#saletime
6.7.16
Czy i ja popadam w wyprzedażowe szaleństwo? Moje podejście do wyprzedaży zmieniało się na przestrzeni lat. Kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem, każdego lata nie mogłam doczekać się przecen, by zanurkować w stertach ubrań w sieciówkach. Zazwyczaj wychodziłam ze sklepu z torbą ciuchów, kupionych, co prawda, w okazyjnych cenach, ale większość z nich była kiepskiej jakości. Tak naprawdę te ubrania nie do końca mi się nawet podobały - kupowałam bo były tanie i "całkiem fajne". To "całkiem" to dla mnie coś na kształt "właściwie" - a jak twierdzi Katarzyna Grochola, "właściwie to znaczy prawie kłamstwo". Podsumowując, kupowałam ciuchy, które podobały mi się głównie dlatego, że miały metkę z nową, znacznie niższą ceną - bo przecież bluzka przeceniona z 200 zł na 50 to świetna okazja, nieważne, że jest wykonana w 100% z poliestru i że tak naprawdę, gdyby nie ta cena, to pewnie nawet nie zwróciłabym na nią uwagi.
Później zupełnie zrezygnowałam z wyprzedaży - był to okres, kiedy większość mojej szafy stanowiły ubrania z lumpeksów, a zaraz po nich były te, które otrzymywałam od marek odzieżowych w ramach współpracy. Czułam, że mam nadmiar ciuchów i temat wyprzedaży w ogóle mnie nie kręcił. Wtedy zaczęło się robić głośno o minimalistycznym podejściu do mody. Zainteresowałam się blogami o tematyce slow fashion, zaczęłam więc zwracać uwagę na składy ubrań, ich jakość i to, czy poszczególne modele pasują do mnie i mojego stylu. Zabrałam się wtedy za porządki w mojej szafie, systematycznie pozbywałam się ubrań, których nie noszę, niestety jestem typem sentymentalnego chomika, więc nie było to łatwe zadanie, nie obyło się bez małych uników - rzeczy, z którymi najtrudniej było mi się pożegnać, zamknęłam w workach próżniowych i schowałam w pudle na strychu.
Kiedy w mojej szafie zapanował względny porządek, zapragnęłam zbudować bazę mojej garderoby składającą się z ponadczasowych, dobrych jakościowo ubrań i to właśnie wtedy znów zaczęłam polować na wyprzedażach - uważam, że to najlepszy moment na uzupełnianie swojej szafy o porządne klasyczne modele. Z listy obowiązkowych sklepów wykluczyłam większość sieciówek, zrezygnowałam z dziesięciu średnio-fajnych poliestrowych bluzek na rzecz trzech porządnych T-shirtów w moich ulubionych kolorach (tutaj zdjęcie), które będą pasować do większości rzeczy w mojej szafie. Zamiast kilku kiepskich jakościowo długich płaszczy, które z resztą uwielbiam, zainwestowałam w jeden porządny wykonany z wełny z małą domieszką poliestru. Wyprzedaże to świetny czas, by zaopatrzyć się w takie basicowe rzeczy, jak biała koszula, skórzana kurtka, dobrze skrojone jeansy czy wełniane płaszcze, które w regularnych cenach potrafią zrujnować portfel. Wiadomo, że podczas wyprzedaży panuje zakupowe szaleństwo, więc jeśli mamy upatrzone modele, to nie ma co czekać, aż będą przecenione o 70% - mnie w takich przypadkach zadowala 30% zniżka, wolę nie ryzykować, że moje typy zostaną wykupione. Podczas tegorocznych wyprzedaży udało mi się też wyszperać ciekawe klasyczne modele, które są wzbogacone o sezonowe trendy, np. biała koszula z rozszerzanymi rękawami, jedwabna sukienka na cienkich ramiączkach, czy moje ulubione na ten moment rozszerzane jeansy o długości 7/8.
Dzisiejszy wpis to pierwsza część ubrań i dodatków, które wpadły mi w oko podczas letnich wyprzedaży:
1. jeansy Dr. Denim / 2. top Pull&Bear / 3. okulary Ray Ban / 4. koszula Object / 5. sandały Vagabond /
6. top Gap / 7. szorty Levi's / 8. krem L'occitane / 9. torebka Modalu England / 10. jeansy H&M
Udało Wam się upolować coś ciekawego na tegorocznych wyprzedażach? Pochwalcie się swoimi zdobyczami, chętnie rzucę okiem,
a nuż sama się skuszę! :)
