe 7 lat. Przez ten czas zmieniłam swoja fryzurę diametralnie - z włosów obciętych "na chłopaka" do obecnych, sięgających ponad połowy pleców. Jednak pozostalam wierna kolorowi. Na mojej głowie przewijały sie przeróżne odcienie czerwieni, pomarańczy i różu. Od tych dosc ciemnych do tych bardzo intensywnych i jasnych. By uzyskać moj wymarzony "arielkowy" kolor musiałam rozjaśnić wlosy, co wiązało sie z dosc dużymi zniszczeniami :( jednak odpowiednia pielęgnacja i suplementacja i moje wlosy znów zaczęły rosnąć silne i zdrowe. A do tego mialam piekny kolor! 💥

    Czesto zdarza mi sie usłyszeć pytanie od obcych ludzi na ulicy o to, czym farbuje wlosy. Moj kolor komplementują zarówno kobiety, jak i faceci, młodsi i starsi. I nie powiem, jest to fajne :) poza tym bardzo duzo osob powtarza mi, że nie znają drugiej takiej osoby, do ktorej czerwień pasowałaby tak idealnie. I nie wyobrażają mnie sobie w innym kolorze. Ja sama tez nawet nie mysle o tym, by przefarbować sie na bardziej "normalny" kolor ;) chce byc redheadem juz zawsze, Haha :)
    Mimo wszystko mysle, ze żadne słowa nie opiszą tego, co działo sie na mojej głowie przez te kilka lat.

    Najlepiej zobrazują to zdjecia, wiec zapraszam do wejścia w poniższy link (spokojnie, to żadne wirusy, jedynie kolaż zdjec moich włosów haha). ENJOY! :) ❤️

    http://zapisz.net/images/451_img_2882.jpg

    Pozdrawiam, Ola :)
    o.bednarskaa@gmail.com

    ReplyDelete
  101. Moja włosowa historia jest mało skomplikowana, ale mysle ze ciekawa. Do konca gimnazjum bylam JEDYNA dziewczyna w klasie, ktora nie miala farbowanych włosów. Nadeszły wakacje, zmiana szkoły, znajomych, środowiska - potrzebne były tez zmiany na mojej głowie. Postawiłam na dosc szalony i odważny kolor - CZERWONY 🔥. Moim naturalnym kolorem włosów był ciemny blond, wiec była to dosc drastyczna zmiana. I ta zmiana trwa do dzis, czyli równe 7 lat. Przez ten czas zmieniłam swoja fryzurę diametralnie - z włosów obciętych "na chłopaka" do obecnych, sięgających ponad połowy pleców. Jednak pozostalam wierna kolorowi. Na mojej głowie przewijały sie przeróżne odcienie czerwieni, pomarańczy i różu. Od tych dosc ciemnych do tych bardzo intensywnych i jasnych. By uzyskać moj wymarzony "arielkowy" kolor musiałam rozjaśnić wlosy, co wiązało sie z dosc dużymi zniszczeniami :( jednak odpowiednia pielęgnacja i suplementacja i moje wlosy znów zaczęły rosnąć silne i zdrowe. A do tego mialam piekny kolor! 💥

    Czesto zdarza mi sie usłyszeć pytanie od obcych ludzi na ulicy o to, czym farbuje wlosy. Moj kolor komplementują zarówno kobiety, jak i faceci, młodsi i starsi. I nie powiem, jest to fajne :) poza tym bardzo duzo osob powtarza mi, że nie znają drugiej takiej osoby, do ktorej czerwień pasowałaby tak idealnie. I nie wyobrażają mnie sobie w innym kolorze. Ja sama tez nawet nie mysle o tym, by przefarbować sie na bardziej "normalny" kolor ;) chce byc redheadem juz zawsze, Haha :)
    Mimo wszystko mysle, ze żadne słowa nie opiszą tego, co działo sie na mojej głowie przez te kilka lat.

    Najlepiej zobrazują to zdjecia, wiec zapraszam do wejścia w poniższy link (spokojnie, to żadne wirusy, jedynie kolaż zdjec moich włosów haha). ENJOY! :) ❤️

    http://zapisz.net/images/451_img_2882.jpg

    Pozdrawiam, Ola :)
    o.bednarskaa@gmail.com

    ReplyDelete
  102. Moje włosy są cienkie a do tego jest ich bardzo mało. Pamiętam, jak byłam około 5/6 letnią dziewczynką z dwoma kucykami, mama powiedziała mi, ze jeśli będę grzecznie jeść (byłam niejadkiem) to kucyki szybciej mi urosną :) w efekcie po każdej zjedzonej łyżeczce danonka biegłam do lustra sprawdzić czy już urosły �� niestety, wielkiej włosowej rewolucji wtedy nie było :) dopiero teraz, kilkanaście lat później, udało mi się zapuścić upragnioną długość, po wielu próbach nauczyłam się pielęgnować odpowiednio moje włosy i jestem z nich zadowolona :) będąc na pierwszym roku studiów obcięłam je trochę niżej brody, zaczęłam farbowac... już odrosły, po farbie nie ma śladu, i chociaż wtedy przez pierwsze 2 tygodnie czułam się super, to wiem ze taka fryzura nie nadaje się do moich włosów. Ale w najbliższych dniach robię sobie delikatną grzywke! Kolejna mała włosowa przygoda czeka :) pozdrawiam :)
    joannaklim777@gmail.com

    ReplyDelete
  103. Moja historia - podejrzewam - nie jest wybitnie wyjątkowa.
    Odkąd pamiętam mam bardzo gęste włosy. Mając 15 lat miałam
    najdłuższe włosy w życiu - do pasa i naprawdę NIE WIEM, jak tego
    dokonałam!

    Zacznę od tego, że mam bardzo niesforne włosy. Tak gęste i ciężkie, że
    zawsze na czubku głowy są od ciężkości "uklepane", podczas gdy na końcówkach dzieje się tzw. Trójkąt Bermudzki ;)
    Nie powiem, żeby było łatwo. Moje włosy do tego są falowane (w
    dzieciństwie miałam słodkie loczki).
    Obecnie mam 29 lat.
    W szkole średniej i ogólnie do teraz przeżywam katusze, jeśli chodzi o wizytę u fryzjera. Nikt nie potrafił mi dobrze obciąć włosów. Podczas wizyt każdy fryzjer łapał się za głowę mówiąc: "ile pani ma włosów!" - każdy był przerażony wyzwaniem, jakim są moje włosy. Kilka lat temu znalazłam fryzjerkę, która potrafi w miarę ujarzmić moje fale - wycina je w odpowiednim miejscu, aby było ich mniej.
    Pewnie mało jest kobiet, które mają problem z za dużą ilością włosów - większość pragnie mieć mój "problem".
    Jednak już nawet wycinanie nie przynosi pożądanego efektu - ilość włosów jest nadal dla mnie nie do poskromienia - postanowiłam więc (mimo, iż średnio mi się to podoba) zacząć golić włosy na karku. I tak robię co 2, 3 miesiące, ale po 2 tygodniach czuję się już "zapuszczona"…
    Obecnie jestem na etapie "za chwilę chyba wszystko zetnę, byle mieć tego mniej na głowie" (w rzeczywistości i w przenośni).
    Włosy rzadko suszę suszarką, nie prostuję (dawno temu robiłam to nałogowo - wstawałam o 6.00 rano i myłam włosy, prostowałam suszarką na szczotce, bo nie miałam wtedy prostownicy), ale już jakiś czas temu poddałam się swojemu naturalnemu skrętowi włosów i nawet się z nim pogodziłam.
    Czasami zdarza mi się je podkręcić na lokówce (ale dosłownie "od święta"), czy wyprostować (dorobiłam się profesjonalnej prostownicy).

    A teraz co nieco o koloryzacji…
    Zaczęłam mając jakieś 16 lat i od tej pory nieprzerwanie farbuję. Na przemian - rozjaśniam, przyciemniam, rudzieję, po czym znowu wracam do blondów… kocham rudości i ponoć mi pasują, ale każda farba - począwszy od tańszych, do droższych - wypłukuje mi się po 3 myciach…
    Fryzjerzy? Niektórzy widząc ilość moich włosów nie chcieli mi ich nawet farbować (chciałam refleksy), ze względu na ogrom pracy…
    Ostatnio zrobiłam sobie "przerwę" - tzn. rozjaśniłam włosy zostawiając swój naturalny kilkucentymetrowy odrost i tak miałam kilka miesięcy i wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że każdy blond mi żółcieje, więc i rozjaśniane włosy musiałam tonować lub farbować, mimo używana fioletu do włosów, płukanek, masek i mieszanek sklepowych i własnej produkcji.
    Po prawie rocznym etapie naturalnego ombre i rozjaśnionego siana chciałam zostać rudzielcem… Naczytałam się więc o pigmentowaniu włosów… jedna farba, druga farba… brąz, kasztan, drugi kasztan, i piękne i wyraziste Mango… Efekt? Po farbowaniu - piękny kolor, w którym dobrze się czułam. Kilka myć, niecały miesiąc i…
    Aktualnie dałam za wygraną i mam spłukany blondo-rudy -
    na odrostach trzyma się miedź. Na całej reszcie jedyne co się trzyma, to deszcz, gdy pada.

    Czy pielęgnuję swoje włosy?
    Owszem! Szukam cały czas odpowiednich produktów. Zużyłam dziesiątki szamponów, odżywek i masek, olejów… i naprawdę nie jest łatwo znaleźć mi produkt, który nie plącze włosów już w trakcie ich mycia.
    Metodą prób i błędów doszłam do etapu, gdzie jest w miarę ok - nie jest jeszcze idealnie.
    Staram się korzystać z podpowiedzi innych kobiet dotyczących pielęgnacji - dużo czytam (prasa, blogi włosomaniaczek), oglądam sporo filmów o właściwej pielęgnacji, ale wciąż szukam nowych produktów, które sprawią, że moje włosy będą jeszcze lepsze :)


    paradoksy@icloud.com

    ReplyDelete
  104. Anonymous20/8/17 12:36

    Od dziecka słyszę, że mam piękny, nietypowy odcień - są rude nie w oczywistym tego słowa znaczeniu, trochę ciemniejsze, miejscami wpadające w średni brąz choć w lato zdecydowanie jaśnieją. Gdy chodziłam do fryzjera będąc jeszcze w podstawówce, fryzjerki pytały mojej mamy, czy to nie za wcześnie na farbowanie, z niedowierzaniem reagowały na wiadomość, że ten kolor jest naturalny. Ja jednak nie byłam z niego zadowolona, delikatnie mówiąc. Będąc w pierwszej klasie gimnazjum marzyłam o tym, żeby mieć niczym niewyróżniający się kolor włosów. Szczerze mówiąc, było mi obojętne jaki miałby to być. Choć dzisiaj uważam to za mega absurdalne i totalnie niezrozumiałe, kiedyś tak właśnie było. Zaczęłam więc farbować włosy. Szczególnie jeden taki proces utkwił mi w pamięci z uwagi na szokujące dla mnie rezultaty. Pewnego dnia zamarzyły mi się ciemno kasztanowe włosy z rudymi refleksami. Zrobiłam na ten temat małe rozeznanie przeglądając rozmaite fora internetowe i uznałam, że chyba najlepszą opcją będzie lekkie przyciemnienie włosów i poczekanie aż kolor trochę "wyblaknie" i owe rude refleksy stworzą się same, skoro to mój naturalny kolor. No cóż...stało się trochę inaczej. Nałożyłam na włosy brązową farbę, nie pamiętam już jakiej firmy. Chyba po prostu chcę to wyrzucić z pamięci, bo to, co zobaczyłam po spłukaniu włosów i zdjęciu ręcznika przerosło moje oczekiwania. Nie da się zaprzeczyć, przyciemniłam włosy...na czarno. Nie muszę mówić jak bardzo byłam zaskoczona, że taki efekt można osiągnąć odcieniem nazywającym się "średni brąz". Chyba się boję myśleć w takim razie co dzieje się po farbowaniu na bordowo. Nie bez znaczenia jest fakt, że mam bardzo jasną karnację co w połączeniu z czarnym daje fatalny efekt. Nie istniał nawet cień szansy na to, bym mogła tak wyjść z domu. Poprosiłam moją mamę o pomoc i właściwie sama nie wiedziałam, czego oczekiwałam. Poszłyśmy do sklepu (znajdował się w bezpiecznej odległości od domu) i kupiłyśmy farbę o odcieniu "kasztanowy brąz" żeby chociaż trochę zbliżyć się do naturalnego odcienia. Pomijam fakt, że w jednym dniu moje włosy przeszły farbowanie dwa razy. Nie bez znaczenia jest też fakt, że odkąd pamiętam prostuje je codziennie. Nie dlatego, że lubię i też nie dlatego, bo chcę. Po prostu nie da się nad nimi zapanować bez użycia tego magicznego urządzenia. Chwała temu, kto wymyślił prostownicę. Chociaż były w fatalnej kondycji przez długi czas, teraz jest z nimi zdecydowanie lepiej. Ostatnią ingerencją w ich kolor było zafarbowanie na dokładnie ten sam odcień przed studniówką, żeby odświeżyć kolor. Ponadto, średnio ufam fryzjerom. Chociaż wierzę, że rzeczywiście chcą pomóc swojemu klientowi to jednak na mojej drodze spotkałam takich, którzy z radością dodawali "coś od siebie". Czy to "coś" wyglądało korzystnie? No właśnie...nie zawsze. Pamiętam, gdy poszłam z mamą do fryzjera jeszcze będąc w gimnazjum. Zamarzyła mi się grzywka, długa, opadająca na czoło. Pani stwierdziła, że zdecydowanie nie pasuje to do mnie i zaproponowała "lepsze rozwiązanie". Wiecie jak to jest, przestałam myśleć skoro "specjalista" mi tak radzi to co ja sama mogę wiedzieć? No i stało się, miałam asymetryczną grzywkę, która była tak krótka, że nie dało się jej nawet jakoś normalnie podpiąć. Gdy pani spytała mnie, czy mi się podoba, oczywiście chcąc stamtąd wyjść jak najszybciej powiedziałam "tak". Po powrocie do domu oznajmiłam mamie, że dopóki nie odrośnie, nie opuszczę łazienki. Trochę bym sobie poczekała.

    Aktualnie moje włosy żyją i mają się nieźle. Pewnie byłoby z nimi o wiele lepiej gdybym nie katowała ich codziennie prostownicą o temperaturze 200 stopni, ale na to już nic nie poradzę. Myślałam kiedyś o prostowaniu keratynowym, jednak trochę mnie przeraża cena tego zabiegu. Studiuję, pracuję co prawda też, ale średnio widzi mi się wydanie 1/2 wypłaty na włosy. Jak już będę bogata...wtedy to zrobię :D
    mkos@interia.com

    ReplyDelete
  105. Anonymous20/8/17 12:53

    Lubie metamorfozy. Najlepiej te dokładnie przemyślane i zaplanowane. Życie jednak bywa przewrotne i szybko weryfikuje nasze plany. Dlatego zarówno te najlepsze jak i najgorsze metamorfozy byly dziełem przypadku. Ta najlepsza to zafarbowanie włosów na miedziany, który wraz ze słońcem oraz słona woda postanowił zrobić psikusa I dokonać dodatkowej zmiany na blond. Dla autorki słów "nie zafarbuje włosów na blond nawet za milion dolarow" było to niemałym zaskoczeniem. Do dziś jestem blondynką :). Była również metamorfoza mniej udana z plamami na głowie w roli głównej...ale to już zupełnie inna historia :)
    Pozdrawiam,
    Ola
    aleksandra.rola@gmail.com

    ReplyDelete
  106. W drugiej klasie gimnazjum obserwując koleżanki, które ciągle eksperymentowały z włosami, potrzebowałam jakiejś zmiany w swoim wyglądzie. Obcięłam grzywkę na prosto i wtedy była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Zmieniło się moje samopoczucie, lubiłam swoją nową fryzurę. Jedynym moim problemem były puszące się włosy, które codziennie musiałam prostować. Męczyło mnie to, a moje włosy były coraz bardziej osłabione i suche. Nawet regularne podcinanie końcówek nie poprawiało stanu moich włosów. W pewnym momencie miałam też dość posiadania grzywki. Jednak nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie bez niej, nie lubiłam swojego czoła, wydawało mi się bardzo wysokie. I tak przez 11 lat byłam niezadowolona ze swojego wyglądu, nie potrafiąc zaryzykować i dokonać zmiany. Bałam się... Po dokładnie 11 latach, dokładnie z dnia na dzień zdecydowałam, że nie podetnę już grzywki, która urosła i wchodzi mi w oczy. Zaczęłam odsuwać ją na boki, opadała, wchodziła w oczy i nie chciała się układać. Było ciężko mi się przyzwyczaić, chciałam zrezygnować ze swojego postanowienia. Ale wytrzymałam. Po pół roku było coraz lepiej, grzywka rosła i wyglądała całkiem dobrze. Zaczynałam przyzwyczajać się do swojego czoła i byłam zadowolona stanem skóry na nim. Kiedy miałam grzywkę, szczególnie latem przy wysokich temperaturach, pogarszał mi sję stan wkóry na czole, miałam wypryski z którymi nie dawałam sobie rady. Był to kolejny powód przez który nie chciałam zrezygnować z grzywki, czułam się bardzo niekomfortowo.
    Dziś mija dokładnie 1,5 roku kiedy nie mam grzywki. Nie jestem w stanie opisać jak wspaniale się czuję. Ta zmiana spowodowała, że poczułam dkę kobietą, nie wstydzę się swojego wyglądu, nie przejmuję się grzywką która pod wpływem wilgoci będzie się puszyć i kręcić. Przestałam prostować włosy, mam naturalne, lekko się układają i przede wszystkim są zdrowe. Zrozumiałam, że czuć się dobrze z samym sobą i polubić siebie to coś najważniejszego. Odzyskałam pewność siebie, odeszły niepotrzebne problemy, a ja czuję się doskonale! Od tamtej pory nie boję się eksperymentować i wierzę, że nawet niewielkie zmiany potrafią wiele zdziałać w naszym życiu :)

    Pozdrawiam, Marta

    mwozniak.photo@gmail.com

    ReplyDelete
  107. Lubie metamorfozy. Najlepiej te dokładnie przemyślane i zaplanowane. Życie jednak bywa przewrotne i szybko weryfikuje nasze plany. Dlatego zarówno te najlepsze jak i najgorsze metamorfozy byly dziełem przypadku. Ta najlepsza to zafarbowanie włosów na miedziany, który wraz ze słońcem oraz słona woda postanowił zrobić psikusa I dokonać dodatkowej zmiany na blond. Dla autorki słów "nie zafarbuje włosów na blond nawet za milion dolarow" było to niemałym zaskoczeniem. Do dziś jestem blondynką :). Była również metamorfoza mniej udana z plamami na głowie w roli głównej...ale to już zupełnie inna historia :)
    Pozdrawiam,
    Ola
    aleksandra.rola@gmail.com

    ReplyDelete
  108. Pamiętam, że z farbowaniem włosów eksperymentowałam już od najmłodszych lat. Będąc w podstawówce uwielbiałam przeglądać w internecie zdjęcia dziewczyn z różowymi lub czerwonymi włosami. Niesamowicie podobał mi się taki trochę szalony, wesoły look połączony z oryginalnym outfitem.

    Będąc niesamowicie zainspirowana w wakacje sięgnęłam po szamponetkę. Po użyciu specyfiku i wysuszeniu włosów mój kolor był intensywnie malinowy. Byłam zachwycona! Od tej pory przez kilka lat chodziłam z rudą głową, czasami zmieniając odcień to na jaśniejszy ze słonecznymi refleksami, to na trochę bardziej przygaszony wiśniowy kolor.

    Przyznam szczerze, że po paru latach włosy straciły swoją gęstość, stały się słabsze, bardziej łamliwe, kruche... więc pomimo ciekawego koloru nie wyglądały zbyt atrakcyjnie. Postanowiłam więc wrócić do naturalnego koloru i zadbać o swoje włosy jak najlepiej.

    Poszłam do fryzjera i przeszłam metamorfozę z koloru rudego do koloru bardziej zbliżonego do moich naturalnych włosów czyli słonecznego blondu. Od tej pory zapuszczam swoje włosy, regularnie je podcinam i dbam o ich pielęgnację. Myślę, że nie ma nic lepszego niż zdrowe piękne włosy i chyba właśnie do tego dorosłam, zostawiając na boku szaloną koloryzację i doceniając to co dostałam od natury w prezencie. :)

    igadrewniakraff@gmail.com

    ReplyDelete
  109. Jeśli chodzi o historię moich włosów to jest tylko jedna, którą na prawdę chciała bym się podzielić. W lutym tego roku moje włosy osiągnęły rekordową długość. Sięgały już za połowę pleców. To był dobry moment na dużą zmianę, do której zainspirowała mnie moja znajoma ze studiów, która we współpracy z fundacją Rak&Roll nagrała wideo promujące akcję, gdzie kobiety mogą oddawać swoje długie włosy na peruki dla kobiet w trakcie hemioterapii, by one mogły walczyć o swoją kobiecość w chorobie i o to, aby chorować godnie, leczyć się świadomiej. Swoje włosy obcięłam w jednym z salonów w moim rodzinnym mieście, który współpracuje z fundacją. Oznacza to, że obcinają je za darmo, tworząc przy tym nową piękną fryzurę i sami również wysyłają je do Warszawskiej perukarni. Peruki są przekazywane za darmo kobietom, które walczą z rakiem. Dzięki temu mogą wyglądać znacznie lepiej i mają więcej siły w drodze do zdrowia.
    Nowa fryzura bardzo mi się podoba! Moje cienkie włosy nigdy nie wyglądały lepiej i ja też nigdy nie czułam sie lepiej po wyjściu od fryzjera :)
    basiaraczka1994@gmail.com

    ReplyDelete
  110. Zanim zacznę, chyba muszę przeprosić moje włosy za to co im robiłam.
    Odkąd się urodziłam, miałam bardzo rzadkie, cienkie, jasne włoski - co rusz słyszę historię o tym, jak babcia kładła mi maski z jajek na głowie i tylko jej mogę zawdzięczać że cokolwiek tam mam. Dziękuję babciu, chociaż stan mojej czupryny pozostawia wiele do życzenia, nie mogę sobie wyobrazić co by to było bez tych jajek.
    Nigdy jednak nie brałam sobie do serca tej historii i ciągle testowałam jak daleko mogę się posunąć z moją fryzurą. Pisanie tego to taki śmiech przez łzy, bo mimo iż dałam im prawdziwą szkołę życia, to każda z tych szalonych fryzur z przeszłości przypomina mi jakiś specjalny okres i zmieniała się drastycznie razem z moimi przejściowymi szaleństwami.
    Zaczęło się niewinnie, już kiedy wybierałam się do gimnazjum. Odkryłam ten "cudowny" wynalazek jakim jest szampnetka - wow, mogłam mieć czerwone włosy i to bez większego ryzyka! Ten kolor zdecydowanie nie pasował do mojej karnacji, ale dumna nosiłam go do swoich rockowych koszulek i bransoletki z ćwiekami.
    W połowie gimnazjum wpadłam w fascynację kulturą japońską i nurtem visual kei, który jest inspirowany japońskim teatrem, można widzieć go na ulicach modnej dzielnicy Harajuku i u muzyków z nurtu japońskiego rocka. To dopiero była szalona inspiracja - chciałam wyglądać jak przebrani mężczyźni po godzinach stylizacji fryzury i chciałam włosy tak gęste jak azjatyckie. To były też moje początki kreowania własnego stylu, mimo iż był on bardzo specyficzny. Poszłam więc ze zdjęciem do osiedlowej fryzjerki i dostałam... dwukolorowy garnek na głowie. Jedna warstwa była blond, inna jasny brąz - króciutkie włosy miały się unosić w górę jak postaciom z anime ale jednak grawitacja uparcie trzymała je w dole. Na szczęscie za pomocą najmocniejszego lakieru do włosów, którego zapach pamiętam do dziś, mogłam je postawić do czegoś na kształt... irokeza. Było mi tego jednak mało, więc samodzielnie chlapnęłam sobie kilka czerwonych pasków na dodatek. Do dziś, gdy pokazuję znajomym zdjęcia, nie mogą uwierzyć, że to ja. Samej tez mi ciężko ;)
    W ciągu kolejnych lat powoli "normalniałam". Najpierw były krótkie brązowe włosy z czarnym spodem, obowiązkowa grzywka na bok a nawet wycięcie nad uszami, żeby było widać kolczyki. Później zadowoliłam się zwykłym brązem. Kiedy włosy zaczęły odrastać zaszalałam jeszcze z rudym - raz miedzianym, a raz marchewkowym, inspirowanym wokalistką Paramore. Tym razem nawet ja pogodziłam się z faktem, że to nie są moje odcienie. Na szczęście farby szybko się spierały z moich delikatnych włosów, więc skończyłam z jakimś mixem ciepłego blondu. Pomijając kolejne próby farbowania na blond bez rozjaśniacza, odrosty innego koloru niż reszta, których naprawdę już nie jestem w stanie zliczyć - w końcu znalazłam kolor dla siebie. Od liceum sumiennie trzymałam się ciemnego brązu i ścięcia na bob. Można powiedzieć, że wreszcie wyszłam na ludzi i myślałam, że tego już będę się trzymać.
    Nie mogłam jednak powstrzymać się od następnej zmiany i zapewne pod wpływem moich 3 przyjaciółek blondynek, grupy, w której tylko ja byłam "czarną owcą", postanowiłam włosy rozjaśnić. Najpierw refleksami, potem własnoręcznie - po takiej akcji musiałam je oczywiście znów ściąć, aż wreszcie znalazłam po raz pierwszy w życiu zaufany salon fryzjerski.
    Taki salon to skarb, wybili mi wszystkie głupotki z głowy i od paru lat jestem blondynką z włosami do ramion. Udało mi się nawet uzyskać wreszcie całkiem chłodny odcień. W takiej fryzurze czuję się świetnie i wyglądam dobrze. Moja wiedza o pielęgnacji znacząco wzrosła i wciąż testuję kosmetyki, które mogłyby poprawić kondycję moich włosów. Niestety rozjaśnianie to wciąż ingerencja, a po każdej wizycie lecą mi z głowy, chyba za karę za te wszystkie lata eksperymentów. Dlatego wiedziona moim odwiecznym pociągiem do zmian już rozważam kolejną, tym razem chyba najbardziej dojrzałą - powrót do naturalności. To będzie długa walka wymagająca tony cierpliwości, ale moje włosy mi podziękują. Życzcie mi powodzenia!

    a.a.iwaniak@gmail.com

    ReplyDelete
  111. Były kasztanowe, ciemno brązowe, blond, a nawet w kolorze mahoniu (o tym incydencie wolę jednak nie pamiętać ;P), jednak to nie kolor, a ich długość zawsze miała dla mnie ogromne znaczenie. Przestałam być dzieckiem, w momencie w którym po raz pierwszy udało mi się przeciwstawić mamie i nie wylądować na stołku u fryzjera na standardowe "podcięcie końcówek w celu zachowania zdrowego włosa". Końcówek wynoszących za każdym razem około 15 centymetrów. Zaczęłam być ciekawą świata dziewczyną, kiedy zupełnie świadomie wybrałam się do fryzjera z moimi długimi do pasa włosami i ścięłam 30 cm włosów, by zaszaleć i podkreślić swój nowy image. Poczułam się pewną siebie kobietą, gdy ponownie zapuściłam włosy i zrezygnowałam z ich koloryzacji akceptując siwe kosmyki coraz liczniej pojawiające się na mojej głowie. Będę piękną panną młodą, z luźno zaplecionym długim warkoczem i delikatnym wiankiem z kwiatów polnych na głowie. A na stare lata chcę być tą babcią, która ma lśniące, długie i mocne siwe włosy, na których moje wnuczki będą się uczyć plecenia warkoczy i upinania koków.

    a.d.dziegiel@gmail.com

    ReplyDelete
  112. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  113. Moja historia z włosami prezentuje się następująco.Jako mała dziewczynka pewnie nie jedna zawsze chciałam mieć długie gęste włosy niczym roszpunka.Niestety moje włosy nie były tak gęste jak mi się wymarzyło.Od maleńkości moje włosy były czesane w przeróżne fryzury,ale żeby nie było tak idealnie w przedszkolu uznałam,że zetnę sobie grzywkę i tak też się stało.Następnie kiedy miałam komunie długość moich włosów wynosiła do pasa.Nie minął tydzień od czasu komunii,a wygląd moich włosów zmienił się diametralnie,wtedy sięgały już one delikatnie za uszy i bardzo mocno zgęstniały.Po upływie paru lat kiedy już trochę podrosły poszłam z rodzicami do fryzjera i ścięłam je do ramion tym razem z grzywką na bok.Nie ukrywam,że wyglądało to źle. Kiedy długość mojej grzywki wynosiła nieco za ramiona obcięłam włosy równo dzięki czemu raz na zawsze pożegnałam się z okropną grzywką.Moje włosy na przestrzeni kilku lat przeszły metamorfozy polegające na ścięciu ich do ramion.Aktualnie je zapuszczam.Ostatnio przez myśl przeszedł mi pomysł aby ściąć grzywkę na prosto ale tylko na pomyśle się skończyło. pisze drugi raz bo chyba poprzedni komentarz się nie dodał mój e-mail to sarusia2b@gmail.com

    ReplyDelete
  114. A ja zupełnie nienadzwyczajnie, bo nie jestem zwolenniczką diametralnych zmian... u mnie przygoda zaczęła się kiedy miałam 3 latka. Bo dopiero wtedy zaczęło coś tam się dziać. "Coś tam", bo 2 miesięczna wtedy siostra była już w przeciwieństwie do mnie posiadaczką bujnej fryzury :) a włosy jak rosły... tak były. Nienagannie proste, ani cienkie ani grube, ciepłokasztanowe. Wizyta u fryzjera raz na pół roku w sprawie kontrolnego podcięcia końcówek. Generalnie DZIAŁO SIĘ na tej głowie :D
    Do maja tego roku. Na weekendzie majowym umówiłam się na wspomniane regularne podcinanie końcówek. Siadłam na salonowy fotel, zamykam oczy (zawsze mam tak w zwyczaju robić) i otwieram, bo nic się wokół mnie nie dzieje. Patrzę... moja nowa fryzjerka mocno mi się przygląda. I powtarzam jej, że u mnie to rutynowe 3-4 cm od końcówek. Ona zabiera się za nożyczki, ja oczy zamykam i czekam na znak, że fryzura gotowa. Voilá! Otwieram oczy, patrzę... i nie poznaję! Mrużę. Ja we własnej osobie... ale zupełnie inna!
    Zobaczyłam siebie z piękną francuską grzywką.
    Tylko wewnętrzne zdziwienie było większe niż moje oczy wtedy. Bo grzywka dalej jest. Nawet sama zaczęłam podcinać... teraz w ogóle sobie nie wyobrażam jak mogło jej nie być... :) czasem my sami nie wiemy, jak bardzo potrzebujemy zmian... jak one (dobre czy złe) SĄ nam POTRZEBNE.
    Moja grzywka... bez mojej wiedzy podjęte ryzyko. (Dobry fryzjer jednak wie, kiedy może ryzykować :) Gdyby była fatalna, płakałabym! (z czasem przecież odrośnie, ale w niektórych momentach takie naturalne rzeczy do głowy nie przychodzą). A tak zyskałam nową siebie, NOWE DOBRE JA :)

    vickyzameryki@icloud.com

    ReplyDelete
  115. Anonymous20/8/17 21:12

    Zrozumienie, że najprostsza fryzura, przeciętna długość i do tego naturalny kolor (olaboga) dadzą razem najlepszy efekt, zajęło mi ładnych parę lat, a szło raczej jak po grudzie.
    W dużym skrócie podsumuje, jakie pomysły na siebie miałam, a zebyscie zrozumialy tragizm sytuacji, zapewniam Was, że każdą niewiadomą musiałam sprawdzić!

    1. Skośne grzywki to na pewno fajna sprawa
    2. Wycieniowane na znak ostrzegawczy włosy musza wygladac twarzowo, skoro tak napisali w gazecie o modzie
    3. Niebieskie włosy muszą być super. Wchodzę w to
    4. Fajnie byłoby mieć jednego dreda gdy reszta jest długa...
    5. A niech mnie każdy ścina jak chce, przecież fryzjerzy lepiej wiedzą, czym będę się czuć dobrze! (Ten okres niestety trwał 2lata, następnie...)
    6. Zapuszczam i juz nigdy przenigdy nie dam się dotknąć nożyczkom!!!
    7. Jak utlenianie końcówki, to z CAŁĄ pewnoscia będę wyglądać jak gwiazda Hollywood
    8. Hej, może ogóle na łyso pol głowy, skoro mam nudne włosy do pasa?!
    9. Nie, skad, nie zaluje wszystkiego co sobie zrobiłam na głowie. Odrastanie i odstawanie jednej połowy jest cool
    10. Czas na włosy przed uszy.
    11. Eksperymenty z zielenią, która wyszła czarna.
    12. Boże dopomóz, moja głowa chce sie ustatkować.

    W ten oto sposób doszłam do momentu, w którym jestem, i w którym, już bez większych zwrotów akcji, chcę spokojnie dożyć starości z prostymi, ładnymi, wyglądający na zdrowe, włosam. Dziękuję za uwagę!

    lenka_taka@wp.pl

    ReplyDelete
  116. Anonymous20/8/17 22:49

    Moje włosy do czasu lat gimnazjum nigdy nie były dłuższe niż przed ramiona - Mama twierdziła, że są tak cienkie, że tylko regularne ścinanie ich coś pomoże. Pamiętam, że w trzeciej klasie, tuż przed liceum, zaparagnełam wielkiej rewolucji - poszłam do fryzjera ze zdjęciem fryzury M. Kożuchowskiej i zażyczyłam sobie czupryne na głowie. Nikt nie wierzył, że się odważyłam. Kilka miesięcy później, w wakacje, kupiłam farbę i zafarbowalam włosy na rudo. Chwilkę płakałam, bo na moich blond włosach bardzo łatwo uzyskałam naprawdę rudy kolor. Potem mi się to bardzo spodobało i farbowałam odrosty co miesiąc przez dwa lata. Pewnego dnia wyjechałam do pracy na całe wakacje. Tam nie było czasu na myślenie o włosach. Kiedyś myślałam, że ruda czupryna zostanie już ze mną na zawsze. Minęło kilka lat, a ja nie wiem sama kiedy się to stało, moje włosy urosły gęste dużo za ramiona i mają naturalny kolor. Bardzy chciałabym je kiedyś oddać, dlatego nie robię nic. Czekam na ten dzień. I usmiecham się tylko na myśl o rudej czuprynie - bo tak na mnie wołali. kinga.peterszajn@gmail.com

    ReplyDelete
  117. Czytając wpis na blogu przypomniały mi się dwie historie z moimi włosami w roli głównej. To historie opowiadane na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich. Jedna dotyczy okresu szkoły podstawowej (3 klasa) kiedy to Mama musiała iść do szpitala, a mną i moim bratem zajmował się Tato. Miałam wtedy włosy do ud, więc nie potrafiłam ich sobie umyć sama. Pomagał mi Tato, tylko dziwnie jakoś szampon nie pienił się jak zwykle. Tato nałożył go więc więcej, mył i mył,ale piany dalej było brak. Trwało to dłuższą chwilę nim się zorientowaliśmy dlaczego. Jak na drugi dzień odwiedziliśmy Mamę to nie mogła się nadziwić jakie mam równe i błyszczące warkocze. A to wszystko dzięki oliwce "Jacek i Agatka", którą mój Tato pomylił z szamponem i którą ciężko było zmyć. To było moje pierwsze, przypadkowe olejowanie. Druga historia też ma w sobie coś przypadkowego. Pod wpływem impulsu, już w liceum, postanowiłam te moje piękne, długie włosy trochę ściąć. Poszłam do poleconego salonu i poprosiłam o skrócenie. Niestety przytaknęłam skinieniem głowy na propozycję cieniowania. Po pół godzinie miałam na głowie włosy o długości 5 cm i pasma do pasa. Wyglądałam tak okropnie, że na drugi dzień w szkole mój wielbiciel powiedział mi,że się we mnie odkochał. Nie tylko on nie mógł zrozumieć tego co zrobiłam, a raczej zrobiła fryzjerka. Żeby zniwelować efekt cieniowania obcięłam włosy do ramion. Do tej pory jak oglądam zdjęcia z tamtego okresu to wracają te wszystkie emocje. Na szczęście w późniejszym czasie trafiałam na lepszych fryzjerów i nawet w bardzo krótkich fryzurach czułam się dobrze i byłam komplementowana. Nigdy natomiast nie przyszło mi do głowy eksperymentować z kolorem włosów. Raz czy dwa miałam zrobione pasemka. To wszystko. Teraz mam włosy do łopatek w naturalnym blond kolorze i bardzo je lubię. Trochę już zaczynam siwieć i ciekawa jestem jaki będzie tego efekt. Joannastefania@interia.pl

    ReplyDelete
  118. Czytając wpis na blogu przypomniały mi się dwie historie z moimi włosami w roli głównej. To historie opowiadane na spotkaniach rodzinnych i towarzyskich. Jedna dotyczy okresu szkoły podstawowej (3 klasa) kiedy to Mama musiała iść do szpitala, a mną i moim bratem zajmował się Tato. Miałam wtedy włosy do ud, więc nie potrafiłam ich sobie umyć sama. Pomagał mi Tato, tylko dziwnie jakoś szampon nie pienił się jak zwykle. Tato nałożył go więc więcej, mył i mył,ale piany dalej było brak. Trwało to dłuższą chwilę nim się zorientowaliśmy dlaczego. Jak na drugi dzień odwiedziliśmy Mamę to nie mogła się nadziwić jakie mam równe i błyszczące warkocze. A to wszystko dzięki oliwce "Jacek i Agatka", którą mój Tato pomylił z szamponem i którą ciężko było zmyć. To było moje pierwsze, przypadkowe olejowanie. Druga historia też ma w sobie coś przypadkowego. Pod wpływem impulsu, już w liceum, postanowiłam te moje piękne, długie włosy trochę ściąć. Poszłam do poleconego salonu i poprosiłam o skrócenie. Niestety przytaknęłam skinieniem głowy na propozycję cieniowania. Po pół godzinie miałam na głowie włosy o długości 5 cm i pasma do pasa. Wyglądałam tak okropnie, że na drugi dzień w szkole mój wielbiciel powiedział mi,że się we mnie odkochał. Nie tylko on nie mógł zrozumieć tego co zrobiłam, a raczej zrobiła fryzjerka. Żeby zniwelować efekt cieniowania obcięłam włosy do ramion. Do tej pory jak oglądam zdjęcia z tamtego okresu to wracają te wszystkie emocje. Na szczęście w późniejszym czasie trafiałam na lepszych fryzjerów i nawet w bardzo krótkich fryzurach czułam się dobrze i byłam komplementowana. Nigdy natomiast nie przyszło mi do głowy eksperymentować z kolorem włosów. Raz czy dwa miałam zrobione pasemka. To wszystko. Teraz mam włosy do łopatek w naturalnym blond kolorze i bardzo je lubię. Trochę już zaczynam siwieć i ciekawa jestem jaki będzie efekt.

    ReplyDelete

Blog Archive